Strona główna » Relacja: Doro w Polsce, Warszawa – 04.10.2011
RELACJE

Relacja: Doro w Polsce, Warszawa – 04.10.2011

To był po prostu wspaniały koncert! Ale zacznijmy od początku… Bramy Progresji otworzyły się punktualnie o 19:00 i do środka zaczął powoli wlewać się niewielki tłumek fanów. Niewielki, bo ludzi było może około czterdziestki, co jak na fakt, że za około dwie godziny ma zagrać Królowa Metalu, nie jest porażającą liczbą. Co prawda tak niewielka grupka ludzi ma też swoje dobre strony – można sobie spokojnie wypić piwo i zająć strategiczne miejsce pod sceną, co też uczyniłam.

Jako support Doro wystąpił włoski zespół Merendine (wcześniej grający pod nazwą Merendine Atomiche) – na scenę wkroczyły cztery postacie w maskach Guy’a Fawkes’a (bardziej znane jako maska V z filmu “V jak Vendetta”) rozpoczynając mocnym intro, które następnie przeszło w kawałek “The New Rebels”. O tej thrashowej grupie nic wcześniej nie słyszałam, podejrzewam, że tak jak i większość ludzi, która kupiła bilety. Prawdopodobnie właśnie ten fakt spowodował tak niską frekwencję na samym początku koncertu. Ci, którzy odpuścili sobie Merendine mogą tylko żałować! Włosi zagrali około 40-minutowy, elektryzujący set. Utwory, które można było usłyszeć pochodziły ze świeżutkiego krążka, zatytułowanego “New World Disorder”, który swoją drogą nabyłam zaraz po koncercie. Trochę dziwne, że Merendine są tak mało znani, wydali już cztery płyty studyjne i jeśli poprzednie krążki są tak samo niesamowite, jak ten najnowszy, to jest to zespół, który zasługuje na uznanie fanów gatunku.

Po Merendine przyszła kolej na gwiazdę tego wieczoru – Doro. Na rozpoczęcie występu trzeba było trochę poczekać, ale nie było to szczególnie dokuczliwe opóźnienie. Około 21:15 na scenę wkroczył Prezes Progresji i z nieukrywaną dumą, zapowiedział występ Doro Pesch. No i się zaczęło! Na tak wspaniałym koncercie nie byłam już dawno.

Doro swój występ rozpoczęła kawałkiem “Earthshaker Rock”. Tłum zaczął szaleć. Widać było, że nie tylko fani świetnie się bawią podczas koncertu. Muzycy oraz wokalistka również się nie oszczędzali, do tego stopnia, że po genialnej, kilkuminutowej solówce perkusista Johnny Dee spadł ze sceny. Na szczęście zarówno Dee jak i kilka bębnów, które poszły w ślad za pałkarzem, udało się w miarę szybko pozbierać bez uszczerbku dla ciągłości koncertu. Oprócz mocnych, pełnych energii kawałków nie zabrakło również bardziej melancholijnych utworów, jak chociażby kultowej ballady “Love Me In Black”, która w koncertowym wydaniu jeszcze bardziej chwytała za serce. Doro zaśpiewała także utwór “Egypt” ku czci nieodżałowanego Ronnie’ego James’a Dio, czym wprawiła publiczność w chwilę zadumy.

Muszę przyznać, że wszystkie zagrane utwory brzmiały równie dobrze, a czasem nawet lepiej, jak ich studyjne wersje. Perfekcyjna gra na gitarze w wykonaniu Luci Princiotta i Bas’a Maas’a (byłego gitarzysty After Forever), nadająca głębię gra charyzmatycznego basisty Nick’a Douglas’a oraz pełne energii rytmy wybijane przez Johnny’ego Dee, tworzyły idealne tło muzyczne dla mocnego wokalu Doro.

Cały zespół miał świetny kontakt z publicznością. Nie zabrakło krótkich wymian zdań między Doro i fanami, oraz uścisków rąk wyciąganych przez publiczność. Cały set trwał prawie dwie godziny, co musiało być dla Doro bardzo wyczerpujące z powodu męczącego ją przeziębienia. Gdy przyszedł czas na zejście ze sceny, Królowa Metalu postanowiła poświęcić swoim fanom jeszcze trochę czasu i pozostała aby rozdawać autografy. Szczególnie zaskoczył ją człowiek, który przyniósł ze sobą na koncert całą jej dyskografię na płytach winylowych. Ujęta tym faktem, podpisała każdą z nich.

To był prawdziwie niezapomniany koncert. Mam nadzieję, że Doro jeszcze kiedyś zawita do Polski, bo taki show i takie wykonanie kultowych przebojów chciałoby się oglądać i słuchać częściej.

Warszawa, 04.10.2011

tekst: Agnieszka Typiak

zdjęcia: Rafał Typiak

Podobne artykuły

Ogień w kotle czarownic – relacja z koncertu Rammstein, Chorzów 24 lipca

Mateusz Lip

Relacja: Hope, Down to the Heaven – Klub Latawiec, Będzin, 17.11.2018

Paweł Kurczonek

Relacja: Caliban, Suicide Silence, Any Given Day, To The Rats And Wolves – Wrocław 11.12.2016

Albert Markowicz

Relacja: Swedish Empire Tour: Sabaton, Eluveitie oraz Wisdom, Kraków 03.03.2013

Tomasz Koza

Relacja: Gaahls Wyrd, Tribulation, UADA i Idle Hands – Klub Proxima, Warszawa, 06.03.2019

Dominika Kudła

Relacja: Wardruna, Kaunan – Zabrze, 19.10.2017

Tomasz Koza

Zostaw komentarz

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!