Image default
RECENZJE

Recenzja: Tuff Enuff – Sugar, Death And 222 Imperial Bitches

Znacie może Tuff Enuff? Szczerze przyznam się, że przed zapoznaniem się z ich najnowszym krążkiem o kapitalnym tytule “Sugar, Death and 222 Imperial Bitches”, nie miałem pojęcia o istnieniu zespołu. Nie zrażony swoją niewiedzą, zasięgnąłem języka i dowiedziałem się, że pochodząca z Chorzowa ekipa działa już z przerwami od… 1992 roku. Oczywiście po drodze zespół zawieszał swoją aktywność, mimo tego w tym roku po 17 latach przerwy (!) ukazał się ich wyżej wspomniany album. Zachęcony tym co przeczytałem, wziąłem płytę na odsłuchy.

“Are you tough? Tough enough?” – to pierwsze co wylało się z moich głośników. Pytanie okazało się bardzo adekwatne bo dźwięki, które następnie usłyszałem okazały się całkiem “tough”. Dobry riff, rytmiczny refren, późniejsza solówka w tle – mimo, że czuć tu bardziej polską niż zagraniczną rękę, wypada to naprawdę przyzwoicie. Nim przejdę dalej powiem jeszcze tylko, że zespół gra coś, co bezpiecznie umieścić można w szufladce z napisem “groove/thrash” i czuć to na każdym kroku podczas słuchania tego krążka.

Drugi “Suicidal Girl” zaczyna się wręcz tanecznie, z przyjemną zwrotką po której następuję refren – i tu moje zdziwienie – po polsku. Szczerze mówiąc, chyba nie spotkałem się z polskim zespołem, który śpiewając zwrotki po angielsku, w refrenie posługuje się językiem ojczystym. Ciekawy smaczek, duży plus za innowacyjność. Kolejny “United”, już w całości po angielsku, również śmiało można zaliczyć do pozycji udanych. Potem następuje moje kolejne zdziwienie w postaci utworu “Jedna Myśl”, który z powodzeniem można włożyć w repertuar IRY czy innych Braci. I właśnie o to chodzi, kawałek jest naprawdę dobry i przykleja się do słuchacza niczym “Kropelka” do palców. “Pig Head” to z kolei prawdziwa thrashowa uczta, a motyw niczym z “Lucky Luke’a”, który da się słyszeć pod koniec, rozkłada na łopatki. Warto wspomnieć również o “Kto Błaznem a Kto Królem Jest ?”, ciężkim i powolnym, jednak dobrze zwalniającym tempo krążka. Nie na długo, ponieważ kolejne “New Paradise” czy “I’m Your Conscience” to z powrotem jazda bez trzymanki aż do zamykającego “Wróć do Korzeni”. Podczas moich spotkań z “Sugar, Death and 222 Imperial Bitches” nigdy nie mogłem przekonać się do jednej pozycji z jej tracklisty. I tak zostało do dzisiaj, a mianowicie chodzi o cover znanego “What a Wonderful World”, który wypadł zwyczajnie blado i trochę bruździ mi w odbiorze całości. Wydaje mi się, że jednak bez większego problemu można to Chorzowianom wybaczyć.

Jak wypadł powrót po 17 latach? Nadzwyczaj dobrze. Nie znam poprzednich albumów zespołu, ale myślę że ten zostanie bardzo ciepło przyjęty przez starych fanów i nie tylko. Idealnie również sprawdzi się podczas krótkich jesiennych spacerów, a że za oknem powoli pojawiają się pierwsze oznaki zbliżającej się zimy, dobrym na to lekarstwem może okazać się półgodzinna dawka Tuff Enuff. Polecam na koniec tym, którzy szukają czegoś nietypowego na naszym “cięższym” muzycznym podwórku. To wszystko na dzisiaj, do zobaczenia na koncercie!

tuff-enuff-sugar-death-and-222-imperial-bitches-duzeTrack lista:

01. R U Tuff?
02. Suicidal Girl
03. United
04. Jedna Myśl
05. Pig Head
06. Kto Błaznem a Kto Królem Jest
07. New Paradise
08. Sunaday Morning
09. I`m Your Conscience
10. What a Wonderful World
11. Wróć do Korzeni

 

 

 

Autor: Marcin Czarnecki

Rok publikacji: 2014

  • Ocena autora:
3
Sending
User Review
0 (0 votes)

Podobne artykuły

To już nie są żarty – recenzja Zeal and Ardor „Stranger Fruit”

Paweł Kurczonek

Recenzja: Hatebreed – The Divinity Of Purpose

Tomasz Koza

No tak średnio, bym powiedział… Slash – „Living the Dream” recenzja

Szymon Grzybowski

Zostaw komentarz