RECENZJE

Recenzja: Nocny Kochanek – Zdrajcy Metalu

Od jakiegoś czasu krajową sceną metalową trzęsie pewne zjawisko, zespół, początkowo założony niemal wyłącznie ”dla polewki”, a który dziś wyprzedaje większość koncertów i jest na szczycie listy bestsellerów Empiku. Grupa, której nowy krążek w ciągu kilku zaledwie dni przekroczył ilość 100 tysięcy odtworzeń na YouTubie, która porwała publiczność na zeszłorocznym Woodstocku i która nieustannie objeżdża całą Polskę wzdłuż i wszerz. Przez ostatni rok zmieniła się nieco skala projektu, wzrosła jego popularność i zainteresowanie ze strony fanów, nie zmieniło się za to jedno – Nocny Kochanek, bo to oczywiście o nim właśnie mowa, to nadal band nastawiony przede wszystkim na rozrywkę, robienie jaj i dobrą zabawę. Co jednak istotne, za tym wszystkim stoi naprawdę bardzo solidne zaplecze muzyczne, a większość kawałków na płycie „Zdrajcy Metalu”, to najprawdziwsze heavy metalowe killery.

Album otwiera bezlitosne zawodzenie budzików, które oznacza ciężki poranek po suto zakrapianej, trzydniowej imprezie. O urokach weekendowego chlania i smutnych powrotach do rzeczywistości, opowiada właśnie „Poniedziałek”. Ci, którzy znają „Nocnego Kochanka” nie będą zaskoczeni, wiedzą bowiem w jakich tematach lubuje się grupa i w jakiej estetyce czuje się najlepiej. Najnowszy krążek przepełniony jest rubasznymi tekstami i tematyką obracającą się wokół picia, słuchania i grania metalu, picia, relacji damsko-męskich i jeszcze raz picia – czyli rzeczy, które żadnemu prawdziwemu metalowi nie są obce. Każdy kolejny numer na płycie to istna petarda, a klasyczny heavy metal miesza się tu z power metalem czy hardrockiem. Idealnym przykładem tego ostatniego niech będzie utwór „Dziewczyna z Kebabem”, który jest świetną zgrywą z klasycznych rockowych ballad, takich spod znaku Scorpionsów. W warstwie instrumentalnej jest to najpoważniejszy (i jeden z lepszych!) kawałków na płycie, w warstwie tekstowej jednak… no cóż, trudno jakkolwiek poważnie traktować słowa typu „pytasz czy czuję dreszcz i bicie serca twego, ja nie czuję nic, tylko z ust twych odór sosu czosnkowego”. Ale o to właśnie też między innymi chodzi, o ten drastyczny kontrast między muzyką graną w 100% „na serio”, a idiotycznym tekstem, który sprawia, że jest to takie zabawne. Następny po „Dziewczynie z Kebabem” numer, jest z kolei parodią speed metalu i zespołów takich jak Dragonforce, a nosi tytuł „Smoki i Gołe Baby” (czyli ponownie, jakże charakterystyczne dla metalu tematy). Kolejny na płycie „De Pajrat Bej” w tytule nawiązuje do ulubionej zatoki wszystkich internetowych piratów, zaś klimatem przenosi nas do zapijaczonej tawerny pełnej łotrów i wilków morskich. „Zdrajca Metalu”, czyli utwór tytułowy i jednocześnie najmocniejszy i chyba najlepszy kawałek na całym albumie, to swoiste rozliczenie „true metali” ze wszelkimi pozerami i ludźmi, którzy odwrócili się od ciężkiego grania („Obciąłeś włosy, nie nosisz glanów, stałeś się dla mnie zdrajcą metalu”, „miałem cię kiedyś za swojego brata, słuchaliśmy razem Meidenów i Kata”). „Pierwszego Nie Przepijam” stanowi natomiast wyraźny hołd dla AC/DC, zarówno pod kątem gitar, sposobu śpiewania Krzysztofa Sokołowskiego, jak i budowy refrenu. Kolejny bardzo jasny i wyrazisty punkt na liście, czego nie można niestety powiedzieć o króciutkiej, nieco ponad minutowej „Piosence o Niczym”, która jest faktycznie… o niczym. Całość kończy akustyczna balladka „Gdzie Jesteś?”, która nawiązuje do legendarnego już Andżeja z poprzedniego albumu.

Nocny Kochanek, który tak jak pisałem we wstępie, z każdym miesiącem zdobywa kolejne rzesze fanów, po wydaniu „Zdrajców Metalu” będzie miał jeszcze więcej pracy – po tak udanej płycie, zainteresowanie zespołem powinno jeszcze wzrosnąć. Muzycznie, chłopaki też zaliczają progres – kompozycje są bardziej dojrzałe i po prostu lepsze niż na debiucie. Na krążku znajdziemy trochę Judas Priest, Edguy’a, Helloween ale i wspomnianych wyżej Scorpionsów, AC/DC czy pirackiego metalu. Pomimo jajcarskiej konwencji i wygłupów, zespół podchodzi do muzyki bardzo poważnie, a niektóre kompozycje są doprawdy świetne i znakomicie zagrane. Co do tekstów, to są one oczywiście prostackie, pijackie i nieco czerstwe (choć bardzo zgrabnie napisane!) jednak… takie właśnie powinny przecież być. Jestem przekonany, że takie szlagiery jak „Jestem Dziabnięty” czy „Dżentelmeni Metalu” będą na koncertach nie raz chóralnie odśpiewane.

W muzyce Nocnego Kochanka najlepiej odnajdą się chyba fani ciężkiego grania urodzeni na przełomie lat 80 – tych i 90 – tych, którzy niektóre z tematów poruszanych przez zespół, mogą przecież znać z autopsji. Grupa skutecznie spuszcza powietrze z metalowego baloniku, który momentami bywa czasem zbyt mocno napompowany. A nie powinniśmy nigdy zapomnieć, że w rock ‘n’ rollu od zawsze chodziło przede wszystkim o dobrą zabawę.

ZAMÓW PŁYTĘ “ZDRAJCY METALU”
nocny-kochanek-zdrajcy-metaluTracklista:

01. Poniedziałek
02. Dżentelmeni metalu
03. Pigułka samogwałtu
04. Dziabnięty
05. Łatwa nie była
06. Dziewczyna z kebabem
07. Smoki i gołe baby
08. De pajrat bej
09. Piosenka o niczym
10. Zdrajca metalu
11. Pierwszego nie przepijam
12. Gdzie jesteś?

  • Ocena autora:
4
Sending
User Review
4.6 (52 votes)

Podobne artykuły

Recenzja: Paradise Lost – Medusa

Hubert Onisk

Recenzja: Soulfly – Savages

Tomasz Koza

Powrót do biznesu – recenzja Drown My Day „The Ghost Tales”

Bartłomiej Pasiak

2 komentarze

Ela 20 września 2017 at 14:31

Jak przystało na nocnego kochanka perfidnie i bez jaj zdradził perkusistę

Odpowiedz
Ela 20 września 2017 at 14:54

Kochanek bez jaj pozbył się perkusisty który był z nimi od początku a teraz kopa i załatwione

Odpowiedz

Zostaw komentarz