Image default
RECENZJE

Poprawne rzemiosło – recenzja Deicide “Overtures of Blasphemy”


Deicide po kilku słabych płytach powrócili w całkiem dobrym stylu z albumem “In the Minds of Evil”. W międzyczasie w szeregach zespołu doszło do zmian personalnych. Jeszcze ciepły “Overtures of Blasphemy” to pierwszy krążek nagrany z Markiem Englishem, który zastąpił w grupie Jacka Owena.

Czy zmiany personalne w Deicide miały wpływ na muzykę zespołu?

Ani trochę. Panowie z Deicide zdecydowanie najlepiej czują się na swoim podwórku, a słowo “eksperyment” jest im obce. Na trwającej 38 minut płycie dostajemy typową dla zespołu muzykę. Poprawną, ale nijak niewyróżniającą się na tle innych śmierćmetalowych płyt, okraszoną typowymi dla zespołu tekstami. Wiadomo, chrześcijaństwo jest fe, Szatan jest cacy. Nie ma zbytniego sensu zagłębiać się w każdy utwór z osobna, nie są to kompozycje, które zasługują na wyjątkową uwagę. W pamięć zapada zaledwie kilka utworów, jak np. “Crawled from the Shadows”. Słuchając ma się wrażenie, że to kawałek prosto z repertuaru Running Wild. Spróbujcie zaśpiewać sobie w głowie refren tego utworu głosem Rock’n’Rolfa. Mi skojarzył się od razu z pirackimi galopadami spod bandery Wesołego Rogera.

Na uwagę zasługuje świetna, chyba najlepsza w historii zespołu, okładka przygotowana przez Zbigniewa Bielaka. Dla samej okładki warto kupić winyl. Drugą niewątpliwą zaletą jest produkcja płyty. Dźwięk jest mięsisty i ciężki, a perkusja brzmi wręcz idealnie.

Death metal to trudne dziecko.

W tej muzyce wymyślono już wszystko, co tylko było do wymyślenia, a zjadanie własnego ogona jest więcej, niż oczywiste. “Overtures of Blasphemy” nagrywano już wcześniej wielokrotnie. Nagranie po raz kolejny tej samej płyty to trudna sztuka. Można ją nagrać dobrze, źle lub poprawnie.


Czy “Overtures of Blasphemy” zespołu Deicide to odkrywcza płyta?

Ależ skąd. Benton z kolegami nawet nie próbują wymyślać nowej jakości. Wszystko, co znalazło się na albumie, było już nagrywane nie raz i nie dwa. Na „Overtures of Blasphemy” panowie z rzemieślniczą starannością odtwarzają jedynie sprawdzone patenty. Wobec tego, czy to zła płyta? Raczej nie. To płyta poprawna. Fan gatunku z pewnością będzie zadowolony, ponieważ Glen i spółka serwują słuchaczowi solidną dawkę death metalu. Solidną, ale pozbawioną tej niepokojącej chwytliwości, którą miały “Once Upon a Cross”, “Bloodthirst” Kanibali czy świetna “Praise The Beast” popełniona przez rodzimy Azarath. I przede wszystkim pozbawioną tej szczerej agresji i nienawiści, która wręcz kipiała na wczesnych płytach zespołu. Aż chciałoby się powiedzieć, że death metal w wykonaniu Deicide stał się bezpieczny. Zbyt bezpieczny. A chyba nie o to w tej muzyce chodzi.

deicide overtures of blasphemy okladka
Deicide – Overtures of Blasphemy, 2018

Tracklista:

1. One With Satan
2. Crawled From The Shadows
3. Seal The Tomb Below
4. Compliments Of Christ
5. All That Is Evil
6. Excommunicated
7. Anointed In Blood
8. Crucified Soul Of Salvation
9. Defying The Sacred
10. Consumed By Hatred
11. Flesh, Power, Dominion
12. Destined To Blasphemy

Ocena autora:
7/10
Sending
User Review
7/10 (1 vote)

Podobne artykuły

Recenzja: Arch Enemy – The Root Of All Evil

Kinga Parapura

Goblin Metal, czyli recenzja „Welcome to Bonkers” zespołu Nekrogoblikon

Adam Stachowski

No tak średnio, bym powiedział… Slash – „Living the Dream” recenzja

Szymon Grzybowski

Zostaw komentarz