Recenzja: Me And That Man – Songs of Love and Death

Rozpisana na szeroką skalę strategia promocyjna, reklamy w gazetach, billboardy na ulicach, udział w licznych programach telewizyjnych i internetowych, szybko wypuszczone do sieci trzy teledyski – naprawdę trudno było nie usłyszeć i nie wiedzieć, że Nergal z Behemotha wydaje płytę, i to zupełnie niemetalową. Takie uproszczenie byłoby jednak nieprawdziwe, bowiem Me And That Man to nie solowy projekt, a prawdziwy zespół z krwi i kości, którego trzon tworzą właśnie Adam Darski oraz John Porter, wspomagani przez jazzmana Wojciecha Mazolewskiego i znanego z Proghma – C – Łukasza Kumańskiego. Czy panowie ci, oraz ich debiutancki album „Songs of Love and Death”, rzeczywiście zasługują na całą tę uwagę, jaką poświęcają im ostatnio media? Tego dowiecie się z poniższej recenzji.

Na pierwszy rzut oka (ucha), ktoś może poczuć lekką konsternację. „Zaraz, przecież to już było, już tyle razy to słyszałem!” Co to za zrzyna, co to ma być?”. Trudno będzie w sumie komuś takiemu odmówić racji, bowiem riff z „Voodoo Queen” to niemal jeden do jednego „Runaway” Dela Shannona, „One Day” brzmi jak odnaleziony po latach numer Johny’ego Casha, „Love and Death” pachnie King Dude, tak jak „On The Road” Brucem Springsteen’em czy „Ain’t Much Loving” Nickiem Cave’em, a „Nightride” to wykapane „Personal Jesus” Depeche Mode – nie wierzycie? Zaśpiewajcie sobie do tego riffu tekst depeszowego hitu. W jaki sposób zatem panowie Nergal & Porter mogą obronić swoje dzieło i jeszcze mają prawo być z niego w pełni dumni? Dzięki porządnym kompozycjom, bowiem tego krążka słucha się po prostu bardzo dobrze. Niezależnie od tego, czy muzycy biorą się za „lekkie”, proste country („One Day”), „dziarskie”, rockowo-bluesowe kawałki („Nightride”) czy posępne, ciężkie „Cave’owskie” ballady („Ain’t Much Lovin”), wychodzi im to dobrze, brzmi spójnie i autentycznie. Większość numerów ma dosyć prostą konstrukcję, gdzie prym wiodą oczywiście gitary – akustyczna oraz nieco „oldschoolowo” przesterowana elektryczna – ale na płycie pojawia się też kilka znakomitych smaczków i momentów, które znacznie ubarwiają całość. Jak na przykład dziecięcy chór pod koniec „Cross my Heart and Hope to Die” czy smyki oraz kobiecy wokal (gościnnie Luna Bystrzykowska) wprowadzające folkowy klimat do znakomitego „Better The Devil I Know”, pod koniec którego dostajemy jeszcze bardzo przyjemną solówkę na organach Hammonda w wykonaniu Michała Łapaja z Riverside.


Trudno byłoby mi wskazać mój ulubiony utwór na tym albumie, postaram się więc ograniczyć swój wybór do pięciu, moim zdaniem najlepszych, kawałków. Najbardziej znany, „My Church is Black” (albo w wersji polskiej „Cyrulik Jack”), chyba faktycznie najlepiej nadaje się do radia i słusznie wybranym został na pierwszy singiel. „Cross My Heart and Hope to Die” przykuwa uwagę intrygującym samplem na początku oraz wspomnianym dziecięcym chórem pod koniec, „Better The Devil I Know”, o którym pisałem wyżej, to prawdziwa petarda, a warto jeszcze wyróżnić „Voodoo Queen”, „One Day” czy piękny, spokojny, zaśpiewany przez Portera „Of Sirens, Vampires and Lovers”.

Silną stroną tego krążka jest też jego produkcja oraz bardzo dobrze ułożona i zbalansowana tracklista, z umiejętnie rozłożonymi akcentami. Przez taki, a nie inny rozkład numerów, całości słucha się płynnie i nie czuć znużenia, mimo że sporo piosenek utrzymanych jest przecież w wolnym tempie. „Songs of Love and Death” znakomicie sprawdza się w podróży, jako swego rodzaju „muzyka drogi” – wiem, bo sprawdziłem to osobiście. Cudownie byłoby słuchać jej jadąc przez amerykańskie południe, bowiem album skąpany jest wręcz w tej estetyce. Luizjana, Missisipi, Alabama, Tennessee, duszne bary, whisky, dym papierosowy, „True Detective”, może trochę Tarantino – generalnie, te klimaty. Wiem, po raz kolejny wszystko to już było i jest dosyć oklepane, ale jeszcze raz – nic na to nie poradzę, że słucha się tego tak dobrze.

Oczywiście, liczne i bardzo wyraźne inspiracje oraz zapożyczenia można traktować jako wadę tej płyty, ja dodatkowo jeszcze wskażę tutaj na sam wokal Nergala, który na surowo, bez growlu i głośnej, potężnej bestii za plecami jaką jest zespół Behemoth, momentami nie brzmi zbyt przekonująco. Na tym polu znacznie lepiej wypada John Porter, na co wpływ ma też oczywiście to, że jego ojczystym językiem jest angielski. Warto jednak też zaznaczyć, że Walijczyk na tego typu graniu zjadł zęby, a dla Darskiego jest to nowość – musiał porzucić swoją metalową „strefę komfortu” i stanąć przed słuchaczami bez scenicznego kostiumu, uzbrojony w swój czysty głos. Jeżeli chodzi o warstwę tekstową albumu, to również Ameryki (nomen omen) tutaj nie odkryjemy – panowie nie śpiewają o niczym, czego już byśmy nie słyszeli w wykonaniu dawnych mistrzów, jest więc i o Bogu, i o miłości, i o umieraniu, pojawiają się też odniesienia do tradycji rocka czy popkultury (Morrison Hotel, Heartbreak Hotel, Chelsea Hotel, Andy Warhol).

Projekt Me And That Man wpisuje się w modną ostatnio estetykę neobluesowego, indie folk – rockowego grania z domieszką country, jest jednak mocno osadzony w tradycji, stoi nieco w rozkroku pomiędzy nowym, a starym. Propozycję duetu Nergal & Porter najlepiej chyba określić mianem gatunku zwanego Americaną – czyli współczesną muzyką, która oddaje hołd oraz czerpie inspirację z tradycyjnego, amerykańskiego grania i muzycznych korzeni Stanów Zjednoczonych. W ten sposób, Polak i Walijczyk, we współpracy z kilkoma kolegami, nagrali chyba najbardziej „amerykańską” płytę na polskim oraz być może też na europejskim rynku. I co najważniejsze – płytę naprawdę dobrą. Jeżeli przymkniecie oko na liczne zapożyczenia oraz kilka mniejszych błędów, „Songs of Love and Death” sprawi Wam mnóstwo przyjemności.

Tracklista:

1. My Church Is Black
2. Nightride
3. On The Road
4. Cross My Heart And Hope To Die
5. Better The Devil I Know
6. Of Sirens, Vampires And Lovers
7. Magdalene
8. Love & Death
9. One Day
10. Shaman Blues
11. Voodoo Queen
12. Get Outta This Place
13. Ain’t Much Loving

KOMENTARZE

  • 9 czerwca 2017 | 08:03
    Link

    ocena adekwatna, gdyby Ner nie śpiewał to nawet +2

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *