Image default
RECENZJE

Recenzja: Wolf Spider – V

Ktoś w końcu pobił niechlubny rekord Guns n’ Roses – to Wolf Spider, który wydał właśnie swój nowy album, po ponad 20-letniej przewie. Nie wiem czemu, ale z reguły Polacy mają wybitną zdolność do złych rekordów. Jednak mniejsza o to – Wolf Spider to jeden z najważniejszych polskich, thrashmetalowych zespołów lat 80-tych, który powrócił zza światów płytą „V”. Wciąż mam sentyment do nazwy Wilczy Pająk, jednak jak wiemy z praktyki, po angielsku wszystko brzmi lepiej. Ale do rzeczy! Pytanie brzmi, czy warto było czekać? Otóż, jak najbardziej. „V” to klasyczny Wolf Spider, tylko że w odświeżonej formie, z bardziej nowoczesnymi aranżacjami – czyli po prostu wersja 2015. Co najlepsze – muzyka zespołu doskonale się broni, a przespane lata dobrze go zakonserwowały. Dlatego jeżeli oczekiwaliście solidnego, technicznego thrashu i wpadających w ucho melodii, to się nie zawiedziecie.

Z niektórymi kawałkami na płycie pewnie mieliście już szansę zapoznać się 2 lata temu na EP-ce „It’s your time”, z której pochodzi utwór tytułowy oraz „Psycho War” i „The Fight”. Jeżeli podobały Wam się te kawałki, to możecie kupować „V” w ciemno. Jeżeli jeszcze ich nie słyszeliście to szybko to nadróbcie, szczególnie „It’s your time” polubicie po pierwszym odsłuchaniu. Płyta zawiera w sumie aż 14 dość zróżnicowanych utworów. Przyznam, że to jednak trochę za dużo – ewidentnie na płycie jest kilka wypełniaczy, które są zwyczajnie średnie i nie wnoszą nic nowego ( jak chociażby „The Despot” czy orkiestrowa wersja „It’s your time”). Jednak pozostała część albumu stoi na dobrym poziomie. Kompozycje są zwarte, przemyślane, melodyjne, odpowiednio wyważone, agresywne i przebojowe, a co najlepsze – dopracowane technicznie. Serio, czasami grupa naprawdę zaskakuje swoimi pomysłami, częstymi zmianami tempa i rytmu oraz perfekcyjnymi solówkami. Momentami, jak na moje ucho, zbliża się do lżejszej formy Dream Theater (jak np. w „Sense of Life” czy „What if…”). Oprócz doskonałej techniki, wpływ na taki odbiór ma także nowy wokalista, Maciej Wróblewski. Jego głos odbiega mocno od poprzedniego wokalisty Jacka Piotrowskiego. Niektórym starszym fanom ta maniera – mocno heavy metalowa – może trochę przeszkadzać i gryźć się z poprzednim brzmieniem zespołu. Faktycznie, czasami da się zauważyć niedopasowanie wokalu do ogólnej aranżacji utworu, ale mimo wszystko uważam, że zespół jest świetnie zgrany. Najlepiej słychać to w najbardziej przebojowych i energicznych utworach, jak wspomniany już „It’s your time”, czy „Vacuum” i „Sleepless”. Poziom trzyma też „Instability” – gdyby jeszcze ktoś nie wiedział, nagrany wspólnie z Popcornem, czyli znajomym Wilczego Pająka z dawnych lat, Darkiem Popowiczem z Acid Drinkers.

Po odsłuchaniu nowej płyty Wolf Spider niestety dochodzę do wniosku, że będzie ona zupełnie inaczej odbierana przez fanów zespołu, a inaczej przez osoby, które będą miały z nim styczność po raz pierwszy. Dla tych drugich nowa płyta Pająka może być czymś zupełnie zwykłym – fakt, muzyka jest dobra, ale nie wyjątkowa. Nie wybija się ponad znane nam zespoły, a trzeba przyznać, że obecnie polska scena metalowa jest na tyle zróżnicowana, że nie możemy narzekać na brak wybitnych zespołów. Tymczasem w przypadku Wolf Spider na odbiór jego dzieła duży wpływ będzie mieć także sentyment i znajomość historii zespołu, a nie sama muzyka – „V” nie oferuje nam niczego nowego, czy specjalnie oryginalnego. Słyszeliśmy takie brzmienia już wiele razy i to na równie dobrym poziomie. Generalnie, chodzi o to, że w moim przekonaniu płyta zainteresuje fanów i starych wyjadaczy, jednak wątpię żeby przysporzyła zespołowi nowych wielbicieli. Wiem, muzyka powinna się sama bronić i trochę mendzę, jednak ten rynek niestety tak nie działa – obym się jednak mylił, bo „V” to kawał dobrej muzyki.

wolf-spider-v-cdTrack lista:

01. It’s Your Time
02. Who Am I?
03. Sense of Life
04. What If…
05. Phoenix
06. Instability
07. Vacuum
08. The Despot
09. Sleepless
10. New Freakality
11. The Fight
12. Psycho War
13. White Samba
14. It’s Your Time (Orchestral version)

  • Ocena autora:
3.5
Sending
User Review
4 (3 votes)

Podobne artykuły

Budyń o smaku siarki – recenzja płyty „Zmartwychwstanie” Frontside

Szymon Grzybowski

Recenzja: Iperyt – The Patchwork Gehinnom

Michał Bentyn

Recenzja: Exodus – Blood In Blood Out

Tomasz Koza

Zostaw komentarz