RECENZJE

Powrót w dobrym stylu – recenzja Oomph! “Ritual”

Ooo… nowy Rammstein! Pomyślałem, gdy usłyszałem, opublikowany jakiś czas temu, utwór “Kein Liebeslied”. Otóż nie, to zapowiedź nowej płyty Oomph! Jednak porównania Oomph! do tanzmetalowców z byłego Enerdówka są więcej, niż powszechne. Wszak obie grupy prezentują bardzo podobną muzykę, wrzuconą do szufladki z napisem Neue Deutsche Härte [nowa niemiecka surowość/twardość/ostrość]. Styl jest wypadkową metalu industrialnego i muzyki elektronicznej. I żeby było jasne, to Rammstein inspirował się muzyką Oomph!, nie odwrotnie. Jak prekursorzy łączenia metalu z elektroniką brzmią w 2019r.? Sprawdźmy.

Dziwny wybór.

Nie całkiem rozumiem z jakiego powodu utwór “Tausend Mann und ein Befehl” został wybrany na singiel promocyjny. Może nie jest to chwytliwy gniot “pod nóżkę” pokroju “Pussy” Rammsteina, ale to chyba najmniej reprezentacyjny utwór na płycie. Każdy inny lepiej oddawałby charakter albumu.

“Trümmerkinder” z prostym, mocnym biciem perkusji i ciężkim, ale melodyjnym riffem, świetna “Europa” ze swoim podniosłym, marszowym rytmem i wschodnio brzmiącą wstawką pod koniec utworu, czy wybitnie “rammsztajnowy” “Im Namen des Vaters”, w którym wokalista Oomph! brzmi niemal identycznie, jak Till Lindemann.


Okładka “Ritul”.

Płytę zdobi chyba najlepsza okładka, jaką Oomph! pokazał na przestrzeni wielu lat. Po koszmarnie kiczowatej grafice zdobiącej “Des Wahnsinns fette Beute”, czy tandetnej, wyglądającej jak składanka wakacyjnych disco-hitów “XXV”, Oomph! w końcu zaprezentowali okładkę, która zwraca na siebie uwagę na półce. Widzimy kobietę, która jest przytrzymywana przez wiele rąk i zmuszana do… możemy się tylko domyślać do czego, być może do wzięcia udziału w tytułowym rytuale. Ważne, że ta okładka jest świetną zapowiedzią zawartości płyty. A płyta jest chyba najpoważniejszą i zaryzykuję stwierdzenie, że najbardziej dojrzałą w bogatym dorobku Oomph!

ADLF HTLR

Zatrzymajmy się przy utworze o dziwacznym tytule “TRRR – FCKN – HTLR”. Ostatnie cztery litery kojarzą się Wam z nazwiskiem dyktatora III Rzeszy? Słusznie. Jak wyjaśnił wokalista grupy, tajemnicze skróty pochodzą od niemieckich słów oznaczających terroryzm i, powiedzmy wprost, pieprzenie.

Ostatni zlepek liter oznacza oczywiście Hitlera. Dero Goi, przywołując nazwisko dyktatora chciał zwrócić uwagę na problemy polityczne i społeczne, z jakimi borykają się obecnie Niemcy, a tekst utworu określił mianem sarkastycznego rozliczenia się z siłami rządzącymi polityką, religią i seksualnością. Wokalista dostrzega w tych trzech obszarach podobne mechanizmy siły i wyzysku. Uważam, że w czasach, gdy źle rozumiana poprawność polityczna doprowadziła do globalnego przewrażliwienia w każdej kwestii, wyprzedzenie komentatorów i wyjaśnienie zawczasu swoich intencji jest bardzo dobrym pomysłem.

Domyślam się, że niemiecki zespół z Adolfem Hitlerem w tytule swojego utworu, bardzo szybko zostałby posądzony o nazistowskie sympatie. Zresztą, wspominanej tu nie raz grupy Rammstein też to nie ominęło. “TRRR – FCKN – HTLR” to, nawiasem mówiąc, jeden z najlepszych kawałków na płycie. Ciężki, brutalny i bardzo agresywny.


Czego nie ma na “Ritual”?

Wielu rzeczy. Ckliwych melodyjek i topornych orkiestracji, jakie wypełniały “XXV”. Potworków typu “Zwei Schritte vor”, świadczących o absolutnym bezguściu niemieckiego tria. Nie ma również kradzionych Scooterowi, głupawych “dzieł” pokroju “God is a Popstar”.

Nie ma zbędnych wypełniaczy, nie ma miejsca na subtelności, czy jakieś ozdobniki. Nikt tu nie puszcza oka do słuchacza, próżno szukać na “Ritual” uśmiechu i zabawy. Co zatem jest na płycie? Surowość, ciężar i mocne riffy. Jest również, jak już wspomniałem, powaga i dojrzałość. I to wszystko zebrane razem stanowi o jakości płyty.

Poza tym jest niezmiennie stały skład grupy, którą od samego początku tworzą Dero Goi, Andreas Crap i Robert Flux. Aż nie chce się wierzyć, że te same osoby nagrały “GlaubeLiebeTod” i “Ritual”. Przecież te płyty dzieli przepaść!

Dodatki.

Podstawowa edycja płyty kończy się na utworze “Seine Seele”. W wersji rozszerzonej dostajemy trzy utwory dodatkowe. “In der Stille der Nacht” i “Lazarus” to kompozycje, które z powodzeniem mogłyby zastąpić otwierający płytę, singlowy “Tausend Mann und ein Befehl”. Ponownie wyrażę zdziwienie, że ten utwór wybrano do promocji płyty.

Listę dodatków zamyka karykaturalny w swojej przesadzie, acz na swój sposób uroczy remix “TRRR – FCKN – HTLR”. Gdyby nie pojawiające się ciągle nazwisko dyktatora, ten numer z powodzeniem mógłby trafić na niejedną dyskotekę. Spodziewałbym się raczej, że coś takiego trafi na stronę B singla, bo mocno psuje ogólne, bardzo dobre wrażenie.

“Ojhropa”.

Dowcipy na temat brzmienia języka niemieckiego można opowiadać bez końca. A to, że słowo oznaczające niewinnego motylka brzmi, jak nazwa broni masowego rażenia. A to, że każdy komunikat po niemiecku sprawia, że odruchowo podnosimy ręce do góry. W końcu dojdziemy do żartów z samych Niemców z klasykami typu “Jak się nazywa ładna kobieta w Niemczech? Turystka.” na czele.

Dodam, że któryś z cesarzy pruskich uważał niemiecki za język hołoty i sam posługiwał się wyłącznie francuskim. Dla mnie muzyka i język niemiecki nigdy nie szły ze sobą w parze. Tym niemniej muszę przyznać, że twarde, nieprzyjemne niemieckie głoski pasują do industrialnej muzyki, jak ulał. Zwłaszcza w najbardziej surowych utworach, w których wokalista niemal melorecytuje.

W śpiewanych fragmentach niestety słychać, że ten wybitnie niemelodyjny i nieładny język, po prostu nie nadaje się do śpiewania. Z kolei w “Das Schweigen der Lämmer” wokalizy brzmią, jak pijackie darcie mordy delikwenta, który wlał w siebie o jednego sznapsa za dużo.

Pechowa trzynastka?

Trzynasty album Oomph! zdecydowanie nie jest pechowy. Po bardzo przeciętnych ostatnich krążkach, Oomph! powraca w zaskakująco dobrym stylu. Można powiedzieć, że “Ritual” to najrówniejsza płyta zespołu. Pozbawiona wybitnie nieciekawych kompozycji i zbędnych, żenujących wypełniaczy. Nawet ten singlowy “Tausend Mann und ein Befehl” nie jest w sumie złym utworem, choć do płyty zbytnio nie pasuje. Po wcześniejszych dokonaniach grupy, sięgnąłem po “Ritual” z dużą nieufnością. Było warto. Oomph! wrócili na właściwe tory. Wrócili w bardzo dobrym stylu.

Oomph! - Ritual, 2019
Oomph! – Ritual, 2019

Lista utworów:

01. Tausend Mann und ein Befehl
02. Achtung! Achtung!
03. Kein Liebeslied
04. Trümmerkinder
05. Europa (feat. Chris Harms / Lord Of The Lost)
06. Im Namen des Vaters
07. Das Schweigen der Lämmer
08. TRRR – FCKN – HTLR
09. Phönix aus der Asche
10. Lass’ die Beute frei
11. Seine Seele
12. In der Stille der Nacht (Bonus Track)
13. Lazarus (Bonus Track)
14. TRRR – FCKN – HTLR (Lord Of The Lost Remix) (Bonus Track)

Podobne artykuły

Czy warto było czekać osiem lat? – recenzja „Eonian” zespołu Dimmu Borgir

Szymon Grzybowski

Recenzja: Veil Of Maya – Matriarch

Tomasz Koza

Recenzja: Satyricon – Satyricon

Tomasz Koza

Zostaw komentarz