Strona główna » Przerażająco nieludzka – recenzja „Education For Freedom” zespołu Trylion
RECENZJE

Przerażająco nieludzka – recenzja „Education For Freedom” zespołu Trylion

Muzyka na debiutanckim albumie zespołu Trylion z Poznania, czyli „Education For Freedom” jest stworzona z tak wielu różnych elementów, ale jednocześnie też wyjątkowo spójna i zaplanowana, że aż trudno uwierzyć, iż jest dziełem człowieka, a nie maszyny.

Jest odhumanizowana, zimna i precyzyjna – przerażająco nieludzka, niepokojąca, ale też wyjątkowo pociągająca. To prawdziwa perełka dla fanów djentu, ale coś dla siebie znajdą tu też fani bardziej tradycyjnych metalowych dźwięków.

Zaintrygowany? No to lecimy ze szczegółami

W związku z tym, że Trylion to debiutujący zespół, który z całą pewnością nie może się pochwalić jeszcze dużą rozpoznawalnością, recenzję zacznę od krótkiej informacji faktograficznej. Zespół powstał w 2013 roku. W swoim dorobku ma jedną EP-kę. Omawiany tu album to długogrający debiut (premiera odbyła się w czerwcu 2019 roku).

Jak mówią sami muzycy, krążek to podsumowanie ostatnich dwóch lat pracy w składzie Bartosz Kilian (wokale, perkusja), Bartosz Stachowiak (gitara) oraz Paweł Stachowiak (bas). Warto jednak podkreślić, że obecny skład różni się od tego, który brał udział w pracach nad albumem. Zmienił się basista – tym jest teraz Daniel Witczak.

Muzyka, którą na debiutanckim albumie oferuje Trylion, jest trudna do jednoznacznego skategoryzowania

Gdybym jednak miał wskazać na najważniejsze elementy składowe, bez wątpienia powiedziałbym o death metalu, muzyce progresywnej i djent.

Za pierwszym wyborem przemawia brutalność i growl, za drugim złożoność kompozycji, za trzecim przytłumione, mocno mechaniczne brzmienie. Na tym jednak wachlarz stylistyczny Trylion się nie kończy, bo muzycy nie boją dość daleko odejść od podstawowych fascynacji. Stąd też na płycie nie brakuje momentów mocno industrialnych, czy też ambientowych, łagodniejszych i melodyjnych wokali czy nawet lekko jazzujących, brzmiących niczym improwizacje wstawek.

Takie połączenie na papierze wyglądać może dziwacznie, ale w praktyce muzyka jest gruntownie przemyślana, a przez to spójna i na swój sposób i w dobry tego słowa znaczeniu – jednorodna.

Album otwiera numer „Freedom”

Nie atakuje jednak słuchacza od razu, daje chwilę pozornego spokoju, by wyłonić się z dziwnych, przetworzonych dźwięków niczym walec, który miażdży wszystko, co przed sobą. Utwór jest utrzymany w średnim tempie, napędza go motoryczny riff i wściekłe wokale.

Przez pierwszą połowę kawałka wydaje się jednak, że dalej nic nas już w nim nie zaskoczy, że jesteśmy w domu, ale prawdziwe zaskoczenie pojawia się później. Growl przechodzi w czysty wokal, którego melodia jest smutna, pełna dziwnej tęsknoty, ale mimo wszystko… na swój sposób przebojowa. Końcówka przypomina jednak, że mamy do czynienia z brutalnym metalem.

Pierwszy utwór można uznać za swojego rodzaju wizytówkę twórczości Trylion

Nie należy jednak rozumieć tego opacznie – nie oznacza to bowiem, że w zespół od razu „sprzedaje” wszystko, co ma najlepszego, a później nie dzieje się już wiele ciekawego. Chodzi o zastosowane środki wyrazu, które w pozostałych utworach są w różnych konfiguracjach mieszane i za każdym razem dają nieco inny efekt.

Drugi numer w zestawie „Stain” zwraca uwagę na fascynację zespołu groovem

Poszarpany riff wiedzie przez niemal cały utwór, chwilę wytchnienia słuchacz dostaje podczas momentu wyciszenia – z głośników wydobywają się wtedy niepokojące, metaliczne dźwięki. Utwór wieńczy ciekawa solówka – zachwyca nie wirtuozerią, a klimatem i nieoczywistą melodią.

Utwór „Indigo” można było usłyszeć już w 2016 roku

Wtedy to w sieci pojawił się do niego teledysk. Od tamtego czasu jednak uległ on pewnej ewolucji, więc zdecydowanie warto sobie go odświeżyć. Na początku uwagę zwraca w nim tło, czyli syntetyczne niby-kobiece wokalizy, a także nieco przytłumiony śpiew.

Później jednak zespół wyciąga jedne z najcięższych riffów na całym albumie. Utwór ma też moment wyciszenia, ale zamiast „odpoczynku” od dziwacznych dźwięków, słyszy wręcz przerażającą melodię niczym z upiornej pozytywki.

Ogólnie cały album „Education For Freedom” ma bardzo równy i wysoki poziom

Zespół trzyma się swojego stylu, ale o nudzie, czy powtarzalności nie może być mowy, bo w każdym utworze można znaleźć coś ciekawego lub zaskakującego. W „Poliphrenos” jest to nieco orientalnie brzmiąca solówka, a potem elektroniczny, industrialny pasaż.

„Cut” to z kolei świetny riff główny, którego z pewnością nie powstydziliby się muzycy Meshuggah

Riff z „In the Name of the Father” kojarzy mi się z kolei ze szwedzką szkołą melodyjnego death metalu – i należy to uznać za zdecydowany komplement. Zamykający album „Black Clay” mocno zahacza o klimaty doomowe – jest tak samo posępny i złowrogi. Całości dopełnia outro, które brzmi jak z rasowego horroru.

Debiutancki album Trylion „Education For Freedom” to niezwykle udana płyta

Bije z niej pewność siebie muzyków, ich dojrzałość, a także duża odwaga w łączeniu elementów pasujących do siebie – pozornie – z trudem. Czy mam wobec niej jakieś zastrzeżenia? No cóż, muzycy pracowali nad nią kilka lat, mieli więc czas, aby dopracować każdy element tej układanki.

Jeśli jednak ich muzyka chwyci i trzeba będzie nieco przyspieszyć z pracami nad kolejną porcją muzyki, czy będzie ona równie dopracowana? Chciałbym wierzyć, że tak, ale to okaże się w przyszłości. Na ten moment Trylion to dla mnie jeden z najciekawszych debiutów tego roku w Polsce.

PRZYDATNE LINKI:

Facebook | Tidal | YouTube | Deezer | Spotify

ZAMÓW „EDUCATION FOR FREEDOM”:

Messenger | Amazon Music | Mailowo | Bandcamp

Trylion - Education For Freedom, 2019
Trylion – Education For Freedom, 2019

Tracklista „Education For Freedom”:

1. Freedom 5
2. Stain
3. Indigo
4. Point of View
5. Poliphrenos
6. In the Name of the Father
7. Cut
8. Black Clay

Artykuł sponsorowany

Podobne artykuły

Recenzja: Suffocation – Pinnacle Of Bedlam

Tomasz Koza

Recenzja płyty Ministry – Amerikkkant. Donald Trump może spać spokojnie.

Szymon Grzybowski

Spójna sprzeczność i nielogiczny ład – recenzja „We Are Not Your Kind” Slipknot

Szymon Grzybowski

Recenzja: Megadeth – Dystopia

Tomasz Koza

Recenzja: Sawblade – Reminiscence

Tomasz Koza

Macie i dajcie nam spokój – recenzja Tool “Fear Inoculum”

Paweł Kurczonek

1 komentarz

Lukas 26 lipca 2019 at 01:45
0

No więc tak: jeśli miałbym porównywać Trylion do Meshuggah, to Trylion jest dość podobny, ale… – i to ALE – jest bardzo znaczące. Bo Trylion posiada zdecydowanie bardziej znośny klimat. Pomimo ogólnej ciężkości muzyki, to jednak o wiele przyjemniej się tego słucha, niż utworów Mshuggach. No i muzyka Trylion jest znacznie bardziej zróżnicowana, czego w Meshuggah brakuje.
A przede wszystkich jest to polskie i tą polskość (słowiańskość?) tutaj czuć. Brzmienie i ogólny klimat 9/10. Muzycznie troszkę słabiej,, ale i tak mocne 7/10. Wydaje się, że ktoś w Polsce w końcu wziął się na poważnie za djent i nie robi z tego pokraki, lecz pełnoprawną muzykę.
Brawo panowie, oby tak dalej.

Odpowiedz

Zostaw komentarz