Recenzja: Megadeth - TH1RT3EN
Strona główna » Recenzja: Megadeth – TH1RT3EN
RECENZJE

Recenzja: Megadeth – TH1RT3EN

Ci, którzy myśleli że Rudy i spółka odpuszczą po ostatnim albumie (“Endgame” z 2009 roku) – dali się złapać w nie lada pułapkę. Gra wcale się nie kończy! Po spektakularnej trasie Wielkiej Czwórki po Europie w ramach Sonisphere, każda z kapel poczuła chyba wiatr w żagle. Anthrax po wielu latach wydał wspaniałą płytę (“Worship Music”), a Slayer i Metallica zaplanowały premierę tychże na 2012 rok. Ani na chwilę za peletonem nie zostaje czwarty zespół – Megadeth. “TH1RT3EN” to trzynasty album w dorobku Megadeth. Znajdziecie na nim trzynaście numerów – prawie godzinny materiał. Powiem szczerze: po odsłuchaniu dwóch singli: “Never Dead” oraz “Public Enemy No. 1” byłem niezwykle zadowolony, a cały krążek…

Zrobił na mnie piorunujące wrażenie!

Metallica zawsze uchodziła za “największy” zespół Wielkiej Czwórki, Slayerbił rekordy szybkości, agresji i złowrogiej aury, Anthrax był tym “jajcarskim” bandem, który nie przejmował się zbytnio thrashowymi standardami, a swym wizerunkiem irytował wielu zatwardziałych metalheadów. Megadethnatomiast, zawsze miał w tym panteonie miano najbardziej melodyjnego. Nie inaczej jest tym razem. “TH1RT3EN” jest pełny naprawdę dobrych melodii i czadowych riffów (choćby “We The People” czy wspomniany, singlowy “Public Enemy No. 1”).

Nie brakuje legendarnych “pojedynków” solówkowych gitarzystów – Dave’a Mustaine’a i Chrisa Brodericka (“Whos Life (Is It Anyways?)”). W roli basowego ponownie występuje legendarny muzyk Megadeth – David Ellefson, który opuścił szeregi kapeli w 2001 roku, po wydaniu “The World Needs Hero”. Jego specyficzne, radosne podejście do gry również odbija się na pozytywnym wydźwięku muzycznym tego album. Oprócz utrzymanych w średnim tempie utworów niemalże heavy metalowych (“New World Order”, “Deadly Nightshade” czy “Black Swan”) możecie być gotowi na prawdziwe thrashowe perły, w których Shawn Drover daje porządnego czadu na perkusji (“Never Dead”, “Fast Lane”). Zgodnie z “megadethowymi” standardami, pojawiają się też wolniejsze, klimatyczne numery (“Millennium Of The Blind” i tytułowy “13”). Te jednak nie przekonują mnie. Na dobrą sprawę, oprócz tego, ciężko na “Th1rt3en” wskazać słaby moment. Większość utworów to potencjalne hity, które siedzą w głowie długo po przesłuchaniu.

Do całości materiału miło się wraca i ciężko się nim znudzić. To bardzo równa, przyjemna dla ucha, świetnie wyprodukowana płyta. Jedynym mankamentem, który nie rzutuje jednak na zawartości muzycznej jest okładka. Raczej słaba i nie przemyślana. Ale to tylko drobny, estetyczny szczegół.

Podsumowując – “TH1RT3EN” to naprawdę rzecz godna uwagi.

Megadeth już dawno osiągnął taki poziom, na którym nie musi nikomu nic udowadniać, a tylko spokojnie wydawać kolejne płyty. Tak też robi, a najnowszy album jest niezbitym dowodem. Oczywiście – płyty pokroju “Rust In Peace” nagrywa się tylko raz w karierze. „TH1RT3EN” nie przynosi nic przełomowego, czy nadzwyczajnego. To po prostu kolejny, bardzo udany album w dyskografii Megadeth. Nie przynosi Mustaine’owi i spółce hańby – nikt z wiernych fanów nie powinien się odwrócić od zespołu. Ba! Na pewno zyskają nowy narybek. Co więcej, to według mnie lepszy album, niźli “Endgame”. Chyba wystarczy?

megadeth 500x500

Track lista:

01. Archangel
02. On The Wings Of Destiny
03. Proclamation Of Tragedy
04. Hole In The Soul
05. Pain No More
06. Exile
07. Death Is My Only Friend
08. Thorns From Savior’s Crown
09. For “The All” Reasons
10. Psalm Bezskrzydły/The Wingless Psalm

 

 

 

 

 

 

Autor: Tomasz Kulig

Data publikacji: 2009

Podobne artykuły

Recenzja: Frontside – Zniszczyć wszystko

Redakcja

Krok wstecz – recenzja Dirtred “Transmissions From Below”

Paweł Kurczonek

Death metalowy VW Passat – recenzja Bloodbath „The Arrow of Satan is Drawn”

Szymon Grzybowski

Budyń o smaku siarki – recenzja płyty „Zmartwychwstanie” Frontside

Szymon Grzybowski

Recenzja: Anima Damnata – Nefarious Seed Grows to Bring Forth Supremacy of the Beast

Michał Bentyn

Wszystko zostało powiedziane – recenzja Uriah Heep “Living the Dream”

Bartłomiej Pasiak

Zostaw komentarz

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!