Strona główna » Relacja: Hirax w Polsce, Warszawa – 04.11.2011
RELACJE

Relacja: Hirax w Polsce, Warszawa – 04.11.2011

Amerykańska grupa Hirax przyleciała do Polski na trzy koncerty, pierwszy z nich odbył się w piątek 4 listopada w warszawskim klubie Progresja. Pozerkill 4Ever Tour 2011, bo tak została nazwana trasa, bardziej przypominało mini festiwal niż tradycyjny koncert. Na scenie, oprócz gwiazdy wieczoru, wspomnianej wcześniej grupy, oraz oczekiwanego przez wiele osób zespołu Assassin, pojawiły się także trzy młode, polskie formacje.

Pierwszą z nich był kielecki Brainwashed. Grupa ta istnieje od 2003 roku i słychać to w ich utworach – widać było, że muzycy już nie raz stawali przed publicznością, a grane utwory były wyjątkowo dopracowane. Na szczególną uwagę zasługiwał jeden z gitarzystów, którego wirtuozerska gra wynosiła zespół na muzyczne wyżyny. Barwa głosu wokalisty jest idealna do śpiewania thrash metalu – mocny, nieco chrapliwy głos, idealnie komponujący się z graną przez Brainwashed muzyką. Gdy rozejrzałam się po sali zobaczyłam, że wszystkie zgromadzone tam osoby, których było jeszcze niewiele, słuchają występu z wielkim zainteresowaniem, rytmicznie przytupując nogami i kiwając z aprobatą głowami. Te kilka utworów zagranych przez Brainwashed, znakomicie rozpoczęło wieczór.

Kolejną kapelą, która pojawiła się na scenie był stołeczny Rusted Brain. Ta bardzo młoda grupa, zarówno jeśli chodzi o wiek muzyków, jak i doświadczenie sceniczne, wypadła całkiem dobrze, chociaż z przykrością stwierdzam, że był to jeden ze słabszych występów podczas piątkowego koncertu. Niby wszystko było zagrane poprawnie i jak na thrash metal przystało, jednak w ich występie czegoś mi brakowało i chyba nie tylko mi sądząc po ilości ludzi, jaka zebrała się przy barze podczas tego 30-minutowego setu.

Ostatnią polską grupą tego wieczoru był zespół The Crossroads. Byłam niezwykle ciekawa ich występu, gdyż w zeszłym roku wydali całkiem niezły debiutancki album. Nie zawiodłam się. W wykonywanych utworach słychać było pasję. Muzycy grali bardzo dobrze, a wokalista z niezwykłym, głębokim głosem, przenosił słuchaczy i siebie w inny wymiar. Trzeba przyznać, że The Crossroads ma energię i potencjał i jeśli dobrze je wykorzysta, to za kilka lat może stać się bardzo cenionym zespołem na polskiej, a może i nie tylko, scenie thrashowej.

Po tych trzech, około półgodzinnych, występach naszych rodzimych kapel, nadszedł czas na zagraniczne gwiazdy. Jako pierwsza, na scenę wyszła niemiecka grupa Assassin. Od razu pojawiło się większe zainteresowanie koncertem i pod sceną zebrała się już liczna grupa fanów. Niestety osobiście nie rozumiem kultowości tego zespołu. Myślałam, że wysłuchanie utworów zagranych na żywo zmieni moje podejście do tej kapeli – tak się jednak nie stało. Po trzech, bądź czterech kawałkach byłam już zmęczona ich muzyką, która brzmiała dla mnie cały czas tak samo. Monotonia ta wynikała z jednostajnego, nieustającego – z konieczności unikania wulgaryzmów – “łojenia” gitar. Nawet wokal, czy to za sprawą złego nagłośnienia, czy stylu śpiewania, nie dodawał poszczególnym utworom różnorodności. Najważniejsze, że istnieją fani Assassin, którzy świetnie bawili się podczas tego koncertu. Przynajmniej wiadomo, że grupa nie na darmo się reaktywowała.

Po tym ponad godzinnym secie, gdy zaczęłam się zastanawiać co napiszę o dzisiejszym koncercie, do głowy przychodziły mi raczej same negatywne oceny. Nie pomagało nawet wspomnienie całkiem niezłych występów Brainwashed oraz The Crossroads. Na szczęście wieczór się jeszcze nie skończył i przede mną był jeszcze koncert gwiazdy Pozerkill 4Ever Tour.

Występ Hirax diametralnie zmienił moje zdanie na temat piątkowego wyjścia do Progresji. Koncert był świetny, porywający, pełen energii i widać było, że muzycy bawią się równie dobrze na scenie, co publiczność zgromadzona przed sceną. To było mocne uderzenie thrash metalu. Słyszałam już, że Hirax na koncertach jest fenomenalny i muszę przyznać, że ta ocena wcale nie była przesadzona. Fenomen ów polegał na połączeniu mocnego, surowego thrash metalu z niezwykłą swobodą muzyków i ich świetnym kontaktem z publicznością. To nie był wyłącznie koncert, to było show, które muzycy stworzyli między innymi przez takie triki jak granie na gitarze przez pocieranie jej strunami o głośniki, czy o struny drugiej gitary. Katon sprawił polskim fanom niezwykle miłą niespodziankę poprzez wyniesienie na scenę polskiej flagi. Pomachał nią przez parę minut, a następnie pocałował i schował z powrotem. Dało się odczuć, że darzy naszych krajan niezwykłą sympatią. Wspominał kwietniowy koncert w Katowicach, obiecał przyjechać w przyszłym roku z trasą promującą nowy album i na każdym kroku podkreślał wyjątkowość Polaków. Publiczność nie pozostała dłużna i przyjęła występ Hirax z podobną żarliwością, jak podczas wspomnianego już koncertu w Katowicach. Po występie Katon wyszedł do publiczności, aby rozdawać autografy i pozować do pamiątkowych zdjęć.

Podsumowując, warszawski koncert w ramach Pozerkill 4Ever Tour 2011 uważam za udany. Miał on moim zdaniem swoje słabsze muzycznie momenty, ale dobrze było posłuchać rozwijającej się polskiej sceny thrash metalowej, a występ samego Hirax przyćmił dłużący się i męczący set Assassin. Jeśli Katon wraz z zespołem zawita jeszcze do Polski – nie przegapcie tego, a zapewniam, że wyjdziecie z koncertu równie oczarowani jak ja.

Warszawa, 04.11.2011

tekst: Agnieszka Typiak

zdjęcia: Rafał Typiak

Podobne artykuły

Relacja: Agnostic Front, All For Nothing, Fight Them All, Dintojra – Wrocław, 13.07.2017

Albert Markowicz

Relacja: Dimmu Borgir w Polsce (Darkness Rebor Tour), Kraków – 08.10.2010

Tomasz Koza

Relacja: Hope, Down to the Heaven – Klub Latawiec, Będzin, 17.11.2018

Paweł Kurczonek

Udany powrót – relacja z Mystic Festival 2019 (Kraków, 25-26 VI)

Szymon Grzybowski

Relacja: Death Angel w Polsce (Sonic Retribution Tour 2011), Warszawa – 01.04.2011

Tomasz Koza

Relacja: Frontside (Rock ‘n’ roll Tour) – Gdańsk, 29.03.2014

Tomasz Koza

Zostaw komentarz

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!