RECENZJE

Recenzja: Septicflesh – The Great Mass

Dużo było ostatnio szumu wokół nowych wydawnictw klasyków symfonicznego metalu – Dimmu Borgir (“Abrahadabra”) i Cradle of Filth (“Darkly, Darkly, Venus Aversa”). Nie obyło się bez porównań i próby oszacowania, który zespół stworzył lepszy materiał. Podczas gdy black-metalowa brać podzieliła się na dwa obozy wspierające Norwegów lub Brytyjczyków, na południu Europy death-metalowi Grecy z Septicflesh zamknęli się w ruinach jakiejś starożytnej świątyni i pisali utwory na nowy album, który wkrótce ujrzy światło dzienne.

Longplay nosi tytuł “The Great Mass” i przynosi wiele bardzo ciekawych i ambitnych rozwiązań muzycznych.

Każdy utwór, przygotowany z antycznym wręcz rozmachem dostarcza słuchaczowi niesamowitych wrażeń – agresywny death metal odpowiednio przeplata się z chóralnymi zaśpiewami i symfonicznymi wstawkami, które tak dobrze wyszły panom z Hellady już trzy lata temu na “Communion”. Od pierwszych sekund otwierającego nowy album “The Vampire From Nazareth” odbiorca może mieć ciarki – śpiew chóru, plemienna perkusja, wejście mięsistych gitar i niezwykle potężnego growlu Spirosa Antoniou muszą robić wrażenie. Koło trzeciej minuty następuje zwolnienie, a gitary grają unisono rodem z albumów… Iron Maiden! Sotiris Vayenas rozpoczyna natomiast melorecytację, a wtóruje mu chór i piękna solówka. Prawdziwe dzieło sztuki! A to dopiero początek.

Kolejny na płycie “A Great Mass of Death” jest równie dobry.

Grecy dołożyli do swojego oryginalnie wypracowanego stylu elementy progresji – zwolnili i postawili na ciężar, nie szybkość! Pulsujący bas i brzmienie gitar tworzą niezwykły groove, którego nie powstydziliby się nawet muzycy DevilDriver. Septicflesh nie spuszcza z tonu ani na chwilę. Każdy kolejny utwory przynosi coś innego, oryginalnego a album nie nudzi się.

“Five-Pointed Star” jest nieco szybszym numerem, w którym trudno doszukać się elementów symfonicznych. “The Undead Keep Dreaming” z kolei – bardzo epicki. O jego klimacie w dużej mierze stanowią wolne a ciężkie gitary, urywane blasty i potężny ryk wokalisty (początek tego utworu przypomina mi jeden z kawałków znanych z “Evangelion”, Behemoth – sami odgadniecie o który chodzi. “Rising” oraz zamykający album “Therianthropy” przynoszą na myśl skojarzenia ze szwedzkim, melodyjnym metalem, a “Mad Architect” brzmi jak wyjęty z opery! Upiornej opery.

Brzmienie, jak na realia śmiercionośnego metalu, jest nadzwyczaj dobrze wyselekcjonowane.

Potężna perkusja, agresywne gitary, pulsujący bas, przeplatanka growlu z czystym wokalem i chóralnymi zaśpiewami rodem z antycznych dramatów decydują o spójności materiału. Przeplatanie szybszych i agresywnych utworów z bardziej epickimi, wolnymi ale wciąż mocnymi walcami i elementy symfoniczne powodują z kolei, że słuchając tego materiału wydawało mi się, że obcuję z jakimś niezwykle dobrze przygotowanym spektaklem rodem ze starożytnej Grecji! Ciężko powiedzieć cokolwiek złego o nowym albumie Greków. Nie jest za długi – żaden utwór nie przekracza pięciu i pół minuty. Zaskakuje różnorodnością – death metal, heavy metal, groove, symfonia a nawet sporo melodii – wszystko zamknięte w opakowaniu z płytą o nazwie “The Great Mass”. Mimo niekłamanej sympatii do czarnej twórczości Dimmu Borgir i Cradle of Filth, muszę stwierdzić, że do albumu Greków będę wracał nieco częściej. Bardzo dobry materiał!

septicflesh-the-great-mass-cover

Track lista:

01. The Vampire From Nazareth
02. A Great Mass Of Death
03. Pyramid God
04. Five-Pointed Star
05. Oceans Of Grey
06. The Undead Keep Dreaming
07. Rising
08. Apocalypse
09. Mad Architect
10. Therianthropy

 

 

 

 

 

 

Autor: Tomasz Kulig

Data publikacji: 2010

  • Ocena autora:
4.5
Sending
User Review
0 (0 votes)

Podobne artykuły

Recenzja: Katatonia – The Fall of Hearts

Michał Bentyn

Lepiej wcale nie znaczy dobrze – recenzja „Distance Over Time” Dream Theater

Szymon Grzybowski

Recenzja: Ghost – Ceremony and Devotion

Szymon Grzybowski

Zostaw komentarz