RECENZJE

Bezpieczne schematy – recenzja “Hexed” Children Of Bodom

Pierwszym albumem Children Of Bodom, jaki słyszałem, był wydany w 2000r. “Follow The Reaper”. Nie będę ukrywał, że album wciągnął mnie bez reszty, szybko nadrobiłem zaległości, a wieści o kolejnych krążkach grupy przyjmowałem z niemałym entuzjazmem. Z czasem mój entuzjazm malał, gdy okazało się, że zespół okopał się na bezpiecznej, ugruntowanej pozycji, kolejne płyty były niczym więcej, niż ładnymi kopiami wcześniejszych, a zespół ani myśli, by spróbować choć odrobinę wyjść poza przyjęty schemat. Do najnowszej propozycji Finów podszedłem więc z rezerwą. Czy słusznie?

O okładce “Hexed” słów kilka.

Pierwsze, co rzuca się w oczy to, rzecz jasna, okładka. Niektóre zespoły, jak np. Iron Maiden czy Megadeth mają swoje “maskotki”, którymi posługują się na kolejnych albumach. Finowie z Children Of Bodom wybrali sobie Ponurego Żniwiarza. Kicz i sztampa. I o ile na początku można było przymknąć na to oko, o tyle dziesiąta okładka, taka sama, jak dziewięć wcześniejszych, po prostu śmieszy. W dodatku mętna grafika zdobiąca “Hexed” jest wyjątkowo nieciekawa. Można oczywiście doszukiwać się wielkiej symboliki w wizualizacji Śmierci dzierżącej w ręku budynek świątyni, ale antyreligijna tematyka w metalu jest już tak bardzo wyeksploatowana, że Alexi i spółka nie wymyślą w tej kwestii nic odkrywczego.

Czego nie ma na “Hexed”?

“Hexed” to drugi album zespołu Children Of Bodom, na którym zabrakło utworu ze słowem “bodom” w tytule. To akurat dobra zmiana, w końcu ile razy można silić się na mniej lub bardziej koślawe kombinacje jednego słowa. Choć patrząc na wcześniejsze pomysły zespołu, tytuły “This Road To Bodom” czy “Soon Departed From Bodom” zapewne nikogo by nie zdziwiły.

Finowie z Children Of Bodom przyzwyczaili również swoich fanów do żartobliwych i często zaskakujących coverów.

Nagrywali swoje wersje utworów Britney Spears, Kenny’ego Rogersa, Bananaramy, czy Roxette. Nic podobnego nie trafiło na “Hexed”. A szkoda. Te luźne podejście do tematu i brak napinki zawsze u “Bodomów” doceniałem. W kwestii nowości, czy ewentualnych zmian, byłoby na tyle.

Reszta płyty “Hexed” jest zachowawcza tak bardzo, jak to tylko możliwe.

Zaczynając od okładki, o której już wspomniałem, a na powtarzalnej i wtórnej muzyce kończąc. Niby wszystko gra, gitarowe solówki nadal “przegadują się” z klawiszami, perkusja nadal galopuje w zawrotnym tempie, jednak słuchając “Hexed” nie potrafię wyrzucić z głowy myśli, że przecież to wszystko już wcześniej słyszałem. Utwory z “Hexed” można by spokojnie rozparcelować, jako bonusy do wcześniejszych płyt i mało kto zorientowałby się, że zostały nagrane kiedy indziej. Dyskusję na temat, czy to wina wąskich ram gatunku, czy jednak klapek na oczach zespołu, zostawiam Wam.

Są na “Hexed” ciekawsze momenty.

Początek “Hecate’s Nightmare” ze swoimi charakterystycznymi klawiszami z powodzeniem mógłby trafić na którąś z płyt Kinga Diamonda. Gdzieś tam może kojarzyć się z “dajmondowskim” “Eye of the Witch”. Zamykający podstawową edycję płyty “Knuckleduster” (nie mylić z utworem White Zombie o tym samym tytule) przyciąga uwagę chwytliwym riffem, a “This Road” – bardzo koncertową motoryką.

Ciekawostką jest również dorzucony, jako bonus, remix wspomnianego przed chwilą “Knuckleduster”.

Jeżeli lubisz Nine Inch Nails i nowsze, industrialne dokonania Mortiisa, sięgnij po ten remix, powinien Ci się spodobać. Kompletnie nie pasuje do albumu, ale z pewnością wychodzi poza utarte ścieżki, po których zespół porusza się od lat.

Nie przyczepię się również do produkcji albumu. Ale to akurat nie jest zaskoczenie, Finowie od samego początku stawiali na czyste, przejrzyste i wyraziste brzmienie. Na szczęście, w tej kwestii, nic się nie zmieniło.

Pora odpowiedzieć na pytanie zadane we wstępie.

Czy moja rezerwa w podejściu do “Hexed” była uzasadniona? Cóż, zawsze mam ogromny problem z oceną podobnych płyt. Z jednej strony, wszystko jest na swoim miejscu, “Hexed” brzmi jak należy, kompozycje również są w porządku. Zapewne, gdyby album ukazał się X lat wcześniej, dziś byłby wymieniany, jako jeden z lepszych w dorobku Finów. Jednak z drugiej strony oceniając płytę zespołu, który jest na scenie już kawał czasu, nie sposób nie odnieść się do jego wcześniejszego dorobku. I mierzi mnie, że Dzieciaki z Bodom nawet nie próbują trochę bardziej pomajstrować przy nowszych utworach i wydają kolejne, pozbawione choćby cienia innowacji płyty.

Grupy takie, jak My Dying Bride czy Type O Negative udowodniły przecież, że można poruszać się w obrębie własnej stylistyki, jednocześnie nie nagrywając kolejnych, dokładnie takich samych, wtórnych albumów.

Children Of Bodom - Hexed, 2019
Children Of Bodom – Hexed, 2019

Lista utworów na “Hexed”:

1. This Road
2. Under Grass and Clover
3. Glass Houses
4. Hecate’s Nightmare
5. Kick in the Spleen
6. Platitudes and Barren Words
7. Hexed
8. Relapse (The Nature of My Crime)
9. Say Never Look Back
10. Soon Departed
11. Knuckleduster
12. I Worship Chaos (live) (bonustrack)
13. Morrigan (live) (bonustrack)
14. Knuckleduster (remix) (bonustrack)

Podobne artykuły

Szczera prawda – recenzja Down to the Heaven „[ level – 1 ]”

Paweł Kurczonek

Recenzja: Kingdom – Sepulchral Psalms from the Abyss of Torment

Michał Bentyn

Recenzja: Philip Anselmo & The Illegals – Choosing Mental Illnes as a Virtue

Szymon Grzybowski

Zostaw komentarz