Strona główna » Recenzja: Mastodon – The Hunter
RECENZJE

Recenzja: Mastodon – The Hunter

Zawsze doceniałem Mastodon za ich specyficzne podejście do muzyki. Nie mniej jednak, nie wszystkie albumy Amerykanów wzbudzały we mnie zachwyt. Przykładowo – aby przekonać swoje uszy do ostatniego, “Crack The Skye” potrzebowałem przeszło roku i… koncertu Mastodon na tegorocznym Sonisphere Festival w Warszawie. Występ ten zaostrzył ponadto mój apetyt na najnowsze dzieło Troya Sandersa i spółki. Warto było czekać, ponieważ “The Hunter” to chyba najlepsza propozycja Mastodon w całej ich dotychczasowej dyskografii!

Numery na najnowszej płycie są przede wszystkim krótsze, bardziej przebojowe i po prostu – wpadają w ucho!

Przesłuchajcie choćby drugi singiel, “Curl Of The Burl” (ciarki gwarantowane, a wstęp będzie Wam dźwięczał w głowie jeszcze długo po wyłączeniu odtwarzacza), “Dry Bone Valley” czy promujące album “Black Tongue”. A kosmicznie brzmiące “Spectrelight” (z gościnnym występem Scotta Kelly z Neurosis)? Brodacze nigdy dotąd nie brzmieli tak świeżo i przebojowo a zarazem klasycznie (sami muzycy stwierdzili, że najnowszy longplay brzmi jak bardzo mocne, heavy metalowe Led Zeppelin!). Podobały Wam się rozbudowane kompozycje z poprzednich płyt? Na “The Hunter” ich nie uświadczycie. Według mnie to ogromny plus. Bo cóż poradzę na to, że jestem zwolennikiem szybkiego, czadowego Mastodon spod znaku “Circle Of Cysquatch”, “Bladecatcher” czy “Aqua Dementia”? Mniej przemawiały do mnie kolosy w postaci “The Last Baron” czy “The Czar” z ostatniego krążka.

“The Hunter” to bardzo różnorodny stylistycznie album.

Oprócz wspomnianego wyżej czadu i przebojowości, dostajemy bardziej stonowane, niemal psychodeliczne numery, jak tytułowy czy “The Sparrow” (który momentami brzmi jak Pink Floyd na mocnych sterydach; vide: solówka w połowie numeru) lub “Creature Lives”. Co ciekawe, Mastodon po raz drugi w historii zespołu, postanowił wydać album bez konkretnego konceptu tekstowego. Pierwszą płytą, której liryki nie były ze sobą powiązane była debiutancka “Remission” z 2002 roku.

Muzycy jak zwykle stanęli na wysokości zadania i proponują materiał, prezentujący ich wysokie umiejętności.

Wciągające riffy, przejmujące solówki, połamane rytmy perkusyjne i pulsujący bas. Do tego, jak zwykle – zespołowe partie wokalne i mieszanina czystego śpiewu z charakterystycznym wrzaskiem. Pewnym novum jest również to, iż perkusista zespołu, Brann Tailor, po raz pierwszy brał udział w komponowaniu (jego dziełem jest “Creature Lives”) i śpiewa w wielu utworach.

Odpowiedzialny za produkcję multiinstrumentalista Mike Elizondo (znany ze współpracy z zespołami… hip-hopowymi!) również dał inżynierski popis, dokładając wszelkich starań aby “The Hunter” brzmiało jak najlepiej. Dzięki temu, dźwięk na nowym długograju Mastodon jest przejrzysty, a momentami delikatnie zabrudzony (kanon sludge metalu). Doskonałego dzieła dopełnia piękna okładka i ogólna oprawa graficzna albumu, stworzona jak zwykle, we współpracy z AJ Fosikiem.

Gdy zespół zapowiadał, że na nowej płycie zabrzmi jak Led Zeppelin po metalowym liftingu, bałem się że czekają nas długie, skomplikowane, psychodeliczne numery, przez które ciężko będzie przebrnąć przy pierwszym odsłuchaniu. Tymczasem, kwartet z Atlanty zmajstrował “najlepiej wchodzący za pierwszym razem” album w historii zespołu. 53 minuty mijają bardzo szybko (na deser, w iTunes’owej wersji specjalnej otrzymujemy ponadto: “The Ruiner” oraz “Deathbound”) i z radością możemy odpalić album raz jeszcze. 2011 rok jest niezwykle obfity we wspaniałe krążki, jednak na chwilę obecną z czystym sumieniem stwierdzam, że “The Hunter” powinien zająć czołowe miejsca we wszystkich tegorocznych podsumowaniach. Gorąco polecam!

mastodon 500x500hunter

Track lista:

01. Black Tongue
02. Curl Of The Burl
03. Blasteroid
04. Stargasm
05. Octopus Has No Friends
06. All The Heavy Lifting
07. The Hunter
08. Dry Bone Valley
09. Thickening
10. Creature Lives
11. Spectrelight
12. Bedazzled Fingernails
13. The Sparrow
14. The Ruiner (bonus track)
15. Deathbound (bonus track)

 

 

 

Autor: Tomasz Kulig

Data publikacji: 2009

Podobne artykuły

Apetyt zaspokojony – recenzja Jinjer „Macro”

Bartłomiej Pasiak

Recenzja: Behemoth – The Satanist

Redakcja

Recenzja: August Burns Red – Rescue & Restore

Tomasz Koza

Recenzja: Sepsis – Fear Of Freedom

Tomasz Koza

Recenzja: Machine Head – Bloodstone & Diamonds

Tomasz Koza

Recenzja: Paradise Lost – Medusa

Redakcja

Zostaw komentarz