RECENZJE

Recenzja: Toothgrinder „ Nocturnal Masquerade”

To co uwielbiam w metalu to fakt, że ta muzyka cały czas ewoluuje. Praktycznie co roku pojawiają się na scenie zespoły z całkowicie nowym brzmieniem lub oryginalnym podejściem do utartych schematów. Podoba mi się też to, że te nowe zespoły nie boją się eksperymentować i z sukcesem łączą różne gatunki muzyczne, czerpiąc z wielu stylistyk. Jednak, co dla mnie najważniejsze, są całkowicie autentyczne – nie tworzą pod publikę, by bić kolejne rekordy popularności. Mają swoją wizję i się jej trzymają, tworząc autorskie albumy, na których muzyka jest tworzona przez muzyków, a nie producentów czy komputery. Jednym z takich zespołów jest Toothgrinder, którego płyta „Nocturnal Masquerade” jest świetnym i naprawdę mocnym powiewem świeżości na metalowej scenie.

Toothgrinder to grupa z New Jersey, w której skład wchodzą Wills Weller (perkusja), Jason Goss (gitara), Matt Mielke (gitara), Matt Arensdorf (bas) oraz Justin Matthews (wokal). „Nocturnal Masquerade” to ich debiut (w 2014 roku grupa wydała EP-kę „Schizophrenic Jubilee”, z której 3 utwory znalazły się na płycie). Sam album łączy klimaty hardcore’u, metalcore’u grindu, djentu i punka, które perfekcyjnie przeplatają się z przebojowymi, acz klimatycznymi refrenami, progresywnymi kompozycjami, technicznymi zagrywkami, a momentami także wysmakowanymi solówkami. Z kolei wokalista nieprzerwanie atakuje słuchacza zwierzęcym rykiem, który swobodnie moduluje raz w ogłuszający growl, a czasami w silny, rockowy wokal prezentując tym samym naprawdę szeroki brzmieniowy wachlarz i solidny warsztat. Gdybym musiał podawać podobne do Toothgrindera zespoły to byłyby to m.in. The Dillinger Escape Plan, Mastodon, Periphery, a nawet Between the Buried and Me.

Otwierający album „The House (That Fear Build)” wyznacza kurs całej płycie. Toothgrinder nie patyczkuje się, tylko na samym wstępie pokazuje, czym jest ten album – strzałem w pysk! Dawno nic nie wzbudziło we mnie takiego skoku adrenaliny. Kawałek jest ciężki, acz momentami wyjątkowo nastrojowy. Bezlitośnie bombarduje riffami, częstymi zmianami tempa, rytmu i melodii. „Lace&Anchor” to praktycznie – o ironio – bardziej hardcorowe i jednocześnie przebojowe rozwinięcie poprzedniego kawałka. Natomiast „Coueur d’Alene” kontynuuje podjęte wątki jednak nie wybija się ponad hardcore’owy standard. W „I Lie in Rain” robi się spokojniej i bardziej klimatycznie. Utwór jest dobry, jednak w refrenie niebezpiecznie zbliża się do metalcore’owych ballad znanych z początków lat 2000-nych i zespołów pełnych chudych emo chłopaczków wyładowujących swoje frustracje w garażach na amerykańskich przedmieściach. Za to „Blue” jest świetne. Kawałek wyróżnia chwytliwy groove, połączony z agresywnym refrenem, melodyjnym wokalem i trochę ambientowym motywem połączonym z wciągającymi chórkami. Następny w kolejności „The Hour Angle” ciężkim riffem i agresją pokazuje jak mogłaby dziś brzmieć Pantera.

Drugą część albumu otwiera „Dance of Damsels”, który świetnie balansuje między ciężarem i nieposkromioną energią, a melodycznością. Z kolei „Diamonds for Gold”, gdzie gościnnie występuje wokalista Periphery, Spencer Sotelo, ujmuje porywającym i bardzo przebojowym refrenem. Jeżeli kogoś ta przebojowość wystraszy, to od razu uspokajam – końcówka tego kawałka jest odpowiednio ciężka. Jak dla mnie ten utwór świetnie sprawdziłby się na falach wszystkich szanujących się stacji rockowych. Kawałek tytułowy, czyli „Nocturnal Masquerade” jest niestety trochę nierówny, przekombinowany, przez co robi się ciężkostrawny i męczący. Natomiast „Dejection/Despondency” to elegancko wypracowany, kolejny cios w twarz, godny energicznego początku płyty. „Schizophrenic Jubilee” przypomina trochę „Nocturnal Masquerade”, jest jednak bardziej melodyjny i spokojniejszy. Album kończy „Waltz of Madmen”, będący doskonałym podsumowaniem najlepszych patentów Toothgrindera, czyli doskonałego łączenia brutalności z melodią, wysmakowanymi aranżacjami i technicznym zacięciem.

Toothgrinder zaskoczył mnie, bo naprawdę rzadko zdarza się usłyszeć tak świetną płytę u praktycznie początkującego zespołu. Grupa zdecydowanie wyróżnia się na dzisiejszej scenie – wypracowała własny styl, który ciężko będzie podrobić. Wielu zespołom potrzeba na to lat i kilku płyt. Aż boję się pomyśleć co może być dalej, bo jednego mogę być pewien po przygodzie z tym albumem – o tym zespole będzie głośno.

toothgrinder-nocturnal_masquerade-cdTrack lista:

01. The House (That Fear Built)
02. Lace & Anchor
03. Coeur d’Alene
04. I Lie in Rain
05. Blue
06. The Hour Angle
07. Dance of Damsels
08. Diamonds for Gold
09. Nocturnal Masquerade
10. Dejection / Despondency
11. Schizophrenic Jubilee
12. Waltz of Madmen

  • Ocena autora:
4
Sending
User Review
0 (0 votes)

Podobne artykuły

Recenzja: Anima Damnata – Nefarious Seed Grows to Bring Forth Supremacy of the Beast

Michał Bentyn

Recenzja: Frontside – Sprawa Jest Osobista

Tomasz Koza

Recenzja: Soulfly – Savages

Tomasz Koza

Zostaw komentarz