SPECJALNE

Gniazdo węży i aksamitne rewolwery, czyli top 5 płyt z udziałem Saula Hudsona

23 lipca 2019 roku Saul Hudson (znany w szerszym gronie jako Slash) obchodził swoje 56. urodziny. Z tej okazji przygotowałem zestawienie top 5 krążków, na których usłyszeć możecie jego partie gitarowe. Zestawienie jest całkowicie subiektywne!

5. Slash’s Snakepit – It’s Five O’Clock Somewhere

Zestawienie otwiera debiutancki album projektu, który Slash założył tuż po odejściu z Guns N’ Roses. Jeśli chodzi o genezę kapeli, jest ona dość prosta – gitarzysta wziął niewykorzystane z GN’R kawałki, zaprosił do studia kilku kumpli (w tym między innymi Matta Soruma i Gilby’ego Clarke’a z Gunsów), z którymi razem dokończył ten materiał, a następnie wydał go jako płytę.

Brzmi banalnie, ale wyszły z tego naprawdę prawdziwe perełki – “Beggars & Hangers-On”, “Neither Can I” czy chociażby “Soma City Ward” to utwory, które spokojnie znaleźć mogły się na kolejnym gunsowym wydawnictwie i Axl po odsłuchaniu ich finalnej wersji na pewno choćby w małym stopniu pożałował ich oddania. Płyta znajduje się jednak dopiero na piątek pozycji, ponieważ znajdziemy na niej także sporo zapychaczy. (przykładowo nudny “Be the Ball”, czy nadmiernie rozciągnięty “What Do You Want to Be”) W skrócie – spory potencjał, ale niestety niewykorzystany.

4. Slash – Slash

Pierwsza, solowa płyta Slasha to projekt interesujący. Gitarzysta postanowił bowiem pościągać większość swoich kumpli z przemysłu muzycznego i z praktycznie każdym nagrać jakiś utwór. Mamy więc na płycie między innymi Ozzy’ego Osbourne’a, Lemmy’ego Kilmistera, Iggy’ego Popa, ale także takie jednostki jak Adam Levine czy chociażby Fergie.

Po powyższym zdaniu domyślacie się już pewnie jaki jest największy problem tego nagrania. Dokładnie, nierówność materiału, która aż razi i bije po uszach. Z jednej strony mamy genialne “Crucify the Dead” z Ozzym na wokalu, z drugiej strony cukierkowo-popowe “Gotten” z wokalistą Maroon 5. Z jednej strony mamy lekko zalatujące grungem “Promise” z Chrisem Cornellem, z drugiej atakuje nas Rocco Delluca w “Saint is a Sinner Too”, które okazuję się kompletnie nieudanym potworkiem indie-rockowy.

3. Guns N’Roses – Use Your Illusion II

Jedni spytają pewnie: Dlaczego “Use Your Illusion II” znalazło się tak wysoko? Po pierwsze – legendarna partia gitarowa w “Estranged”, po drugie – niesamowicie bujający “Shotgun Blues” i po trzecie – alternatywna wersja “Don’t Cry”, która bije na głowę oryginalną.

Drudzy spytają natomiast: Dlaczego “Use Your Illusion II” znalazło się tak nisko? Po pierwsze – zamulające “Breakdown” po drugie – rozciągnięte za bardzo “Locomotive” i po trzecie – “My World”, czyli industrialno-rapowy potworek, który na płytę został wciśnięty przez Axla bez wiedzy reszty zespołu. I nie dziwi fakt, że reszta kapeli nic o tym nie wiedziała. Na pewno by się nie zgodziła na umieszczenie czegoś takiego na sam koniec płyty.

2. Velvet Revolver – Contraband

Trzech muzyków Guns N’Roses i wokalista Stone Temple Pilots w jednym wspólnym projekcie? Przyznać trzeba, że projekt od samego początku zapowiadał się interesująco i nie dziwne, że osiągnął niesamowity sukces. Velveci w pewnym momencie swojej kariery wyprzedawali większe hale, aniżeli ówczesne wcielenie Guns N’ Roses i kto wie, jak dalej potoczyłyby się losy grupy gdyby nie nałóg Scotta Weilanda.

Uzależnienie wokalisty od przeróżnych substancji doprowadziło bowiem najpierw do rozpadu kapeli (2008 rok), a następnie do śmierci muzyka podczas jego solowej trasy (2015 rok). Velveci zostawali po sobie jednak dwie znakomite płyty pełne hitów i – w mojej opinii – to “Contraband” jest najlepszym dziełem kapeli. Podobnie myśli chyba Axl, ponieważ podczas ostatniej trasy koncertowej GN’R do repertuaru włączył nawet singlowego “Slithera” z tejże właśnie płyty.

1. Guns N’Roses – Apettite for Destruction

Ktokolwiek spodziewał się czegoś innego na pierwszym miejscu? “Apettite for Destruction” to album, który śmiało nazwać prawdziwym opius magnum zarówno Saula Hudsona, jak i całego Guns N’ Roses. Płyta, dzięki której Gunsi wypłynęli na szersze wody już chyba na zawsze pozostanie największym osiągnięciem kapeli. Nie ma co się dziwić, ponieważ wszystkie z dwunastu piosenek umieszczonych na płycie to cholerne arcydzieła muzyki rockowej.

Fot. Materiały promocyjne

Zostaw komentarz