RECENZJE

Recenzja: Lamb of God – Resolution

Dla jednych groove metal czy metalcore odchodzą w zapomnienie, dla innych wręcz odwrotnie. Jednak Lamb Of God, który świetnie potrafi połączyć obie te stylistyki może udowodnić, że nie ma mowy o porażce czy światowym kryzysie. Jednak czy po odsłuchaniu ich najnowszego, już szóstego albumu zatytułowanego “Resolution” będziemy mogli dalej tak sądzić? Jako fan Lamb Of God muszę od razu ostrzec, że recenzja może nie być obiektywna, ale nie zamierzam też słodzić.

Nie od dziś wiadomo, że muzycy w tym zespole nie stronią od ciężkiej pracy, wyryli sobie nie małą pozycję na światowym rynku muzycznym. Po wydaniu w 2009 roku (podobno bardzo udanego) “Wrath”, zespół w celu promocji objechał cały świat, zahaczając również o Polskę. Po prawie dwuletniej trasie, bo tyle ona trwała – zespół w składzie: Randy Blythe, John Campbell, Chris Adler i jego brat Willie oraz Mark Morton zabrali się za tworzenie 14 utworów na potrzeby “Resolution”, które zostały zarejestrowane w Richmond oraz w Nowym Jorku.

Na “Resolution” poczujemy ducha wspominanego “Wrath”. Szybkie gitary, charakterystyczny wokal Blythe’a z poprzedniego krążka i ogólnie tempo samych utworów, które jedno za drugim nie odstępują od siebie – cały czas jesteśmy w biegu, aż do dokładnie połowy płyty. Siódmy kawałek na płycie zatytułowany “Barbarosa” jest spokojnym utworem instrumentalnym, jednak po nieco ponad półtorej minucie znów wracamy na obrana ścieżkę. Nie sposób też ominąć utwory, które mogą wydawać się łudzące podobne do tego co już słyszeliśmy, możemy tutaj podać przykład, że “Cheated” będzie nam kojarzył się z “Set To Fail”. Skoro już jesteśmy przy playliście i nie odbiegając daleko, następny utwór “Insurrection” jest już czymś oryginalnym dla Lamb Of God. Mam tu na myśli klimatyczną melodię czy nawet solo na gitarze, których na płycie jest jak na chorobę – ten kawałek jak najbardziej na plus.

Podczas słuchania “Resolution” oprócz samego zespołu usłyszymy kilku gości, co może wydawać się nowością dla fanów. W świetnym utworze “King Me”, który zamyka płytę usłyszymy… albo niech sam zainteresowany opowie:“Mamy operowych śpiewaków – to prawdziwa symfonia, coś niesamowitego. Próbowaliśmy stworzyć muzykę, która nie będzie black metalem. Sądzę, że nam się udało.” – Chris Adler. Kolejną niespodzianką na płycie jest gościnny występ Josha Willbura z Avenged Sevenfold.

Reasumując. Album nie jest zły ale nie jest też idealny. Adler powinien dłużej popracować nad swoim sprzętem – człowieka z takimi możliwościami stać na lepsze brzmienie i wyrafinowanie w grze na perkusji. Ilość solówek na płycie, jak wspominałem jest nikła, powinno być ich znacznie więcej. Dużym atutem jest jednak melodia w poszczególnych utworach i aranżacja wybranych kompozycji. Już teraz wiemy, że trasa promująca “Resolution” potrwa dwa lata a Randy podczas poprzedniego koncertu w naszym kraju obiecał, że jeszcze do nas wrócą. Oby nie rzucał słów na wiatr.

 

log 500x500

Track lista:

1. Straight for the Sun
2. Desolation
3. Ghost Walking
4. Guilty
5. The Undertow
6. The Number Six
7. Barbarosa
8. Invictus
9. Cheated
10. Insurrection
11. Terminally Unique
12. To the End
13. Visitation
14. King Me

 

 

 

 

Autor: Tomasz Koza

Data publikacji: 2009

Podobne artykuły

N.Y.H.C. żyje i ma się świetnie. Recenzja „For the Cause” zespołu Madball

Szymon Grzybowski

Recenzja: Epica – Requiem For The Indifferent

Kinga Parapura

Recenzja: Killswitch Engage – Disarm the Descent

Tomasz Koza

Zostaw komentarz