Czy warto było czekać osiem lat? – recenzja „Eonian” zespołu Dimmu Borgir


Niewiele jest zespołów na świecie, które mogą sobie pozwolić na ośmioletnią przerwę w wydawaniu albumów. Tak długi czas najczęściej sprawia, że fani tracą zainteresowanie, media zapominają, a samymi koncertami trudno utrzymać popularność. Dimmu Borgir ma z pewnością ten komfort, że bez obaw mogli tak długo zwlekać z pisaniem nowego materiału, bo baza ich sympatyków jest na tyle duża i wierna, że bez problemu wytrzyma taką próbę czasu.

Tak długa przerwa niesie też inne konsekwencje. Z każdym kolejnym miesiącem oczekiwań na nowy album, balon oczekiwań rośnie, a jeśli ostateczne dzieło nie jest wybitne, bardzo łatwo ocenić je ogólnie bardzo krytycznie. Czy „Eonian” spełnił oczekiwania wygłodniałych fanów? Czy pojawiające się po publikacji pierwszego singla głos krytyki były zasadne? Czy warto było czekać osiem lat? Przekonajmy się!

Wywiad z Silenozem i Shagrathem z zespołu Dimmu Borgir dla MetalNews.pl
Przeczytaj nasz ekskluzywny wywiad z Silenozem i Shagrathem.

Recenzji „Eonian” Dimmu Borgir nie zacznę chronologicznie, bo na początku chciałbym wyjaśnić sprawę z pierwszym singlem, który mocno podzielił fanów.

„Interdimensional Summit” jest kawałkiem pełnym sprzeczności i paradoksów. Z jednej strony mocno odstaje od pozostałych na płycie – jest najbardziej melodyjny, przebojowy i przystępny, żeby nie powiedzieć w “nightwishowym” stylu.

Z drugiej jednak strony w jakiś sposób daje nam obraz tego, co można znaleźć w pozostałych dziewięciu numerach na krążku. Czyli mocnych akcentów klawiszowych i orkiestrowych, częstego używania chóru i ogólnej – jak na standardy black metalowe – łagodności. Gdyby pójść głębiej, to w kawałku tym można dostrzec również ogólną koncepcję komponowania i produkcji. Pozornie prostą, piosenkową, ale jednocześnie pełną zmian nastrojów, bogatą w ozdobniki i detale, które da się wyłapać dopiero przy uważnym wsłuchaniu.


Nie oznacza to jednak, że na nowej płycie Dimmu Borgir brakuje prawdziwego black metalu.

W klasycznym brzmieniu utrzymany jest między innymi rozpoczynający płytę „The Unveiling”. Nie oznacza to jednak, że zespół cofa się do 1993 roku i łoi jak wówczas. Riff, który napędza utwór, jest jak najbardziej blackowy, ale kiedy wchodzi wokal, a właściwie posępna melodeklamacja kawałek całkowicie zmienia swój klimat.

Można powiedzieć, że ta zmienność jest wizytówką najnowszej płyty Norwegów (i Polaka). Kompozycje są wielowątkowe i nie wpadają w żaden schemat. Black metalowy riff w stylu zespołu Satyricon dostajemy też w kawałku „Aetheric”, ale muzycy znów wodzą nas za nos, bo nastrój utworu zmienia się jak w kalejdoskopie i trudno już porównywać go do czegokolwiek – to z pewnością świetna wiadomość dla tych bardziej otwartych na inne gatunku muzyczne, dla hardcore’owych fanów może być to z kolei rozczarowanie.

Dimmu Borgir - Eonian dostępny w różnych wersjach do wyboru.
Dimmu Borgir – Eonian dostępny w różnych wersjach do wyboru.

Jednym z najjaśniejszych punktów albumu są z pewnością wokale Shagratha.

To obecnie chyba jeden z najbardziej wyrazistych gardłowych w całym świecie metalu. Jego styl śpiewania sprawdza się świetnie zarówno gdy złowrogo melodeklamuje i przyprawia wprost o ciarki na plecach, a zaraz obok potrafi wydać z siebie szaleńczy ryk. Na takich wokalnych kontrastach, rozbudowanych o plemienne okrzyki i chór, zbudowany jest między innymi jeden z najlepszych utworów na płycie, czyli „Council of Wolves and Snakes”.



Ciekawym, choć kontrowersyjnym zabiegiem produkcyjnym jest z pewnością schowanie nieco w tle podstawowych instrumentów. Riffy gitarowe i szaleńcza perkusja nie dominują, a wstawki orkiestrowe, klawiszowe czy czasem nawet elektroniczne są pełnoprawnymi elementami utworów, nie tylko tłem czy dodatkiem.

Z jednej strony jest to odejście od kanonu – nawet symfonicznego black metalu – z drugiej daje niesamowite możliwości aranżacyjne, z czego Dimmu Borgir ochoczo korzysta. Jak już wspomniałem – utwory wprost kipią od smaczków, detali czy pięknych, choć często mrocznych i niepokojących melodii. Najlepszym przykładem jest zamykający album, instrumentalny „Rite of Passage”. Kawałki takie jak „Archaic Correspondence” utrzymane w bardziej jednolitej, metalowej stylistyce stanowią zdecydowaną mniejszość.

Każdy, kto dobrnął do tego miejsca widzi, że ta recenzja „Eonian” napisana jest w bardzo entuzjastycznym tonie.

Nie ukrywam, że najnowsza płyta Dimmu Borgir bardzo przypadła mi do gustu. Jednocześnie zdaję sobie sprawę, że dla wielu może być rozczarowaniem. Z jednej strony nie ma na niej nic, czego nie byłoby na wcześniejszych albumach. Norwegowie nigdy nie bali się melodii i bardziej przystępnych kompozycji, które łączyli z szalonymi riffami i kanonadami blastów.

Z drugiej strony proporcje tych elementów są zdecydowanie inne niż wcześniej. Dla tych, którzy oczekiwali black metalu gęstego i czarnego jak smoła, „Eonian” może być zawodem. Ja jednak doceniam odwagę, kunszt i ogrom pracy, który włożono w ten album.

Dimmu Borgir Eonian nowa płyta 2018

Lista utworów na “Eonian”:

1. The Unveiling
2. Interdimensional Summit
3. Aetheric
4. Council of Wolves and Snakes
5. The Empyrean Phoenix
6. Lightbringer
7. I Am Sovereign
8. Archaic Correspondance
9. Alpha Aeon Omega
10. Rite of Passage

KOMENTARZE

  • armenov666
    16 maja 2018 | 06:23
    Link

    Ten album to zaaranżowane z przepychem gówno

    Odpowiedz
  • Paweł
    16 maja 2018 | 10:38
    Link

    No cóż, zdaję sobie oczywiście sprawę, że ile osób, tyle gustów i ciężko o tym dyskutować, ale recenzję czytałem z rosnącym zdziwieniem. Zespołu broniłem zawsze, gdy zarzucano im “komerchę” i granie “metalowego disco-polo”. Tym razem wypuścili krążek, którego nie dałem rady dosłuchać do końca. I choć dla mnie ta “najtłiszowa” płyta nawet byłaby do przełknięcia, to pozbawiona została bardzo ważnego elementu- mocy. Wszystko jest tu płytkie, cukierkowe, wyprane z energii i pier*olnięcia. Wszystko jest jakieś takie “w tle”. A jednoczesne nadęcie i rozdmuchanie sprawia, że płyta staje się niestrawna. Przynajmniej dla mnie. W sumie pierwszy klip najlepiej podsumowuje całą płytę: niby-szatan, ale z neonami i cukierkową tandetą, żeby w radiu puścili. Taki gimnazjalny mhrok i zuo. Tylko panienek machających tyłkami brakło. Takich z dorobionymi plastikowymi kłami.

    Odpowiedz
    • Szymon Grzybowski
      16 maja 2018 | 10:51
      Link

      Hej, dzięki za opinię. Twój punkt widzenia jest jak najbardziej słuszny. Ja, oceniając płytę, uznałem, że moc i to pierdolnięcie [(pardon my french;)] nie były celami zespołu. Na tym krążku postawili raczej na klimat i różnorodność. Rozumiem jednak doskonale uczucie rozczarowania.

      Odpowiedz
      • Paweł
        16 maja 2018 | 12:54
        Link

        Zdecydowanie nie były 🙂 I o ile doceniam zamysł, jaki towarzyszył, bądź mógł zespołowi towarzyszyć, o tyle efekt końcowy mnie nie przekonał. Zwłaszcza po tak długiej przerwie, gdy oczekiwania miałem naprawdę spore (jak pewnie mnóstwo osób, co słusznie zauważasz w recenzji).
        Zawsze doceniałem ten zespół za umiejętność wypośrodkowania mocy i klimatu, melodyjności i ciężaru, za to, że poruszając się w obrębie pewnej stylistyki nie stali w miejscu. Na Eonian poszli moim zdaniem w dziwną stronę. Moim zdaniem zbyt karykaturalną.
        Płycie dam jeszcze szansę, może za jakiś czas okaże się, że jednak mi siadła. I że w sumie nie jest zła, tylko została nagrana przez nie ten zespół 😉 (vide “Host” Paradajsów, czy odsądzany swego czasu od czci i wiary “Mechanical Animals” Mansona).

        Odpowiedz
  • neron
    16 maja 2018 | 10:46
    Link

    chcialoby sie powiedziec “Nie idzcie ta droga” ale zrobia i tak co beda chcieli.we wczesniejszych albumach juz komercja pachnialo.niestety poszli krok dalej.Ja rozumiem ze nie mozna grac niby tego samego itd ale jesli cos sie tworzylo tyle lat. w tym przypadku klimatyczny black to nie mozna przekraczac granicy miedzy blackiem a komercja,tutaj zostala zlamana.Najlepsze albumy Dimmu Borgir pozostaje.Enthrone Darkness Triumphant,Spiritual Black Dimensions i Death Cult Armageddon.ten ostatni mimo ze juz zaczal troche jakby rozmiekczanie to i tak niektore utwory mial mocne z mocnymi gitarami i szybkoscia.teraz naprawde to co graja nie wiadomo jak szczerze nazwac.pozdrawiam

    Odpowiedz
  • silvera
    10 czerwca 2018 | 12:35
    Link

    dobrze ze opinia jest jak dziura w dupie, kazdy ma wlasna!!!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *