RECENZJE

Recenzja: Soilwork – Verkligheten

Po prawie czterech latach oczekiwań po niezbyt udanym „The Ride Majestic”, szwedzcy muzycy z grupy Soilwork prezentują nowy materiał. Od momentu wydania ostatniego albumu w szeregach grupy doszło do jednej zmiany personalnej. Do Megadeth przeszedł ówczesny perkusista Soilwork, Dirk Verbeuren. Od tego momentu za bębnami zespołu siedzi Bastian Thusgaard.

Szwedzi wykonujący melodic death metal w stosunku do „The Ride Majestic” dokonali jeszcze jednej zmiany. Za produkcję „Verkligheten” odpowiada Thomas „PLEC” Johansson, który już wcześniej współpracował z zespołem podczas tworzenia kompilacji „Death Resonance”. Natomiast „The Ride Majestic” produkował David Costillo oraz sam zespół.

Zmiany zaszły i da to z całą pewnością dozę świeżości dla muzyków oraz reszty ekipy. Melodic death metal w wykonaniu Soilwork stracił trochę na wartości, ale powracają z nowymi pomysłami i chcą powiedzieć wszystkim, że to nie był koniec kariery szwedzkich muzyków.

Metalowa orkiestra Björna „Speeda” Strida.

Od samego początku istnienia grupy na wokalu mogliśmy słyszeć „Speeda”. W 1995 roku razem z Peterem Wichersem założył zespół o nazwie Breed, który później przemianowano na Soilwork. Poprzez lata wydawania świetnych płyt grupa trochę przystanęła pod względem kreatywności na początku drugiej dekady XXI wieku.

Zapowiedź nowego albumu jednak dawała olbrzymią nadzieję na powrót starego, dobrego Soilwork. „Speed” tak określił jedenasty album swojego zespołu:

To przypuszczalnie nasz najbardziej ‘epicki’ i najmroczniejszy album. Jest też jednak wyjątkowo melancholijny, a zarazem podnoszący na duchu.

Björn Strid

Zespół od zawsze był pod zarządem swojego wokalisty i dobrze na tym wychodził. Można powiedzieć, że „Speed” jest dyrygentem grupy i zmienia elementy, które zawiodły i dalej tworzy melodic death metal na najwyższym poziomie.

Pierwszą zapowiedzią płyty był utwór „Arrival”.

Jedna z najmocniejszych kompozycji z całej płyty. Podczas słuchania tego energicznego i pełnego mocnego grania utworu okazuje się, że „Speed” nie kłamał, gdy mówił, że „Verkligheten” będzie epicki.

Nowy perkusista grupy świetnie sobie radzi i od razu słychać, że jego mentorem i nauczycielem jest Dirk Verbeuren, który przed nim piastował stanowisko bębniarza Soilwork. „Arrival” jest z jednej strony tajemniczy, a z drugiej pełen emocji i emanujący energią.

Tym utworem muzycy ponownie zaprezentowali swoje niezwykłe możliwości. Wokal Strida już na ostatnim albumie był na wysokim poziomie, ale tym razem wszystkie znaki na niebie i ziemi mówiły, że będzie jeszcze lepiej.

„Arrival” było idealnym wyborem na pierwszy singiel i zaostrzyło apetyt na kolejny album pośród fanów Soilwork. Wszystko w tym numerze wypaliło. Muzycy w nieco odświeżonym składzie stworzyli zgrany team.

„Full Moon Shoals” to kompozycja, która się rozkręca.

Do tego utworu również powstał teledysk. Uwagę trzeba ponownie zwrócić na „Speeda” i jego wybryki wokalne. Całość zaczyna się od spokojnego śpiewu wokalisty. Powoli zwiększa się tempo całej piosenki i spokojne dźwięki głosu Strida zmieniają się w growl.

„Full Moon Shoals” mógłby nieźle się spisać jako otwieracz koncertów, chociaż pojawił się dopiero jako czwarty na koncercie grupy w krakowskim klubie „Kwadrat” 20 stycznia 2019 roku. Kolejna zapowiedź pozytywnie mówiła o nadchodzącym wydawnictwie.

Dopiero „Stålfågel” zrobił większy szum.

Animowane teledyski zawsze robią większe zamieszanie niż zwykłe wideoklipy, chyba że są to filmowe arcydzieła. Szwedzki zespół z Helsingborga również dołączył do ciągle się poszerzającego grona wykonawców, które posiadają tego typu klipy do swoich utworów.

Jak potwierdzał w wywiadach wokalista grupy, zespół skupia się obecnie w głównej mierze na rozwoju. Ten teledysk jest czymś całkiem nowym od Soilwork. Na plus jest to, że grupa cały czas nas zaskakuje i potwierdza tym samym, że w ich głowach są nowe pomysły, równie świeże co 20 lat temu. Muzycznie utwór według mnie trochę nudniejszy niż wcześniejsze single.

Dobrej solówki doszukałem się w „The Wolves Are Back in Town”.

Dynamika i ciekawy rytm piosenki szybko wyróżnia piosenkę na tle innych kompozycji z jedenastego albumu Soilwork. Solówka w tym utworze była obecna, ale nie był to zbyt długi okres czasu. Trochę szkoda, bo brzmiała naprawdę nieźle i była tylko krótkim przerywnikiem pomiędzy kolejnymi częściami całości. Wokal Strida znowu zachwyca i dowodzi, że „Verkligheten” nie jest żadnym odgrzewanym kotletem, tylko prawdziwym nowym wydawnictwem z obozu Soilwork. Utwór jest wyjątkowy i zawsze będzie mi się miło kojarzył z tym wydawnictwem.

Po kilkukrotnym przesłuchaniu nowej płyty Soilwork na myśl przychodzi mi kilka prostych słów tj. „Speed” nie kłamał.

Muzycy Soilwork odrobili swoją lekcję po ostatnich, według niektórych krytyków, nieudanych albumach. Tą zmianę widać na wielu płaszczyznach. Zmiana na młodszego i mniej doświadczonego perkusistę nie wyszła na złe.

Nowy bębniarz gra na wysokim poziomie, którym widocznie nawiązuje do Dirka Verbeurena. Nowy producent tchnął w zespół nowe życie i sprawił, że wrócili z metalowych zaświatów. Wokal jest po prostu genialny i sprawia, że pieniądze same wyrywają się z portfela, aby kupić bilet.

Teraz pora na rzeczy, które mi się nie podobały lub po prostu mnie zawiodły. Pierwszą z nich jest okładka, która jest zbyt jasna i grzeczna. Być może oznacza to odrodzenie lub zmianę. Oprawa albumu zawiodła mnie i w żadnym stopniu nie mogła się równać z okładką np. ostatniej kompilacji grupy pt. „Death Resonance”.

Ogólnie płyta wydała mi się zbyt gładka i delikatna. Zabrakło trochę bezwzględnej brutalności, która po prostu była bardzo rzadko. Tą płytę można trochę określić jako idealne zwieńczenie ponad dwudziestoletniej kariery zespołu, chociaż mam nadzieję, że zespół jeszcze niejeden raz zachwyci mnie swoim bezkompromisowym graniem.

Soilwork - Verkligheten, 2019

Lista utworów:

1. Verkligheten
2. Arrival
3. Bleeder Despoiler
4. Full Moon Shoals
5. The Nurturing Glance
6. When The Universe Spoke
7. Stålfågel
8. The Wolves Are Back In Town
9. Witan
10. The Ageless Whisper
11. Needles And Kin
12. You Aquiver

Podobne artykuły

Twierdza trzyma się mocno, czyli recenzja płyty Kamelot – The Shadow Theory

Szymon Grzybowski

Recenzja: Crionics – N.O.I.R.

Tomasz Koza

Recenzja: Behemoth – The Satanist

Kinga Parapura

1 komentarz

Marcin 27 lutego 2019 at 08:37

Akurat okładkę uważam za genialną i dla niej kupiłem ten album.

Odpowiedz

Zostaw komentarz

Zostaw recenzję

  • Brzmienie
  • Kompozycje
  • Okładka
  • Ogólne wrażenia