Lindemann FM Recenzja
Strona główna » Tango-disco, czyli recenzja płyty „F & M” grupy LINDEMANN
RECENZJE

Tango-disco, czyli recenzja płyty „F & M” grupy LINDEMANN

O grupie LINDEMANN praktycznie zapomniałem, bo o samym Rammsteinie zrobiło się dosyć cicho, a co dopiero o pobocznym projekcie wokalisty. Zespół wydał tylko jeden album w 2015 roku pt. „Skills in Pills”. Przyznam szczerze, że pierwsze wydawnictwo nie przypadło mi jakoś specjalnie do gustu, więc na nowe jakoś szczególnie nie czekałem. Po wydaniu przyzwoitego longplay’a przez macierzystą formację Tilla Lindemanna i ogłoszeniu wydania drugiego dzieła przez jego poboczny projekt – postanowiłem dać im drugą szansę. Nadeszła chwila wydania pierwszego singla… i klapa. Pomyślałem, że to jakiś odpadek z płyty Rammsteina. Wielkiej tragedii jednak nie było.

22 listopada 2019 Till Lindemann i Peter Tägtgren wydali kolejny wspólny album

Na to dzieło fani musieli czekać krócej niż na ostatni krążek Rammstein. Jednak to nie zmienia faktu, że „Skills in Pills” okryło się kurzem, a pojedynczy singiel „Mathematik” nie zaspokoił żądzy wielbicieli frontmana Rammsteina. Dopiero kawałek „Steh Auf” rozweselił środowisko. Utworem wybitnym nie jest, brzmi niezwykle podobnie do ostatniej płyty niemieckiej legendy industrialu. Za to spodobała mi się akustyczna wersja, która została stworzona przez Trivium. Muzycy wydali wg mnie słabego singla w porównaniu z całą płytą. Na szczęście, jak się później okazało – dopiero się rozkręcali.

„Steh Auf” – później było już tylko lepiej

Przed premierą albumu poznaliśmy również kawałek „Ich weiß es nicht”, który miał dobre momenty, które wprowadzały coś oryginalnego. Jednak dalej to była znikoma zachęta do przesłuchania „F&M”. W drugim singlu nie spodobało mi się jego tempo, utwór bardzo się dłużył.

Całość otwiera całkiem przyzwoity riff, ale wokal Tilla w tym kawałku to praktycznie jakiś całkowity autoplagiat z ostatniej płyty Rammsteina. Piosenka nie zaskakuje, ale również posiada pozytywne strony. W tle można usłyszeć żeńskie wokalizy, co dodaje frapującego klimatu. Refren jest całkiem przyzwoity i nawet chwytliwy.

Reasumując, tytuł „Ich weiß es nicht” jest bardzo adekwatny do całej kompozycji. Po prostu „nie wiem”, czy stanąć po stronie przeciwników czy zwolenników drugiego singla. Na moje podium najlepszych piosenek z „F & M” ostatecznie się nie dostał.

„Knebel” – to przebiło moje wszelkie oczekiwania

Spokojny gitarowy wstęp, stonowany wokal Lindemanna oraz refren, który prędko nie wyleciał mi z głowy – niby nic specjalnego, ale jednak. Gdy pierwszy raz zacząłem słuchać „Knebel”, to pomyślałem, że to zwykła ballada, która będzie swego rodzaju wypełniaczem na trackliście. Jak bardzo się myliłem!

Niespodziewany energiczny i wręcz wystrzałowy element utworu sprawił, że kolokwialnie kopara mi opadła. W dodatku otrzymaliśmy wspaniały teledysk, który został opublikowany w dwóch wersjach ze względu na niecenzuralne sceny.

„Knebel” również cechuje się świetnym zaprezentowaniem sztuki wokalnej Tilla zwłaszcza w tych ostrzejszych momentach. Na płycie “Rammstein” było dosyć mało takich momentów, więc tutaj liczyłem na trochę więcej takich elementów. Cóż, nie doczekałem się, ale pozostały inne niezwykle ciekawe rzeczy, które mnie zachwyciły lub wręcz przeciwnie.

„Frau & Mann” – czyżby inspiracja muzyką disco?

Zacznę od swego rodzaju anegdoty. Podczas pierwszego odsłuchu kawałka „Frau & Mann” w pomieszczeniu ze mną przebywała jedna osoba. I gdy Till zaczął śpiewać: „Ajajaj”, to spytała: „Teraz, to nawet niemieckiego disco polo słuchasz?”. Trochę w tym racji jest, ponieważ piosenka jest mocno nasiąknięta elementami disco.

Jest to największym dowodem na to, że najnowszy album LINDEMANN jest bardzo różnorodny i pełny smaczków zaczerpniętych z innych gatunków muzyki. W dodatku do tytułowego utworu stworzony ciekawy i oryginalny teledysk, który również zasługuje na uwagę.

„Frau & Mann” to dowód tego, że w głowie Tilla kryje się jeszcze wiele pomysłów, których jeszcze nie wykorzystał. W dodatku w tworzeniu płyty wspomagał go Peter Tägtgren, którego obecność również czuć w tym utworze.

Zaproszenie do tanga dostajemy za sprawą „Ach so gern”

Spokojniejszy klimat wprowadził utwór „Ach so gern”, który jest całkowitym przeciwieństwem „Frau & Mann”. Muzycy zabierają nas z dyskoteki i wprowadzają na parkiet, na którym mamy odtańczyć tango lub inny taniec. Przyznam, że to wytrawny kąsek w tym niezwykłym menu, jakim jest „F & M”.

„Ach so gern”, podobnie jak wszystkie utwory na nowej płycie LINDEMANN posiada tekst, który wyróżnia się wśród wcześniejszych dzieł wokalisty. Liryka numeru jest dosyć smutna. Opowiada o kobieciarzu, któremu nie do końca wychodziło w życiu miłosnym.

Teraz pora na kołysankę w wykonaniu LINDEMANN

„Schlaf ein” to kolejna niespodziewana kolaboracja Lindemanna i Tägtgrena z nowymi brzmieniami, które kompletnie nie kojarzą się z energicznymi industrialnymi dźwiękami Rammsteina czy death metalowego Hypocrisy.

Piosenka została stworzona w stylu… kołysanek. W trakcie słuchania naprawdę nie wierzyłem, co słyszę. Till Lindemann dał na tej płycie to, co zapomniał umieścić na albumie Rammsteina. Oryginalność tutaj góruje jednak nad kunsztem instrumentalnym, bo zdecydowanie „F & M” nie może pochwalić się energicznymi riffami czy zapadającymi w pamięć solówkami.

Lindemann postawił na różnorodność, ale nie zapomniał o swoim charakterystycznym stylu

Muzyk Rammsteina niejednokrotnie udowadniał, że posiada oryginalną wyobraźnię, która objawiała się w tekstach, teledyskach oraz koncertach grupy. Tutaj takie cechy można odnaleźć w wideoklipach do „Knebel” oraz „Frau & Mann” oraz w niektórych tekstach.

Jeśli chodzi o liryki, to zauważyłem, że pojedyncze mają wydźwięk nieco depresyjny. Smutek w części piosenek miesza się z zabawnymi „Steh auf” czy „Gummi” (w tym przypadku można wyczuć dwuznaczność tekstu).

Na koncerty grupy jeszcze musimy poczekać. Niestety LINDEMANN nie odwiedzi Polski, jak wcześniej zakładano (pojawił się nieprawdziwy plakat zapowiadający koncert w Progresji).

„F & M” to zdecydowanie lepsza płyta od „Rammstein”

W tym pojedynku płyta Tilla i Petera zdecydowanie zwycięża z długo wyczekiwanym albumem klasyków niemieckiego industrialu. W moim rankingu płyt roku również plasuje się wysoko, ponieważ pomimo wielu błędów, wydawnictwa słucha się bardzo przyjemnie i od premiery wracałem do niego wiele razy.

„Knebel” również znalazł się wśród moich ulubionych piosenek mijającego roku. Jednak pomimo wszystkich zalet oraz wad muzycznych i technicznych trzeba jeszcze zwrócić uwagę na wielką ujmę tego dzieła. Wydawnictwo jest dostępne w cenie około 85 zł, a wersja deluxe 100 zł. Nie widzę sensu wydawania takiej sumy na ten album, podobny problem miałem z ostatnią płytą Rammsteina.

Lindemann FM 2019
Lindemann – F&M, 2019

Tracklista LINDEMANN – “F & M”:

1. Steh auf
2. Ich weiß es nicht
3. Allesfresser
4. Blut
5. Knebel
6. Frau & Mann
7. Ach so gern
8. Schlaf ein
9. Gummi
10. Platz Eins
11. Wer weiß das schon

Podobne artykuły

Recenzja: Enslaved – E

Redakcja

Popkulturowa bomba – recenzja Nocny Kochanek „Randka w ciemność”

Bartłomiej Pasiak

Recenzja: Septicflesh – The Great Mass

Tomasz Koza

Recenzja: Behemoth – The Satanist

Redakcja

Recenzja: Me And That Man – Songs of Love and Death

Albert Markowicz

Krok wstecz – recenzja Dirtred “Transmissions From Below”

Paweł Kurczonek

1 komentarz

Mark 6 stycznia 2020 at 11:48

Ten album zdecydowanie bardziej mnie zachwycil niz debiut, ktorego sporo sluchalem, swietna plyta.

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!