RECENZJE

Recenzja: Suffocation – Pinnacle Of Bedlam

Tego zespołu fanom ciężkiego brzmienia raczej nie muszę przedstawiać, choć przyznam się bez bicia, że aż do tego roku nie miałem praktycznie żadnej styczności z jego twórczością. Jednak czytając opinie mówiące o tym, że to jemu zawdzięcza się powstanie jednego z podgatunków muzyki metalowej jakim jest deathcore (którego osobiście bardzo lubię słuchać), nie sposób mi było przejść obok amerykańskiego Suffocation obojętnie. Po ponad trzyletniej przerwie jedni z prekursorów technicznego death metalu wrócili z nowym krążkiem, który nosi tytuł “Pinnacle of Bedlam”. Była to okazja aby w końcu przekonać się na własne uszy czy panowie zasługują na renomę, którą wyrobili sobie przez lata. Na początku bardzo ciężko było mi się przekonać do stylu prezentowanego przez zespół, bo choć przepadam za tak mocnym graniem, to jednak muzyka Suffocation była czymś, z czym miałem do czynienia po raz pierwszy. Na całe szczęście wystarczyło kilka kolejnych odsłuchów krążka, aby poszczególne utwory zaczęły się mi się wyodrębniać, a nawet podobać, bo wcześniej zlewały mi się w jedną, chaotyczną całość. Dzisiaj, po kilku miesiącach od premiery i wielu przesłuchaniach nowego dziecka Amerykanów, mogę z czystym sumieniem przystąpić do zrecenzowania “Pinnacle of Bedlam”.

Już na początku duży plus należy się za bardzo dobre wyważenie czasu trwania i zawartości tego, co zespół dla nas stworzył, bowiem czeka na nas dziesięć premierowych kompozycji, które zamykają się w niecałych czterdziestu minutach, co przy tego rodzaju muzyce jest moim zdaniem jak najbardziej w sam raz. Kolejny plus należy się za bardzo ładną okładkę, która wpasowuje się w klimat płyty. A jaki jest jej klimat? Przede wszystkim bardzo ciężki, co jest potęgowane przez ciągłe zmiany tempa, którymi zespół raczy nas już od pierwszego “Cycles of Suffering”. Swoją drogą utwór ten idealnie pasuje na otwieracz krążka. Co jeszcze? Świetne szybkie solówki, które dodają smaczku każdemu utworowi z osobna (początek “Eminent Wrath”, kompozycja tytułowa). Mało? Dodajmy jeszcze potężny i wręcz brudny wokal Franka Mullena, bez którego to wszystko nie brzmiałoby tak dobrze. Nie poczytam na minus nawet tego, że niektóre utwory wydają się być bardzo do siebie podobne, ponieważ mimo tego, każdy z nich ma coś wyróżniającego go na tle innych, poza tym jest to chyba cecha takiego rodzaju grania. Najlepszy utwór? Bez wątpienia najdłuższy “Sullen Days” za wyróżniający się początek i miażdżący riff, który w połączeniu z wokalem Mullena brzmi wręcz genialnie. Wady, mankamenty? Podczas słuchania drugiej połowy płyty słychać już lekką zadyszkę co przekłada się na trochę słabszą kondycję utworów końcowych, niemniej nie jest to tak bardzo widoczne, a dla niektórych nie musi być wcale.

Podsumowując krótko powyższe wywody uważam, że “Pinnacle of Bedlam” to płyta bardzo dobra, z której zarówno fani jak i krytycy powinni być zadowoleni. Myślę, że śmiało można wybaczyć zespołowi tak długą przerwę od czasu wydanego w 2009 roku “Blood Oath”, ponieważ nowy krążek utwierdza w przekonaniu, że Suffocationto solidna firma, która jak najbardziej zasługuje na swoją reputację, co “Pinnacle of Bedlam” tylko potwierdza.

Polecam każdemu, kto nie boi się naprawdę mocnego grania, bo choć z osłuchaniem na początku może być problem, to jednak efekt końcowy na pewno to wynagrodzi.

39680_suffocation-pinnacle-of-bedlamTrack lista:

01. Cycles of Suffering
02. Purgatorial Punishment
03. Eminent Wrath
04. As Grace Descends
05. Sullen Days
06. Pinnacle of Bedlam
07. My Demise
08. Inversion
09. Rapture of Revocation
10. Beginning of Sorrow

 

 

 

 

 

 

Autor: Marcin Czarnecki

Data publikacji: 2013

2 komentarze

Anonim 29 kwietnia 2017 at 21:38

Visitor Rating: 5 Stars

Odpowiedz
Anonim 19 października 2017 at 08:24

Visitor Rating: 5 Stars

Odpowiedz

Zostaw komentarz