Image default
RECENZJE

Recenzja: Eluveitie – Everything Remains As It Never Was

Przyznam się od razu, że z twórczością Eluveitie nigdy nie miałem zbyt wiele styczności. Co prawda jakieś pojedyncze utwory słyszałem, z czego nawet jeden o tytule “Inis Mona” utkwił mi na dłuższy czas, ale to tyle. Po najnowsze wydawnictwo folk metalowego składu ze Szwajcarii, zatytułowane “Everything Remains As It Never Was”, sięgnąłem po prostu z czystej ciekawości. Po odsłuchaniu pierwszego utworu na płycie, które chyba śmiało mogę nazwać intrem, postanowiłem usiąść wygodniej w fotelu przy ulubionym Desperados i posłuchać co będzie dalej.

Niby jeden, niespełna dwuminutowy utwór a zadziwia.

Nie będę się tutaj co prawda rozpisywał przy każdym utworze z osobna ale jeśli ktoś, tak jak ja, lubi klimaty w stylu soundtracku z “Braveheart” lub “Icewind Dale” powinien zapoznać się z nowym dzieckiem Eluveitie. Oprócz znanych już nam instrumentów takich jak gitara, perkusja, które występują w większości kapel, Eluveitiewykorzystuje w swoich piosenkach również takie „przyrządy”, jak: kobza, gwizdki, lira czy flet. Chrigel Glanzmann, wokalista grupy, posiadający bardzo ciekawą barwę growlingu, która – notabene – bardzo mi się podoba, korzysta z wymienionych wyżej instrumentów. U boku tradycyjnych elektrycznych gitar czy basu, dają one naprawdę bardzo ciekawe, zsynchronizowane i melodyjne połączenie, w które wplatają się damskie wokale. W większości ich udział składa się na śpiew chóralny, ale znajdziemu również kawałki z czystymi głosami pań, nieco może krzykliwymi.

Nuclear Blast, zajmujący się promocją najnowszej płyty Eluveitie, lubi urozmaicać wydawnictwa swoich podopiecznych. Wystarczy choćby wspomnieć tutaj o krążku Dimmu Borgir zatytułowanym “In Sorte Diaboli”, gdzie w wersji rozszerzonej znajdziemy, oprócz podstawowej wersji płyty z dodatkowym utworem, DVD z filmem „making of” oraz lusterko, potrzebne do odczytania tekstów piosenek. W przypadku “Everything Remains As It Never Was” fani znajdą w bogatszym wydaniu płytę w formie digipacka z dodatkowymi piosenkami oraz wisiorek.

Podsumowując.

Naprawdę mało jest zespołów, które od pierwszego odtworzenia nie opuszczają mojego odtwarzacza. Tutaj to się stało. Nowa płyta Eluveitie spodobała mi się od pierwszej nuty, nie musiałem słuchać każdej piosenki z osobna i przysłuchiwać się im pod różnym kątem. Pomimo tego, że została im przyczepiona łatka grupy folk metalowej, fani melodic death metalowych kapel mogą spokojnie przesłuchać owo wydawnictwo.

 

eluv 500x500

Track lista:

01. Otherworld
02. Everything Remains as It Never Was
03. Thousandfold
04. Nil
05. The Essence of Ashes
06. Isara
07. Kingdom Come Undone
08. Quoth the Raven
09. (Do)minion
10. Setlon (instrumental)
11. Sempiternal Embers
12. Lugd’non
13. The Liminal Passage

 

 

 

 

Autor: Tomasz Koza

Data publikacji: 2009

  • Ocena autora:
4.5
Sending
User Review
2 (1 vote)

Podobne artykuły

Recenzja: Vader – Tibi Et Igni

Tomasz Koza

Chaos nadchodzi z Północy. Recenzja Immortal – “Northern Chaos Gods”

Tomasz Chochowski

Recenzja: Suicide Silence – Suicide Silence

Albert Markowicz

Zostaw komentarz