Image default
RECENZJE

Recenzja: Saltus – Jam jest Samon!

Nie upłynęło zbyt wiele wody w Wiśle lechickiej od kiedy miałem okazję przesłuchiwać poprzednie wydawnictwo warszawskiego Saltusa – „Opowieści z przeszłości”.

Sam zespół odgrażał się, że tamta EP-ka jest jedynie zwiastunem nadchodzącego – pierwszego od ośmiu lat – pełnego albumu. Dziś „Jam jest Samon!” jest już z nami i ponownie pozwala zanurzyć się w opowieściach z czasów dawnej chwały. Tym razem w czasach państwa Samona – pierwszego mitycznego państwa Słowian.

Przy pierwszym kontakcie jednak od razu słychać, że znacznie mniej w warstwie muzycznej nowego albumu warszawiaków elementów, czy też smaczków czysto kojarzących się z folkiem.

Nawet, dość ryzykownie, mogę powiedzieć, że z pewnych powodów – pewnie ze względu na konstrukcję utworu – otwierający album „Przez morze krwi” od pierwszych sekund skojarzył mi się z Amon Amarth. Znacznie więcej tu mocno melodyjnych deathowych zagrywek, wojennych zakrzyków niż teoretycznie pagan/blackowych motywów. Generalnie określanie tego wydawnictwa Saltusa w wielu kontekstach black metalowym to spore nadużycie, choć nie do końca.

Kolejny na krążku utwór „W naszych sercach drzemie gniew” zalatuje typowym czerń metalem wysokiej próby przez większość czasu. Wybija się tu z całości jedynie odstający od kanonów gatunkowych wokal Screama, choć dla zaznajomionych z twórczością zespołu to żadna niespodzianka – dużo więcej tu bitewnego krzyku i wściekłych zaśpiewów niż – nomen omen – screamu. Bez wątpienia kapela chętnie sięga garściami po wiele elementów gatunkowych metalu wszelakiego. Znajdziemy tu i death, i thrash, a nawet doszukałem się dość charakterystycznego elementu ‘progresującego’ w „Patrząc śmierci w twarz”.


↘ Bądź jak Twoi znajomi, bądź na bieżąco.


A jednak – wydawnictwo, mimo tego, że to pełny album, wydaje się minimalnie mniej zróżnicowane niż poprzedzająca je EP-ka.

Tym razem zespół postawił na prostolinijny strzał, dużo brutalniejszy niż „Opowieści z przeszłości”. Upchnięto tu po prostu mniej elementów, jakkolwiek nie brzmiałoby to sprzecznie z tym, co napisałem powyżej. Oczywiście, gęsto pojawiają się akustyczne partie, czy recytacje dość mocno charakterystyczne dla ich twórczości, jednak subiektywnie odbieram to uproszczenie jako zaletę. Ani przez moment słuchania tego albumu nie możemy narzekać na znudzenie.

Spotkałem się też w sieci z opiniami głoszącymi, że na „Jam jest Samon!” zespół zwraca się poniekąd do swoich wcześniejszych dokonań często nawiązując do stylu gry, który prezentowali kilkanaście lat temu. Czy to prawda – to zależy chyba od każdego słuchacza osobno. Na pewno nie jest to świeże granie, ale nikt nie ukrywa tego, że wcale nie miało takie być. Saltus dalej kroczy swoją własną ścieżką – oni doskonale wiedzą co chcą przekazać, doskonale wiedzą jak chcą to przekazać. Zdecydowanie warto się zapoznać, tym bardziej, że album już jest ogólnodostępny w sprzedaży wydany, jako kolejny wydany przez Battle Hymn Production.

Saltus - Jam Jest Salomon album

Tracklista Saltus – Jam jest Samon:

1. Przez Morze Krwi…
2. W Naszych Sercach Drzemie Gniew!
3. Wznieś Swój Miecz
4. Posłańcom Precz!
5. Patrząc Śmierci W Twarz
6. Człowiek Znikąd
7. Słowiańska Jedność
8. Piastun

  • 7/10
    Ocena autora - 7/10

Podobne artykuły

Recenzja: Soulfly – Savages

Tomasz Koza

Recenzja: Ghost – Meliora

Tomasz Koza

Dee Snider i metal, czyli miłość odwzajemniona – recenzja „For the Love of Metal”

Szymon Grzybowski

Zostaw komentarz