Strona główna » Relacja: Brutal Assault XV, JAROMER (CZECHY) 12-14.08.2010
RELACJE

Relacja: Brutal Assault XV, JAROMER (CZECHY) 12-14.08.2010

11 sierpnia – środa

To już kolejny raz kiedy zawitaliśmy na Czeskiej ziemi. Niecierpliwi, spragnieni muzyki. Muzyki, którą miała nam dać XV już edycja festiwalu. Jak co roku – pełno gwiazd, debiutantów, ogrom ludzi i ogólne rozleniwienie. Jedyne co mieliśmy do roboty, to po prostu świetnie się bawić.

Jeżeli ktoś liczył, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, to się srodze przeliczył. W środę miało się odbyć powitalne “warm up party” – koncerty miały zacząć się w okolicach 17:00, jednakże nikt na scenie nie pojawił się, więc część rozczarowanej i zmęczonej gawiedzi rozeszła się do namiotów. Dopiero później dotarła informacja, że kapele, które miały wtedy pojawić się przed publiką uczestniczyły w wypadku samochodowym, a na ich miejsce wstawiono kilka Czeskich zespołów.

12 sierpnia – czwartek

Właściwa impreza rozpoczęła się dopiero w czwartek, chociaż atmosfera ciężko unosiła się w powietrzu już od środy. Pierwszą kapelą, którą planowałem obejrzeć, było Bonded By Blood. No ale czymże by był “Brutal Assault” bez niespodzianek! Występ Amerykańskiej grupy przełożony został na piątek, więc udaliśmy się w kierunku drugiej sceny, na której produkowali się Finowie z Rotten Sound. Zgodnie z oczekiwaniami – nie zawiedli. Dali iście piekielny i zalatujący ogniem show.

Pełni zachwytu oczekiwałem na The Black Dahlia Murder, którzy mieli pojawić się w okolicach 17:50. Amerykanie poczęstowali nasze uszy takimi kawałkami jak “What a Horrible Night to Have a Curse”, “Deathmask Divine”, “Necropolis” czy “Funeral Thirst”. Pojawiły się głosy, że niektórym dokuczał fakt, iż gitary były słabo nagłośnione. Ale i tak – na duży plus. Nadszedł czas na Obituary. Jakoś średnio mnie wciągnęło, ale patrząc na reakcję publiki, musiało być dobrze. Nie było widać żeby ktoś był zawiedziony.

O 20:00 na deski wkroczyli Francuzi z Gojira. Szkoda tutaj słów, położyli lud na kolana. Grali krótko, bo ledwie 45 minut, ale pozostawili za sobą jedynie zgliszcza i pozostałości po tym, co wcześniej było sceną. To był iście perfekcyjny koncert, pełen energii i pozbawiony niedociągnięć. Nieco później przyszedł czas na Brazylijczyków. Sepultura po raz kolejny udowodniła, że nie na darmo jest zespołem kultowym. Nawet ciężko nazwać to koncertem. To było prawdziwe misterium. Wszystko ze sobą idealnie współgrało i nie można się było do niczego przyczepić. A dodając do tego charyzmę wokalisty…

Nadszedł czas na gwiazdy wieczoru – Fear Factory oraz Children of Bodom. Cybermetalowcy z FF na początku nieco przynudzali, ale po tym drobnym potknięciu rozwinęli skrzydła i dali naprawdę solidny pokaz. Natomiast Finowie z CoB podzielili publiczność na dwa przeciwstawne obozy. Jedni byli zachwyceni i nie mogli zrozumieć drugiej grupy, która to krzywiła się z niesmakiem, mówiąc że to już nie jest ten zespół co kiedyś. No cóż, każdy ma swoje racje… Podobnie było z Gorgoroth. Czegoś w ich występie brakowało. Tutaj już wyraźnie było widać, że wewnętrzne kłótnie bardzo kapeli zaszkodziły, bo ich występ oceniony został jako bardziej niż średni.

13 sierpnia – piątek

Drugi dzień festiwalu rozpoczął się wyjątkowo wcześnie, a stało się to za sprawą Bleed From Within. Jednakże Brytyjczycy, pomimo wczesnej pory, zdołali zgromadzić sporą grupę słuchaczy. Zagrali krótki, ale bardzo energiczny koncert. Dobre opinie zebrał wokalista, który na koncercie wypadł równie dobrze, co na nagraniach studyjnych.

Nieco później przyszła pora na Bonded By Blood. Na pierwszy ogień poleciały debiutanckie przeboje – “Mind Pollution” i “Another Disease”. Podczas solówki “Immortal Life” wysiadła gitara, a w oczach wielu zgromadzonych pod sceną widać było żądzę mordu. Z pewnością wielu chciało krwawo zemścić się na osobie odpowiedzialnej za tą awarię.

Następnie czekał nas prawdziwy rarytas. Necrophagist pojawił się nieco wcześniej (kolejna festiwalowa niespodzianka), wskutek czego wielu ludzi, którzy na nich czekali, nie dotarli na czas. Ale ci, którym się udało, mogli nasycić się prawdziwie soczystą dawką morderczej muzyki. Było czego posłuchać!

W okolicach godziny 20:00 rozpoczął się koncert Amerykańskiej grupy Converge. To był zdecydowanie jeden z bardziej żywiołowych i ekspresyjnych występów na BA. Wokalista był tak rozemocjonowany, że cisnął mikrofonem w stronę publiczności. Jaki był tego efekt? Musiał sobie trochę poczekać na jego zwrot… Gwiazdą wieczoru byli Amerykanie z Cannibal Corpse. W tym miejscu można by użyć całego słownika języka polskiego nieliterackiego żeby opisać ich występ. Festiwalowa publiczność została po prostu zmiażdżona. Potęga i siła – nic więcej nie da się powiedzieć.

14 sierpnia – sobota

Ostatni dzień festiwalowych koncertów był dniem pod znakiem ulewnych deszczów. Ale pomimo przeszkód, typu przemoczone namioty, bluzy i śpiwory, występy trwały nadal. The Arusha Accord był kolejnym “koncertem” – szkoda tylko, że dźwiękowca. Tak cudnie pracował, że wokal był prawie niesłyszalny. Po 14 na scenie pojawili się Amerykanie z Origin. Mówiąc krótko – było dobrze. Momentami bardzo dobrze. Reakcje publiki wydawały się być raczej entuzjastyczne. Po tym krótkim, ale zadowalającym koncercie, udaliśmy się na Dying Fetus. Weszli na scenę, zrobili co swoje i zeszli. Dali doskonałe przedstawienie i pożegnali się z publiką. W końcu nadszedł ten moment. Zgromadzeni na polu koncertowym zastygli w oczekiwaniu, bo oto stanęli przed nimi Oni –Meshuggah. Oczywiście, jak na gwiazdę przystało, Szwedzi spóźnili się dość znacznie, ale swoim występem wyjaśnili to, że naprawdę zasłużyli na miano gwiazdy festiwalu. Rewelacyjne brzmienie i równie świetne wykonanie – tak pokrótce można opisać ich koncert. Po tej uczcie dla ucha, na koniec festiwalu, zaprezentowali się Hypocrisy. Grali około godziny, w trakcie której to zaprezentowali przekrój swojej twórczości, co zaowocowało koncertem na najwyższym poziomie.

Jaromer (Czechy), 12 – 14.08.2010

tekst: Dawid Makowski

zdjęcia: Tomasz Koza

 

Podobne artykuły

Relacja: Korpiklaani w Polsce, Gdańsk 10.04.2013

Tomasz Koza

Relacja: Dimmu Borgir w Polsce (Darkness Rebor Tour), Kraków – 08.10.2010

Tomasz Koza

Relacja: Soulfly, Lody Kong – Gdańsk, 16.06.2014

Tomasz Koza

Relacja: Nocny Kochanek, Zenek, Mescalero – Wrocław, 24.03.2017

Albert Markowicz

Relacja: Einar Selvik – Poznań 04.03.2017

Lena Knapik

Relacja: Me And That Man, Fertile Hump, Sasha Boole – Warszawa, 29.09.2017

Albert Markowicz

Zostaw komentarz