Strona główna » Recenzja: Soulfly – Archangel
RECENZJE

Recenzja: Soulfly – Archangel

Po niecałych 2 latach muzycy Soulfy wydali kolejny album – „Archangel”. Jest to już 10 płyta w ich dyskografii. Ciekawostką jest również, że jest to ich najkrótsze dzieło – trwa bowiem 36 minut. Najdłuższy, tytułowy utwór zajmuje niecałe 5 minut, co jest dużą zmianą chociażby w porównaniu do poprzedniego albumu „Savages”. Tyle jeżeli chodzi o liczby.

Max Cavalera w ostatnich czasach jest nad wyraz aktywny. Oprócz przewodzenia Soulfy rozwija swój rodzinny projekt – Cavalera Conspiracy, a niedawno nagrał pierwszą płytę jako członek projektu Killer Be Killed, który trochę ryzykując można określić metalową super grupą. Po co o tym wspominam? Często taki nadmiar pracy przekłada się na średniej jakości wydawnictwa, czego potwierdzeniem są ostatnie albumu Cavalery z wspomnianymi projektami (dobre, jednak nie wybijające się ponad ogólną średnią). Na całe szczęście kłam temu twierdzeniu zadaje „Archangel”.

Pierwsze co zwraca uwagę po odsłuchaniu tego albumu to wyjątkowo krótki czas trwania. To dobry zabieg – utwory są krótkie, ale zwarte i pełne energii. Nie ma niepotrzebnych dłużyzn, klimat się nie rozmywa, wszystko wydaje się być na swoim miejscu. Co ważniejsze, krótki czas utworów nie przekłada się negatywnie na ich jakość. Kompozycje są solidne i przemyślane, riffy wpadają w ucho, a agresywne tempo utrzymuje się bez przerwy. Zupełnie przeciwieństwo poprzedniej płyty – gdzie przynajmniej dla mnie – wiele utworów traciło na swojej mocy właśnie przez zbyt długi czas trwania.

Na nowym albumie Soulfy nawiązuję do tematyki religijnej, ale praktycznie nie ma to żadnego głębszego znaczenia (możliwe też, że nie jestem taki bystry jak mi się wydaje). Koncept albumu nie wychodzi specjalnie poza nawiązywanie do historii biblijnych i odnoszenia się do ludzkiej brutalności i okrucieństwa. Ci co lubią się doszukiwać głębszego dna w tekstach nie znajdą tutaj żadnych odwołań do czczenia Szatana, ani nie znajdą podstaw do wieszczenia duchowego rozwoju zespołu. O ile odniesienia biblijne nie wnoszą nic do warstwy tekstowej tak przekładają się mocno na brzmienie albumu. Momentami atmosfera jest naprawdę wyjątkowo agresywna, mroczna, ciężka i ocierająca się o death metal. Wstawki w postaci chórków tylko pogłębiają ten klimat. Fanów uspokajam – Soulfy nie straciło tutaj swojego charakterystycznego groove’u. Teraz natomiast uspokajam wszystkich – połączenie tych, jak się wydaje całkowicie różnych motywów wychodzi zespołowi całkiem zgrabnie.

Jak wyglądają sprawy odnośnie poszczególnych utworów? „We sold our souls to metal” zaczyna się mocnym uderzeniem i nie zwalnia tempa do końca. Kawałek muzycznie jest bardzo prosty i chwytliwy, od razu wpada w ucho, szczególnie skandowany, tytułowy refren – założę się, że zostanie żelazną częścią koncertowego repertuary Soulfy. Tytułowy „Archangel” idealnie pokazuje wspomniane wymieszanie różnych stylów. Utwór zaczyna się powoli i ciężko, po tym by zamienić się w napędzaną melodyjnymi riffami galopadę, przerywaną rykiem Cavalery. Wiele osób może to wybić z rytmu i zepsuć im odbiór, jednak w mojej opinii doskonale sprawdza się na tej płycie i oddaje jej ducha. „Sodomites” z kolei to ciężki i agresywny kawałek z charakterystycznym dla Soulfy bujaniem i groovem. Pewnie kolejna pozycja do koncertowej setlisty. W agresywny, ciężki, thrashowo – death metalowy charakter płyty wpisuje się „Ishtar Rising”, „Titans” z chwytliwym, motorycznym riffem oraz „Deceiver” z ostrymi solówkami Marca Rizzo. Z kolei w „Live Life Hard” zaskoczy Was dziki wokal Matta Younga z King Parrot. „Bethlehem’s Blood” to utwór, który spokojnie mógłby znaleźć się w repertuarze Behemoth. Album wieńczy „Mother of Dragons” – jak dla mnie trochę przekombinowany i chaotyczny kawałek, zdecydowanie najsłabszy ze wszystkich.

Podsumowując – Nowe Soulfy pozytywnie zaskakuje. Panowie przygotowali mocny, przemyślany materiał. Zespół, jak na swoje standardy nagrał wyjątkowo brutalny album, który rozwija charakterystyczne brzmienie grupy. Nie jest to wyjątkowe dzieło, jednak takie odświeżenie formuły i wykonanie trzeba docenić. Zdecydowanie warto posłuchać.

soulfly-cdTrack lista:

01. We Sold Our Souls To Metal
02. Archangel
03. Sodomites
04. Ishtar Rising
05. Live Life Hard!
06. Shamash
07. Bethlehem’s Blood
08. Titans
09. Deceiver
10. Mother Of Dragons

 

 

 

Autor: Robert “Bob” Sierpiński

Rok publikacji: 2015

Podobne artykuły

Recenzja: Sawblade – Reminiscence

Tomasz Koza

Eksploracja własnego umysłu – recenzja „The Rising” zespołu Materia

Bartłomiej Pasiak

Recenzja: Philip Anselmo & The Illegals – Choosing Mental Illnes as a Virtue

Szymon Grzybowski

Szału nie ma – recenzja Rammstein “Rammstein”

Paweł Kurczonek

Recenzja: Marilyn Manson – The Pale Emperor

Tomasz Koza

Recenzja: Ektomorf – Fury

Szymon Grzybowski

3 komentarze

Anonim 7 maja 2017 at 15:57

Visitor Rating: 5 Stars

Odpowiedz
Anonim 22 czerwca 2017 at 17:44

Visitor Rating: 2 Stars

Odpowiedz
Anonim 24 czerwca 2018 at 12:09

Visitor Rating: 5 Stars

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!