Image default
WYWIADY

Wywiad: Silenoz i Shagrath (Dimmu Borgir)


Aga: Ciężko jest wybrać temat na pierwsze pytanie, ponieważ o tak wielu rzeczach chciałoby się porozmawiać. Zacznijmy może od powodu tak dużej przerwy pomiędzy albumem „Abrahadabra”, a waszym najnowszym krążkiem. Dlaczego musieliśmy na niego tak długo czekać?

Shagrath: Bardzo wcześnie zdaliśmy sobie sprawę, że potrzebujemy więcej czasu, żeby skończyć prace nad nową płytą. Kiedy narzucasz sobie jakieś terminy, zaczynasz pracować w pewnym przedziale czasowym, a nie chcieliśmy tego robić w przypadku „Eonian”.

Silenoz: Muzyka nie powstaje w fabryce, ona pochodzi z wnętrza, z serca. Ma przychodzić naturalnie, a nie być wymuszona. Sztuka potrzebuje czasu. Graliśmy wiele koncertów do 2014 roku. Od tamtego momentu minęły co prawda cztery lata, ale potrzebowaliśmy zrobić sobie przerwę, przemyśleć pewne sprawy, zmienić niektórych współpracowników.

Shagrath: Tak, potrzebowaliśmy nabrać dystansu, niektórzy z nas ponownie zostali ojcami, więc czas dla rodziny stał się szczególnie ważny.

Silenoz: Dla nas oczywiście ten czas nie wydaje się aż tak długi, jak dla fanów. Po prostu potrzebowaliśmy go, aby skończyć album.

Sven Atle "Silenoz" Kopperud, gitarzysta Dimmu Borgir
Sven Atle “Silenoz” Kopperud, gitarzysta Dimmu Borgir

Aga: Możecie powiedzieć, jak przebiegał proces tworzenia “Eonian”?

Shagrath: Fragmenty powstały już w 2012 roku. Zawsze staramy się być kreatywni, gdy jesteśmy w domu nagrywamy jakieś wstępne pomysły, które później mogą trafić na płytę. Mniej więcej trzy lata temu spotkaliśmy się podczas wyjazdu weekendowego i postanowiliśmy, że trzeba iść dalej.

Silenoz: Mieliśmy już bardzo dużo nagranych fragmentów i pomysłów. Wiedzieliśmy, że mamy już początek do stworzenia czegoś wspaniałego. Dało nam to motywację i pewność do nagrania tego albumu. Proces tworzenia nowego materiału wymaga wielu poświęceń, ciężko pogodzić życie rodzinne z tym, co robimy.

Aga: Miałam możliwość przesłuchać wasz najnowszy album i bardzo mi się spodobał. Jego styl przypomina mi krążek „Abrahadabra”. Jak przedstawilibyście „Eonian” ludziom, którzy czekają na premierę?

Shagrath: Nie powiedziałbym, że jest on podobny do wcześniejszej płyty, dla mnie to nowy początek. Nawiązuje on jednak nawet do naszej bardzo wczesnej twórczości z 1993 roku. Niektóre elementy, niektóre typy riffów, pomysły można połączyć z wcześniejszymi albumami.

Silenoz: Czujemy, jakbyśmy zaczynali od początku, od białej kartki. Oczywiście przy tylu nagranych albumach, zawsze będą jakieś nawiązania do przeszłości. Tego nie da się uniknąć, jednak staraliśmy się zresetować nasze wspomnienia.

Aga: Dlaczego zdecydowaliście się wybrać „Interdimmensional Summit” na singiel promujący album? Ten utwór jest całkowicie inny od reszty płyty.

Shagrath: Ten utwór jest tylko jedną częścią większej układanki. Wiele pomysłów do tej piosenki było nagranych jeszcze w 2012 roku. Dlaczego akurat ona? Nie wiem, musieliśmy wybrać utwór i ten wydał nam się świetny i chwytliwy. To był nasz wybór.

Silenoz: Powiedzieliśmy, że chcemy tę piosenkę, wytwórnia pytała się, czy na pewno, ale my postawiliśmy na swoim. Mogliśmy oczywiście wybrać coś innego, ale ten utwór jest bardzo melodyjny, zwycięski. Może nie reprezentuje sobą całości, ale jest świetnym początkiem, aby poznać resztę układanki.

Aga: Spodziewaliście się takich mieszanych komentarzy, dotyczących „Interdimmensional Summit”?

Silenoz: Nie ma mieszanych komentarzy. Jeśli spojrzysz na negatywne opinie w porównaniu z pozytywnymi, to jest ich raptem 2%.

Shagrath: Utwór do tej pory został wyświetlony na YouTube prawie milion razy, co jest bardzo dobrym wynikiem, więcej polubień niż negatywów. Nie przejmujemy się obraźliwymi komentarzami. Internet to kompletna anarchia.

Silenoz: Każdy jest ekspertem.

Shagrath: Mamy pewność, że to, co robimy jest świetne. Gdybyśmy przejmowali się każdą opinią pewnie nie istnielibyśmy dzisiaj.

Silenoz: Ponieważ od ostatniego albumu minęło aż 8 lat, w internecie pojawiło się znacznie więcej ludzi uważających się za ekspertów w dziedzinie naszej muzyki. Obecnie komentowanie w mediach społecznościowych jest bardziej popularne niż kiedykolwiek. Pojawiają się wypowiedzi zarówno pozytywne, jak i negatywne, odnośnie tego albumu. Przy czym ludzie nie wiedzą, jaka była droga powstawania, to oczywiste. Jeśli ktoś spędza tyle czasu, aby pisać negatywne komentarze na forach, czy gdziekolwiek w sieci, to nie my jesteśmy kłopotem, tylko ta osoba ma jakieś problemy osobiste.

Shagrath: To wiele mówi o twojej osobowości. Jeśli cały czas wszystko krytykujesz, dla mnie oznacza to, że jesteś źle wychowany, nie masz dobrych manier.

Silenoz: Oczywiście masz prawo do wyrażania swojej opinii, ale nie można oceniać całego albumu tylko na podstawie jednego utworu, czy nawet fragmentu tego utworu.

Shagrath: Posłuchaj całej płyty zanim wydasz opinię. To moje zdanie. Nam też nie podoba się wszystko, co jest nagrywane, ale doceniamy, że ktoś wykonał pracę, aby wydać album.

Silenoz: Osobiście, podoba mi się, że wywołujemy takie reakcje. W przeciwnym razie znaczyłoby to, że zrobiliśmy coś nie tak. Do tej pory większość opinii jest pozytywna.

Aga: Jak byście sklasyfikowali Waszą muzykę? Wielu ludzi nie określa Waszej muzyki jako black metal.

Silenoz: Najlepiej by było, gdybyśmy nie musieli jej klasyfikować.

Shagrath: Uważam, że ona mówi sama za siebie. Każda osoba ma inny sposób postrzegania, a im jesteśmy starsi, tym mniej przejmujemy się potrzebą klasyfikacji.

Silenoz: Oczywiście wywodzimy się z ery black metalu, ale już od pierwszego albumu staraliśmy się robić coś nowego.

Shagrath: Jeżeli Ci się nie podoba, idź słuchać czegoś innego. To proste.

Wywiad z Dimmu Borgir - Shagrath i Silenoz

Rafał: Tak, ale jak sami powiedzieliście, wywodzicie się z epoki skandynawskiego black metalu. W ramach tego nurtu weszliście do świadomości reszty świata, szczególnie Europy Środkowej. Było to coś nowego, świeżego. Nowy ruch.

Silenoz: Jeżeli posłuchasz muzyki z Norwegii, z początków lat dziewięćdziesiątych zobaczysz, że te pięć czy sześć zespołów, które zdobyły rozgłos cechuje ta sama atmosfera, ale ich dźwięki różnią się od siebie. My także jesteśmy częścią tego ruchu, ale jednocześnie staraliśmy się być „poza” głównym nurtem, jako ten „wyobcowany”.

Shagrath: Zawsze mięliśmy swój własny kierunek. Od samego początku. Bawi mnie zarzut ludzi, że nasza muzyka obecnie jest melodyjna. Posłuchajcie nas, gdy nagrywaliśmy w 1993 roku. Wtedy też byliśmy melodyjni!

Silenoz: A jeżeli to, co tworzymy nie zawiera melodii, to moim zdaniem nie można tego nazwać muzyką. To tylko hałas. W tamtych czasach pozostałe zespoły także posiadały melodię w swoich utworach. Po prostu inaczej osadzali w nich atmosferę.

Shagrath: Mamy swój własny sposób robienia muzyki. Niektórym się to spodoba, innym nie. Nam się bardzo podoba (śmiech).

Dimmu Borgir Eonian nowa płyta 2018

Aga: Porozmawiajmy o okładce „Eonian”. Tym razem zmieniliście artystę okładki. Przez długie lata był to Joachim Luetke, natomiast grafikę do nadchodzącej płyty stworzył Zbigniew Bielak.

Silenoz:
Tak, współpracowaliśmy z Joachimem przy siedmiu wydaniach. W przypadku tego albumu uznaliśmy, że wszystko zaczynamy od nowa, dlatego też postanowiliśmy poszukać nowego artysty do zrobienia okładki.

Aga: I jak znaleźliście Zbigniewa Bielaka?

Shagrath: Poznaliśmy go kilka lat temu i utrzymywaliśmy kontakt. Rozmawialiśmy wielokrotnie na temat potencjalnej współpracy w przyszłości, a że podobało nam się co zrobił dla innych zespołów, więc postanowiliśmy spróbować. Uważam, że tym razem nam się udało.

Silenoz: Wydaje mi się, że uchwycił esencję tego co daliśmy mu jako wskazówki na okładkę. Na pierwszy rzut oka, okładka stwarza wrażenie prymitywnej i zawiera wiele szczegółów. I te detale czynią ją piękną. Patrząc na nią można znaleźć wiele metafor i symboliki. Naprawdę mu się udało.

Shagrath: Wydaje mi się, że bardzo dobrze reprezentuje ona zawartość albumu. To połączenie wprowadza właśnie w taki nastrój, jaki chcieliśmy osiągnąć dla tej płyty.

Zespół Dimmu Borgir 2018 rok
Dimmu Borgir, skład w 2018 roku

Aga: Zbigniew Bielak nie jest jedynym Polakiem, z którym współpracujecie. Jest jeszcze perkusista – „Daray”, który nagrał z wami już drugi album. Czy planujecie uczynić go oficjalnym członkiem Dimmu Borgir?

Shagrath: Uważam, że będzie stałym członkiem sesyjnym (śmiech).

Silenoz: Zależy nam na tym, aby było jasne, że kreatywnym jądrem zespołu jest Shagrath, ja i Galder, ale zarówno Daray jak i klawiszowiec Gerlioz, byli sercem tej grupy przez dziewięć lat. To czyni nasz aktualny skład najtrwalszym w historii zespołu i to wiele o nas mówi. Źle byłoby nie okazać im więcej uznania za ich ciężką pracę. Zasłużyli na to.

Shagrath: Tak. Ciężka praca przekształciła się w przyjaźń i wzajemne zrozumienie. Ważne jest także, że nauczyli się dostosowywać do konkretnych motywów przewodnich w utworach. Rozumieją, że wspólne granie nie polega na przechwalaniu się swoimi umiejętnościami, czy udowadnianiem czegoś, tylko na byciu częścią utworu. Dla mnie to bardzo wiele znaczy. Daray jest bardzo zdyscyplinowanym perkusistą, zarówno na scenie jak i poza nią. Wydaje mi się, że wielu ludzi tego nie rozumie. Nie chodzi tylko o granie na swoim instrumencie na scenie. Równie ważne, jeżeli nie ważniejsze, jest to co dzieje się poza nią. Żyjąc tak blisko siebie podczas trasy koncertowej, naprawdę trzeba się świetnie dogadywać.

Silenoz: I musicie się lubić w tych najgorszych momentach. My musimy go lubić, gdy zrobi coś złego i on musi nas lubić, gdy my narozrabiamy. W ten sposób tworzy się więź.

Shagrath: Wielu tego nie rozumie. Pytają się: „Czemu zmieniliście tego na tamtego?”. Zmiany zawsze mają dobry powód, ale cieszymy się, że mamy Daraya jako członka naszego zespołu.

EMP Shop

Rafał: Jak daleko od siebie mieszkacie?

Silenoz: My dwaj mieszkamy od siebie w odległości około trzydziestu kilometrów. Reszta jest trochę bardziej rozproszona. Klawiszowiec mieszka na przedmieściach Oslo, więc jakieś pięćdziesiąt minut drogi od nas, a Daray mieszka jakieś dwie godziny drogi od nas.

Rafał: Czy kiedykolwiek mieliście taki przypadek, że któremuś z was wpadł pomysł do głowy, na tekst lub muzykę do nowego utworu, chwytał za telefon, dzwonił do reszty: „Chłopaki! Musimy to zrobić TERAZ!” i wszyscy się rzucili, aby wspólnie grać?

Silenoz: Nie mięliśmy takich sytuacji, jesteśmy przyzwyczajeni do wykorzystywania perkusji programowalnej, jeśli Daray nie może się zjawić. Coś takiego miało miejsce kilka razy przy nagrywaniu tego albumu, kiedy we trójkę graliśmy razem: Ja, Galder na gitarach i on (Shagrath) na perkusji, tylko po to aby określić strukturę utworu.

Shagrath: Ale teraz jest łatwiej. Masz telefon, możesz zacząć nagrywać co chcesz. Nie ma znaczenia czy jesteś w samochodzie, centrum handlowym, czy łóżku. Nie ważne też czy to tekst, melodia, czy riff.

Rafał: I wy tak robicie?

Shagrath: Cały czas. Mam prawdopodobnie ze czterdzieści nagrań, na których coś nucę. To ważne, aby uchwycić tę chwilę, bo tego typu pomysły mogą naprawdę szybko wyparować. Ale teraz jest łatwiej, bo pomysł możesz zachować i potem do niego wrócić w środowisku studyjnym.

Rafał: Są tacy muzycy, którzy uważają, że należą do „starej szkoły” tworzenia muzyki. Z określonym zestawem narzędzi i określonym planem. Wy tacy nie jesteście?

Silenoz: Nie. Używamy wszystkiego co pozwala nam osiągnąć cel i nie myślimy schematami, to ogranicza.

Shagrath: To są inne czasy, bo w latach osiemdziesiątych każdy musiał znać swoje partie zanim weszli do studia i dopiero nagrywać. A dziś, ze względu na rozwój technologiczny wiele się zmieniło. Wydaje mi się, że z perspektywy technicznego przygotowania utworów jest łatwiej. Wiele rzeczy można zrobić na bardzo wysokim poziomie.

Silenoz: Nie ma stanu pośredniego pomiędzy dobrym i beznadziejnym przygotowaniem materiału. Jeżeli przyjdziesz do studia i przygotowałeś rzeczy na pół gwizdka, nie możesz tego później wykorzystać i musisz przygotowywać wszystko od początku. W naszym przypadku, szczególnie przy tworzeniu tego krążka, wiele rzeczy przygotowywaliśmy niezależnie. Bębny, gitary, bas, perkusja, partie z orkiestrą i z chórem także mięliśmy przygotowane. Nawet część wokalu była już gotowa, więc byliśmy bardzo dobrze przygotowani gdy wchodziliśmy do studia, aby przygotować krążek.

Shagrath i Silenoz wywiad dla MetalNews.pl

Rafał: Pozostając jeszcze po stronie technologicznej przygotowania materiału, czy macie jakieś jedno ulubione studio, czy wolicie eksperymentować?

Shagrath: Jesteśmy otwarci na nowe doświadczenia i jeżeli mieliśmy jakieś złe doświadczenia w jakimś miejscu, to już tam nie wrócimy.

Rafał: Czyli zdarzały się złe doświadczenia?

Silenoz: Pewnie. Mieliśmy taki przypadek z miksowaniem. Mieliśmy na przygotowanie miksu całego albumu sześć dni. Tylko sześć dni na przygotowanie materiału nad którym pracowaliśmy w studio dwa bite miesiące. Nie jest to dużo czasu. I nagle okazuje się, że samo przygotowanie miksu demo zajmuje więcej niż dwa dni. Można się nieźle wkurzyć. Na szczęście przy tym krążku nie mieliśmy terminu zdania materiału, więc mogliśmy dopracować wszystko tak, jak chcieliśmy.

Rafał: Co było najstraszniejszą rzeczą jaka przydarzyła się wam w studio?

Silenoz: Przy tym albumie, czy w ogóle?

Rafał: W ogóle.

Shagrath: Dla mnie pewnie było to brzmienie bębnów na „Puritanii”.

Silenoz: Tak. Dla mnie też. To był jeden z tych przypadków, gdzie brakowało czasu na zmiksowanie albumu… tzn. wiesz, piosenki na tej płycie są świetne, album ogólnie jest fajny i bębny też są super… tylko ich brzmienie… Poza tym, czasem mięliśmy do czynienia z różnymi przeszkodami jak na przykład duchy w studiu. Nagle się okazuje, że z materiałem dzieją się rzeczy, których nikt nie potrafi wyjaśnić.

Shagrath: Również z tego powodu, teraz bardziej niż kiedykolwiek, ważne dla nas jest abyśmy byli własnymi producentami. Lepiej wiemy czego chcemy i staramy się zagłębiać bardziej w szczegóły, na każdym poziomie przygotowania materiału.

Silenoz: To większe wyzwanie niż wcześniej, bo gdy już napisze się piosenkę, następnym krokiem jest powiedzenie sobie, kiedy należy przestać ją dopracowywać, zatrzymać się i zacząć na nią patrzeć jako producent. Tym razem nie było żadnych niedoróbek, kompromisów i przypadków.

Shagrath: Najlepszym rozwiązaniem byłoby, gdybyśmy cały proces przygotowania płyty realizowali sami. Wtedy wszystko zależy on nas i mamy nad tym pełną kontrolę. Niestety nie posiadamy odpowiedniego doświadczenia w nagrywaniu i składaniu wszystkiego, szczególnie partii perkusyjnych.

Kurtki dla fanów rocka i metalu!

Aga: Na waszych albumach elementem charakterystycznym była współpraca z prawdziwą orkiestrą symfoniczną. W tym przypadku jednak tak nie było, choć czasem brzmi to bardzo przekonująco. Dlaczego?

Shagrath: To prawda, na tym albumie tak nie było.

Silenoz: Były sample orkiestralne, ale nie było orkiestry. Linia melodyczna zagrana jest na klawiszach. Chór jest prawdziwy.

Shagrath: Ale jeżeli uważasz, że to brzmi jak orkiestra, to jest to niewątpliwie duży komplement (śmiech). Uznaliśmy, że wydanie „Forces of the Northern Night” będzie dla nas pożegnaniem z motywami orkiestralnymi. Robiliśmy to zarówno na scenie jak i w studiu. Uznaliśmy, że to doświadczenie mamy już zdobyte i czas poszukać czegoś nowego, akupić się bardziej na gitarach. Dlatego nowe utwory dużo mocniej bazują na ich przyziemnym brzmieniu. W odróżnieniu np. od „Abrahadabry”, gdzie nacisk położony był głównie na orkiestrę i klawisze.

Aga: W tym roku wypada 25-lecie waszego istnienia. Czy planujecie jakoś świętować to wydarzenie?

Silenoz: Świętowaliśmy wydając nowy, odświeżający album. Mamy nadzieję, że naszym fanom się on spodoba i że będzie to dobre zadośćuczynienie za czas, kiedy nie nagrywaliśmy. Czujemy, że to był kolejny kamień milowy w naszej karierze. W taki sam sposób jak „Enthrone Darkness Triumphant” było dla nas nowym początkiem. „Death Cult Armageddon” było kolejnym świeżym startem, tak samo uważamy w przypadku tej płyty.

Aga: Planujecie jakąś trasę koncertową w związku z wydaniem tego krążka?

Silenoz: Pewnie. Ustaliliśmy już daty wielu występów w tym roku i w następnym również planujemy koncertować.

Aga: Rozumiem, że Polska jest jednym z przystanków Dimmu Borgir?

Silenoz: Oczywiście! Mam tylko nadzieję, że w większej liczbie miast niż tylko tu (w Warszawie, przyp.red.) (śmiech). Pewnie będzie to miało miejsce bliżej końca roku. Okolice listopada bądź grudnia. Nie wszystko jest jeszcze dopięte na ostatni guzik. Nadal pracujemy nad przebiegiem trasy.

Aga: Koncertujecie po całym świecie. Gdzie mieliście najlepszą publiczność?

Shagrath: Myślę, że mówię w imieniu nas obojga jeśli powiem, że w Ameryce Południowej.

Silenoz: To prawda. Oni okazują swój entuzjazm w zupełnie inny sposób. Powiedzmy, że po raz pierwszy pojedziesz do Nowego Jorku. Zobaczysz te wszystkie światła, blask, majestat i jednocześnie czujesz, że wszystko jest tam ściśle kontrolowane. A potem pojedziesz do lasów Amazonii i wszystko tam jest dzikie, energii jest pełno. I tak właśnie się czujemy, gdy gramy w Ameryce Łacińskiej. Dodatkowym atutem jest fakt, że nie gramy tam zbyt często. Więc ilekroć tam przyjeżdżamy, nasi fani z tamtego regionu, są spragnieni naszej muzyki.

Shagrath: To inny rodzaj energii, inny rodzaj uznania. Nasza relacja z fanami podczas koncertów osiąga zupełnie inne poziomy. Intensywność energii tłumu podczas koncertów w tamtym regionie sprawia, że i my stajemy się bardziej intensywni w graniu.

Silenoz: To trochę jak 69 (śmiech).

Silenoz i Shagrath z Dimmu Borgir - wywiad MetalNews.pl

Aga: Istniejecie na scenie muzycznej już 25 lat. Przez ten czas sposób i źródła słuchania muzyki ewoluowały. Obecnie bardzo wiele osób korzysta z takich aplikacji jak Spotify. Co o tym sądzicie? Odczuliście negatywny wpływ tego zjawiska na wasze przychody?

Shagrath: Teraz są na pewno inne czasy, ale ciągle wierzę w powrót do normalności. Widać to na przykładzie płyt winylowych, które znowu stają się popularne, pojawiają się w sklepach muzycznych w coraz większych nakładach. Tych sklepów jest co prawda mniej, ale gdy do nich wejdziesz, widzisz więcej przestrzeni przeznaczonej na winyle. Bardzo mi się to podoba, ponieważ wychowałem się na tym formacie. Jeśli chcesz w pełni doświadczyć muzyki Dimmu Borgir, lepiej kupić album na fizycznym nośniku. Możesz wtedy zagłębić się w teksty utworów, w zdjęcia i oprawę graficzną albumu. To jest cały pakiet. Nie przeżyjesz tego w pełni, jeśli po prostu ściągniesz pliki z iTunes, Spotify lub innego serwisu muzycznego.

Silenoz: Może jestem zbyt naiwny, ale ciągle wierzę, że sprzedaż płyt na nośnikach fizycznych, lub chociaż kupowanie muzyki, jeszcze wróci. W końcu ludzie zaczną się czuć zawstydzeni kradzieżą muzyki. Mam na myśli wymianę plików, która jest bezpłatna i dotyczy utworów kiepskiej jakości. Czemu ktoś ma się zadowalać muzyką, która brzmi kiepsko, którą puszcza z głośników i słyszy, że jest złej jakości? Możesz od czasu do czasu odpuścić sobie wyjście do pubu i zamiast tego kupić płytę, która będzie najwyższej jakości. To kwestia priorytetów. Jeśli rzeczywiście lubisz muzykę, lubisz konkretny zespół, powinieneś go wspierać.

Rafał: Zostawmy na razie nielegalne źródła muzyki i skupmy się na legalnym strumieniowaniu muzyki typu Spotify czy YouTube. Czy uważacie, że Dimmu Borgir stał się dzięki temu bardziej rozpoznawalny?

Shagrath: Powiedziałbym, że są pozytywne i negatywne strony internetu. Dla nowego zespołu, który chce wylansować swoją muzykę, dzisiaj jest łatwiej – przesyłasz swoje utwory i mogą one dotrzeć do każdego. Kiedy my zaczynaliśmy, musieliśmy kopiować kasety, żeby je gdzieś wysłać.

Silenoz: Nie otrzymywaliśmy odpowiedzi od razu, musieliśmy czekać miesiącami.

Shagrath: Także wydaje mi się, że niektóre rzeczy są teraz prostsze niż kiedyś. Jednakże są również negatywne strony. Ogólnie rzecz biorąc, wolimy stare formaty albumów, sprawiają nam więcej radości. Poza tym wyobraź sobie, jakie to musi być frustrujące dla studiów nagraniowych, inżynierów dźwięku i techników. Inwestują masę pieniędzy i pracy w wybudowanie profesjonalnego studia. Następnie poświęcają bardzo dużo czasu na stworzenie dobrego brzmienia, a później ląduje to w małym pliku .mp3, który jest skompresowaną muzyką. Moje obawy budzi dzisiejsza generacja, która nie przywiązuje do tego wszystkiego wagi. Przecież jest gigantyczna różnica pomiędzy plikiem .wav i .mp3.

Aga: Niestety musimy już kończyć, ponieważ zaraz wyruszacie na lotnisko. Bardzo dziękujemy za poświęcony czas i za ciekawe odpowiedzi.

Rozmawiali Agnieszka i Rafał Typiak / Fot. Rafał Typiak; MetalNews.pl

Podobne artykuły

Wywiad: TJ Cowgill (King Dude) – 21.04.2017

Albert Markowicz

Nocny Kochanek: moda, która nigdy nie przeminie (wywiad)

Tomasz Koza

Wywiad: Wacław “Vogg” Kiełtyka (Decapitated)

Tomasz Koza

2 komentarze

ServusChristi 21 marca 2018 at 12:24

“Miałam możliwość przesłuchać wasz najnowszy album i bardzo mi się spodobał. Jego styl przypomina mi krążek „Abrahadabra”.”
I tyle mi wystarczy…wszelkie nadzieje na coś ambitnego umarły…

Odpowiedz
Sarithis 21 marca 2018 at 14:53

Bardzo dobry wywiad. Dowiedziałem się paru nowych rzeczy, ale jest coś, o czym muszę tutaj wspomnieć. Shagrath sugeruje, że różnica między MP3, a WAV, czy FLAC jest kolosalna. Amatorsko interesuję się sprzętem hi-fi. Życzę powodzenia przy rozróżnianiu MP3 320kbps od bezstratnego odpowiednika, nawet na dobrym sprzecie. Owszem, jest to wykonalne, ale niezwykle trudne przy standardowej głośności.
Z pewnością chodziło mu o pliki MP3 z wyższymi stopniami kompresji, ale takie uogólnianie i wrzucanie wszystkiego do jednego wora może wprowadzić w błąd osobę, która się na tym nie zna. FYI.: Spotify premium z włączoną opcją High Quality Streaming daje nam audio OGG 320kb/s. Bez subskrybcji ta opcja nie jest dostępna, więc jakość muzyki jest rzeczywiście zauważalnie słabsza.

Odpowiedz

Zostaw komentarz