RECENZJE

Wsiadać na tę łajbę! Natychmiast! – recenzja Amon Amarth „Berserker”

Muzyka Amon Amarth od zawsze oparta jest o kilka składników i patentów, które zespół na każdej kolejnej płycie miesza w trochę innej konfiguracji, ale z grubsza trudno mówić o jakimkolwiek zaskoczeniu. Pozornie może wydawać się, że z ograniczonej liczby składników może powstać tylko limitowana liczba numerów, a i wśród nich na pewno nie wszystkie będą zdatne do spożycia. Ale szczerze mówiąc ten szalony death metalowy kociołek, z którego Amon Amarth wyciąga swoje kawałki, wydaje się nie mieć dna, bo ich najnowsza płyta „Berserker” być może niczym nie zaskakuje, ale mimo to jest dobra i zdecydowanie warto jej posłuchać.

„Berserker” to 12 utworów typowych dla Amon Amarth.

Jest więc melodyjnie, przebojowo, z odpowiednią dozą ciężaru i dominującym nad wszystkich charakterystycznym wokalem Johana Hegga. Ni to growl, ni to krzyk – ogólnie było to zawsze największy wyróżnik Amon Amarth i tak pozostaje również na tej płycie.

Nowości brzmieniowych, aranżacyjnych czy tematycznych na „Berserker” nie stwierdzam.

No może jakieś minimalne – na przykład akustyczny wstęp do pierwszego numeru na płycie, czyli „Father’s Gold”. Gdzieniegdzie Hegg nie krzyczy opętańczo, ale melodeklamuje lub próbuje ostrożnie śpiewać czysto. Nie są to jednak nowości w całym tego słowa znaczeniu, ale po prostu środki wyrazu używane rzadziej.

W niezmiennych rejonach pozostaje również warstwa tekstowa utworów.

Wszystkie odnoszą się do wikingów w różnym ujęciu. Czasem utwory nawiązują do faktycznych wydarzeń historycznych, jak bitwa pod Stamford Bridge w utworze „The Berserker at Stamford Bridge”, ale większość odnosi się do wierzeń, tradycji i kultury wikingów. W tym kontekście warto wyróżnić numer „Shield Wall” – tekst sam w sobie nie jest porywający. Ot, wikingowie szykują się do kolejnej bitwy i zaraz będzie niezła jatka. Jednak zakrzyk w refrenie przyprawia o ciarki na plecach i z całą pewnością fantastycznie sprawdzi się na koncertach.

Z powyższego można wnioskować, że płyta „Berserker” jest wtórna i niewarta uwag.

O ile z pierwszą opinią mogę się zgodzić – owszem jest wtórna. O tyle z drugą absolutnie nie – numery na krążku są porywające, przebojowe i wdzierają się do uszu niczym drużyna wikingów w nieprzygotowaną do obrony wioskę na wybrzeżu.

Odnoszę też wrażenie, że coraz mniej jest deathu w twórczości Amon Amarth. Muzycznie „Berserker” jest bliższe klasycznemu metalowi, a czasem nawet – o zgrozo! – power metalowi. Głównie ze względu na melodyjność i przebojowość. Jedynym elementem, który przypomina o rodowodzie kapeli, jest chrapliwy wokal. W żadnym razie nie należy jednak traktować tego jako zarzutu, bo muzyki z nowej płyty Amon Amarth słucha się bardzo dobrze.

Wpływ na taki odbiór ma też brzmienie – nie brakuje mu mocy, ale jest dość gładkie i wypolerowane.

Uwypukla przebojowe walory kompozycji, a trochę z tyłu chowa metalowy brud. To nie zarzut, a neutralna opinia, mnie takie podejście do produkcji muzyki osobiście nie przeszkadza. Nie przypadła mi z kolei do gustu okładka. Trochę męczą mnie już te obrazki wykonywane w darmowych programach do grafiki 3D. Jest sztampowa do bólu. Z drugiej strony, czy miałem prawo – znając wcześniejsze okładki zespołu – spodziewać się czegokolwiek innego.

Podsumowując recenzję nowego albumu Amon Amarth pt. „Berserker”.

Muszę stwierdzić, że nowa płyta Amon Amarth z jednej strony absolutnie mnie nie zaskoczyła, z drugiej – zaskoczyła mnie dość mocno. Brak zaskoczenia dotyczy stylu i ogólnie rozumianej zawartości muzycznej. Zaskoczenie zaś tego, że pomimo ograniczonej liczby środków artystycznego wyrazu Amon Amarth po raz kolejny dostarczył porcję naprawdę bardzo dobrej muzyki. Prawdopodobnie zbyt wielu nowych fanów tym krążkiem nie zdobędzie, ale z pewnością fani i sympatycy docenią.

Na koniec dorzucę tylko, że Amon Amarth przygotował porcję fajnych teledysków promujących płytę. Zrobione są z dużym luzem i jajem, a dzięki temu z przyjemnością się je ogląda. Warto zwrócić uwagę szczególnie na „Crack The Sky”.

Amon Amarth - Berserker, 2019
Amon Amarth – Berserker, 2019

Tracklista „Berserker”:

01. Fafner’s Gold
02. Crack The Sky
03. Mjolner, Hammer Of Thor
04. Shield Wall
05. Valkyria
06. Raven’s Flight
07. Ironside
08. The Berserker At Stamford Bridge
09. When Once Again We Can Set Our Sails
10. Skoll and Hati
11. Wings Of Eagles
12. Into The Dark

Podobne artykuły

Recenzja: Slayer – Repentless

Tomasz Koza

Recenzja: Trivium – In Waves

Kinga Parapura

Recenzja: God Is An Astronaut – Helios Erebus

Tomasz Koza

3 komentarze

sara 20 maja 2019 at 19:04

Ja tu odnajduje tez…Machine head np wstep do When once again wypisz wymaluj jakby Rob Flynn gral:)

Odpowiedz
marcopolo254 21 maja 2019 at 22:41

Poprawcie tracklistę, bo aż oczy bolą (gdzie Skoll and Hati ?:)

Odpowiedz
Tomasz Koza 22 maja 2019 at 05:53

Cześć, dzięki już poprawione. 🙂

Odpowiedz

Zostaw komentarz