RELACJE

Udany powrót – relacja z Mystic Festival 2019 (Kraków, 25-26 VI)

Mystic Festival wrócił po 12 latach i bez większych głosów sprzeciwu można chyba stwierdzić, że była to nie tylko udana, ale również potrzebna impreza – polscy fani metalu zasługują na duży festiwal swojej ulubionej muzyki. Organizatorom udało się zmontować bardzo przyzwoity i różnorodny skład, pod innymi względami również wielkich zgrzytów nie było, co nie oznacza, że pewnych kwestii nie można było przygotować lepiej lub inaczej. Tak w wielkim skrócie można podsumować Mystic Festival, który w dniach 25-26 czerwca zorganizowano w Krakowie. Po szczegóły zapraszam do relacji.

Dobrze, że wrócił – historia Mystic Festival

Zanim przejdę do meritum, chciałbym jednak uprzedzić, że jeśli ktokolwiek spodziewa się szczegółowego meldunku z każdego występu, pewnie się rozczaruje.

Przede wszystkim dlatego, że fizyczną niemożliwością było oglądanie każdego występu, a nie chcę ściemniać i pisać o koncertach, których nie widziałem. Po drugie wydaje mi się, że muzyka na żywo jest najważniejszym, ale na pewno niejedynym czynnikiem, który wpływa na satysfakcję uczestników festiwali. O muzyce będę pisał dużo, ale na pewno nie z kronikarską dokładnością – podzielę się raczej impresjami na temat poszczególnych artystów, niektórym poświęcę więcej uwagi, o innych tylko wspomnę. Zaczynamy!

Mystic Festival 2019

Główną sceną Mystic Festivalu była Tauron Arena

Na parkingu od strony ulicy Lema ulokowana została najmniejsza scena o nazwie Shrine, po drugiej stronie hali, przy Parku Lotników Polskich stanęła scena Park. Przed imprezą wiele osób zastanawiało się, jak będzie wyglądać przemieszczanie się między kolejnymi arenami, zwłaszcza że bardzo często koncerty zazębiały się, a dodatkowo nawet między headlinerami poszczególnych scen, nie było w ogóle przerw. Przykładowo pierwszego dnia In Flames kończyło swój występ na scenie Park o 23:00, a o tej samej godzinie wewnątrz hali zaczynał grać Slipknot. To jedna z pierwszych rzeczy, które irytowały fanów – wystarczyło dać im 5-10 minut przerwy, aby bez przeszkód mogli poruszać się między scenami bez utraty choćby jednego dźwięku.

Slipknot na Mystic Festival 2019
Slipknot na Mystic Festival 2019

Samo przemieszczanie się od sceny do sceny było bowiem bardzo sprawne, nawet wejście na płytę czy trybuny Tauron Areny wymagały zaledwie kilku minut. Wracają do wspomnianego In Flames – dali świetny, bardzo energetyczny występ, który został bardzo entuzjastycznie przyjęty, ale mniej więcej 20 minut przed jego końcem nastąpił prawdziwy exodus ludzi spod sceny, którzy chcieli mieć pewność, że zdążą na Slipknot. W praktyce okazało się, że koncert największej gwiazdy festiwalu opóźnił się o kilkanaście minut, więc utrata kilku ostatnich utworów In Flames okazała się zupełnie niepotrzebna.

Sam występ zamaskowanych Amerykanów nie zostawił jednak żadnych wątpliwości, że to właśnie oni byli największym magnesem przyciągającym ludzi na Mystic Fetival. Najlepiej świadczyć może o tym frekwencja – prawie do końca wypełniona płyta i w dużej mierze trybuny.

Slipknot na scenie Mystic Festival 2019
Slipknot na scenie Mystic Festival 2019

Slipknot zagrał pełnowymiarowy set na Mystic Festival

Mniej-więcej 90 minut i naprawdę do samego show czy repertuaru trudno się przyczepić. Niektórzy narzekali natomiast na nagłośnienie – w komentarzach po występie pojawiały się opinie, że trochę przesadzono z głośnością, przez to ginęła selektywność, a uszy fanów zderzał się z prawdziwą ścianą dźwięku. Na pewno jednak nie był to źle nagłośniony koncert, po prostu mogło być trochę lepiej.

Skoro już mowa o headlinerach, trudno nie odnieść wrażenia, że Slipknot był jedyną gwiazdą pierwszej wielkości

Dwa zespoły, które miały przyciągnąć fanów na drugi dzień festu, z całą pewnością nie miały już takiej siły rażenia, a frekwencja 26 czerwca była wyraźnie niższa. Dość powiedzieć, że na występie Sabatona płyta była wypełniona może w połowie. Podobnie sprawa wyglądała z Within Temptation. Można próbować podejść do tego optymistycznie i powiedzieć, że ludzi było dużo, ale po występach „swojego” headlinera, nie byli zainteresowani już tym drugim. Tak chyba jednak nie było. Jak na scenie zaprezentowały się Sabaton i Withtin Temptation?

Sabaton na Mystic Festival 2019
Sabaton na scenie Mystic Festival 2019

Sabaton to zespół, który budzi skrajne emocje

Jeśli jesteś hejterem tego zespołu, to musisz wiedzieć, że koncert był gówniany, ich muzyka jest gówniana, a fani Sabatona są upośledzeni (nie zapomnij wrzucić w komentarzu memów!). Jeśli natomiast jesteś fanatykiem – musisz wiedzieć, że Sabaton to koncertowy mesjasz i ich show na Mystic Festival był doznaniem mistycznym, najlepszy koncert ever!

No dobra, żarty na bok, w rzeczywistości trzeba oddać Sabatonowi, że przygotował bardzo bogate show – z pirotechniką i ciekawą scenografią (perkusista siedział… na czołgu). Dodatkowo zespół zawsze nawiązuje fajną relację z publicznością, więc dla postronnych osób z całą pewnością był to bardzo ciekawy koncert.

Muzycznie zespół zaprezentował setlistę w stylu „The best of…” z obowiązkowym „40:1” (na ten utwór czekali naprawdę wszyscy, a po jego odegraniu pewna część osób z płyty… wyszła). Odnoszę jednak wrażenie, że mimo wszystko styl Sabatona jest dość specyficzny i nawet duży koncert nieprzekonanych nie przekona. Ja nadal nie jestem fanem.

Within Temptation zaprezentowało się wcześniej na głównej scenie festiwalu

Również było widać, że jest to zespół, który ma grupę bardzo wiernych i oddanych fanów. Członkowie oficjalnego fanklubu przygotowali nawet dla muzyków specjalny upominek. Muzycznie i wizualnie Within Temptation zaprezentowało się interesująco – zespół był świetnie nagłośniony, a głos Sharon den Adel robi piorunujące wrażenie. Dodatkowo pojawiła się pirotechnika i wizualizacje. Wśród osób na płycie było widać takie, które przyszły tylko z ciekawości, ale szybko przyłączyły się do zabawy – to chyba najlepsza recenzja.

Within Temptation na Mystic Festival 2019
Within Temptation na Mystic Festival 2019

Było o gwiazdach dużej sceny, więc może dla odmiany teraz trochę o tych „mniejszych”

Pierwszego dnia absolutną rewelacją najmniejszej sceny, czyli Shrine było Power Trip. Amerykańscy thrasherzy grali w naprawdę ekstremalnych warunkach, ale ich muzyka dosłownie porwała – co prawda dość niewielka, ale gotową na wszystko – grupę słuchaczy.

Power Trip na Mystic Festival 2019
Power Trip na Mystic Festival 2019

Drugiego dnia podobnie rewelacyjnie zaprezentowali się muzycy z dość podobnej bajki, czyli Municipal Waste. Taka prosta i szczera muzyka wciąż ma duże wzięcie. Do podobnej kategorii wrzuciłbym jeszcze występ Hatebreed. Zespół w pełnym słońcu w prawdopodobnie najgorętszym dniu w roku (było wtedy pewnie ze 36 stopni Celsjusza) zachęcił do robienia awantury pod sceną naprawdę imponującą grupę fanów. Patrzyłem z przerażeniem, jak przy lejącym się z nieba żarze, mosh pit rozpędzał się coraz bardziej. W normalnych warunkach skończyłoby się to na ofiarach śmiertelnych, na festiwalu metalowym wszystko skończyło się dobrze.

Skoro już jesteśmy przy warunkach atmosferycznych, trzeba powiedzieć, że o ile pierwszy dzień był w miarę znośny, o tyle drugi był prawdziwym piekłem. Ukojenie przynosiło wejście do hali na płytę – tam klimatyzacja działała na pełnych obrotach i było bardzo przyjemnie. Wielki plus dla organizatorów, że dla osób stojących przy barierkach donoszona była woda. Problemem były natomiast inne napoje (czytaj – piwo). 12 złotych za sikowatą barwioną wodę to gruba przesada. W niektórych punktach gastronomicznych dostępne było też piwo kraftowe (butelka – 15 złotych), ale tak na dobrą sprawę skończyło się już pierwszego dnia. Zresztą niedoszacowanie pewnych kwestii było dużym problemem organizacyjnym.

Za mało było punktów gastronomicznych

Jeśli ktoś chciał zjeść zapiekankę w jakości „dworzec w Olkuszu”, mógł dostać ją w miarę szybko, ale jeśli ktoś chciał skorzystać z foodtrucków z ciekawszym menu, musiał uzbroić się w cierpliwość – było raptem kilka szamowozów, więc siłą rzeczy, do każdego tworzyła się duża kolejka.

Największą wtopą był jednak merch na Mystic Festival

Wielkie ukłony dla organizatora, że zaproponował koszulki i inne gadżety w naprawdę fajnych cenach (t-shirt za 60 zł), ale właściwie już pierwszego dnia wszystko się wyprzedało. Ludzie stali w naprawdę długich kolejkach (sam stałem przez cały występ Powerwolf – czyli ponad godzinę, notabene koncert bardzo dobrze przyjęty przez fanów i naprawdę warto było go posłuchać i pooglądać), by już przy ladzie dowiedzieć się, że właściwie został jeden czy dwa wzory w rozmiarach albo na krasnala, albo na zapaśnika sumo. Na drugi dzień próbowano ratować sytuację, rzucając przygotowaną na szybko serię białych koszulek z czarnym printem, ale te nie cieszyły się już takim zainteresowaniem. Do poprawy w przyszłym roku.

Powerwolf na Mystic Festival 2019
Powerwolf na Mystic Festival 2019

Bardzo ważnym aspektem takiej imprezy powinno być nagłośnienie

Obie sceny pod gołym niebem zabrzmiały bardzo dobrze. Czystą przyjemnością był występ Kinga Diamonda – brzmienie było przepotężne, ale zarazem czyste. Zresztą sam występ „szalonego Duńczyka” to dla mnie top 3 festiwalu. Wszystko zagrało, jak trzeba – repertuar, groteskowa scenografia, dopisała publiczność, a mikrofon z uchwytem w kształcie krzyża z ludzkich kości był przewspaniały!

King Diamond na Mystic Festival 2019
King Diamond na Mystic Festival 2019

Podobnie potężnie zabrzmiał już wewnątrz hali Testament – dla mnie był to również jeden z najważniejszych artystów w całym line-upie. Szkoda, że dostał tylko godzinę. Drugiego dnia bardzo dobrze wypadło Trivium – nie tylko zagrali fajny koncert, ale również nawiązali kontakt z fanami i bez trudu zachęcali ich do zabawy. Dla odmiany trochę problemów z brzmieniem było przy Amon Amarth – sam występ jednak wręcz oblegany, a płyta była naprawdę mocno wypełniona. Słowianin-wiking dwa bratanki.

Testament na Mystic Festival 2019
Testament na Mystic Festival 2019

Z dużym zainteresowaniem poszedłem na koncert Batushki (Hej, śmieszki! To jest ten czas, kiedy trzeba zapytać „Która Batushka?). Pomyślałem, że może w związku z konfliktem, pojawi się jakiś odzew ze strony fanów. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Sam występ zorganizowano na najmniejszej scenie. Scenografia była dość bogata, ale sam występ nie zrobił na mnie większego wrażenia – raczej przerost formy nad treścią. Zresztą spora grupa osób odeszła spod sceny dość szybko, aby pójść na występ In Flames.

Batushka na Mystic Festival 2019
Batushka na Mystic Festival 2019

Na koniec kilka luźnych uwag o niektórych zespołach

Jinjer otwierał festiwal na dużej scenie i przyciągnął naprawdę bardzo dużą grupę fanów. Nic dziwnego, że już zapowiedziano dwa klubowe koncerty w Polsce. Na słowa uznania zasługuje Tatiana Shmailyuk, która na scenie jest prawdziwym wulkanem energii.

Black metal przy zachodzącym słońcu zaproponował słuchaczom Emperor

Norweska legenda, pomimo niesprzyjających warunków, dała naprawdę ciekawe show. Niesłabnącą popularnością cieszy się w Polsce Soulfly, ale czy kogokolwiek powinno to dziwić? Zabawa przy „Prophecy”, „Back to the primitive”, czy „Jumpdafuckup” po prostu musi być dobra. „Heartwork” zespołu Carcass na żywo brzmi zjawiskowo, a pionierzy europejskiego death metalu są w świetnej formie. Possessed z prawdopodobnie nieśmiertelnym Jeffem Becerrą zachwyciło fanów, a utwory z pierwszej od 33 lat płyty zabrzmiały na żywo równie dobrze, jak klasyki z lat 80. Na żywo widziałem jeszcze Eluveitie, Omnium Gatherum i Vltimas – trudno mi je jednak ocenić, bo albo słuchałem zbyt krótko, albo nie znam na tyle twórczości, żebym mógł napisać więcej, niż tylko, że było ok.

Mystic Fest

Organizatorzy Mystic Festival chcą, aby impreza stała się czymś więcej niż lokalnym festiwalem…

…i mocno zaznaczała swoją obecność na europejskiej mapie letnich wydarzeń metalowych. Biorąc pod uwagę naprawdę zauważalnie dużą liczbę obcokrajowców, już pierwsza po reaktywacji edycja zwróciła uwagę fanów ciężkich brzmień nie tylko z Polski.

Bardzo dobrze, że Mystic kuje żelazo, póki gorące i od razu zapowiada przyszłoroczną edycję. Ta ma odbyć się w dniach 10-11 czerwca również w Krakowie, ale całkowicie pod gołym niebem – na terenie Muzeum Lotnictwa Polskiego. Biorąc pod uwagę to, co zobaczyłem i czego doświadczyłem na Mystic Festival 2019, w przyszłym roku również się tam pojawię.

Fot. i filmy: Szymon Grzybowski i Tomasz Koza; MetalNews.pl

Podobne artykuły

Relacja: DevilDriver 21.06.2010 – Kraków, Loch Ness

Tomasz Koza

Relacja: Nowa Ewangelia Tour – Katowice, Mega Club 2009

Tomasz Koza

Relacja: Amon Amarth, Hypnos, Sinful Carrion – Gdańsk, 25.04.2014

Tomasz Koza

9 komentarzy

Arek 28 czerwca 2019 at 16:51

To chyba byłem na innym festiwalu. Testament od lat jest uważany za zespół zwyczajnie fatalnie nagłaśniany. Nawet wielcy fani (ja takim nie jestem) chwilami mają problem z odróżnieniem kawałków. Było głośno, to fakt ale wiecej hałasu niż jakości. Ich inżynier dźwięku powinien iść do więzienia. Amon Amarth mial problemy z brzmieniem? Ciekawe. Nigdy nie przesłuchałem żadnej płyty tej ekipy, nigdy nie obejrzałem w całości żadnego koncertu.Dlatego też bez wielkich emocji zasiadłem do koncertu, głownie żeby uciec prze skwarem. I zostałem pozytywnie zaskoczony. To był najlepiej nagłośniony koncert tego festiwalu. Twórczość mnie nie powala, ale brzmienie i realizacja dzwięku są ich mocną stroną.

I tylko na koniec. Za bilet zapłaciłem 559 zł (jesli mnie pamięć nie myli) i naprawdę żenadą organizatora było piwo i jego cena.Zdarzyło mi się, że Pani nie miała pojęcia o tym co robi. Płacę 12 zł a Pani leje mi wodę, czystą WODE, ja patrzę na Panią, Pani na mnie i wtedy podbiega ktoś inny i mowi, musisz odkręcić jeszcze ten kurek…i dolała trochę piwa.NIe mogłem w to uwierzyć chyba do tego stopnia, ze zapłaciłem. To nawet nie smakowało jak piwo. Jakas woda bez gazu.To było jedyne piwo kupione na tym festiwalu. Dzięki BOGU, ze tuż obok była Żabka.Co za żenujący spektakl! Innymi fajerwerkami była np cena wody. 8 zł za 0,5 l. I tu pytanie. Dlaczego przy zakupie wody czy coli zabierali zakrętki? To wzbudzało powszechną irytację. Kwestia finansowa?Ze niby cena wysoka bo CI Pani odkreci wodę?Niech odkręca ale niech odda nakrętke. Z rozmów festiwalowych wiem, ze przemycanie nakrętek było głownym grzechem festiwalowych maniaków. Niech wlewają w przyszłości wodę do kubków i nikt nie będzie wzdychał ale zabieranie nakrętek jest ocieraniem się o śmieszność.

Brawa jednak za skład.Każdy mógł znaleźć muzę dla siebie. Naprawdę markowe i uznane kapele. Gdyby nie straszna wieś z jedzeniem, piwem czy nakrętkami to nie byłoby na co narzekać.

Odpowiedz
Szymon Grzybowski
Szymon Grzybowski 28 czerwca 2019 at 18:10

Hej! Dzięki za komentarz! Co do Testamentu to trudno mi się zgodzić z tą opinią. Na Mysticu zabrzmieli, w mojej ocenie, bardzo dobrze. Zresztą na koncercie w Progresji w 2017 roku też było bardzo dobrze. Co do Amon Amarth, no cóż, nie będę się spierał, może moje ucho zawiodło, ale coś mi nie zagrało w ich występie. Historia z piwem i smutna i śmieszna zarazem. Co do nakrętek, nie chcę być rzecznikiem organizatora, ale to powszechna praktyka, że sprzedaje się butelki plastikowe bez korków. Spotkałem się z tym na wielu koncertach. Z “przemytem” korków również 🙂

Odpowiedz
Łukasz 30 czerwca 2019 at 14:03

W pełni się zgadzam, jak dla mnie Testament to była ściana, ledwo co byłem w stanie wyłapać głos wokalisty. To był według mnie najgorzej nagłośniony występ na całym festiwalu. Za to Amon Amarth pokazał klasę, mimo, że miałem miejsca siedzące, dosyć z boku sceny, tak idealnie wszystko słyszałem, nawet każdą gitarkę z osobna. I do tego te show z ogniami i walką na miecze, to było coś pięknego :).

Odpowiedz
Arek 28 czerwca 2019 at 19:13

Może gdyby nie to,ze z nieba sączyło się jadowite słońce to zakrętki bylyby mniejszym problemem. To takie oczywiste,ze chce sie wziąć wode i dobić za chwile gdzies pod sceną…

A odbiór muzyki zawsze jest subiektywna kwestia.Nigdy nie zrozumiem powszechnej ekscytacji kapelami Powerwolf czy Sabaton.Te kapele powinny być zakazane😀Cenie sobie jednak ich obecnosc,bo to zawsze okazja by isc do toalety czy do wspomnianej Zabki.Na koncert Sabatonu nie poszedlem z obawy,ze ktos zrobi zdjecie i bedzie wstyd przez cale lata😀 Mnie na Mystic sciągnąl Emperor i Vltimas z Vincentem w kapeluszu😀

Odpowiedz
Daro 30 czerwca 2019 at 14:05

Zgadzam się całkowicie ze zdaniem Arka, podczas występu Testament byłem na trybunach i ścianą dźwięku, która tam docierał skutecznie uniemożliwiała rozpoznanie kawałków nawet zagorzałym fanom kapeli, nie jest to tylko moje zdanie ale całej ekipy, którą na festiwal dotarliśmy. Trochę lepiej było podczas koncertu Slipknot, natomiast też daleko od ideału. Trivium w drugim dniu postanowiłem już obejrzeć z płyty mimo pewnych kłopotów z dostaniem się na nią (czerwona opaska miejsce siedzące) i była to słuszna decyzja. Zaraz po wejściu na płytę Matthew przebiegł tuż obok mnie, tak rozpoczęty koncert nie mógł być słaby. Brzmienie, kontakt z publiką i świetna set lista, było rewelacyjnie. Wydaje mi się, że decyzja o zorganizowaniu festiwalu w przyszłym roku pod gołym niebem nie jest przypadkowa wszak zespoły grające w tym roku na scenach zewnętrznych nie miały takich problemów brzmieniowych. Na przykład brak Kinga Diamonda na głównej scenie okazał się super rozwiązaniem to samo In In Flames, po prostu na zewnątrz zabrzmiało to genialnie. Podsumowując mimo pewnych problemów dla mnie festiwal udany, chętnie wrócę w przyszłym roku.

Odpowiedz
Piotr 2 lipca 2019 at 23:48

Smerfy nie piją soku z gumijagód…

Odpowiedz
Szymon Grzybowski
Szymon Grzybowski 3 lipca 2019 at 08:31

To celowa nieścisłość.

Odpowiedz
Sebastian 3 lipca 2019 at 13:19

Ja tylko odnośnie piwa – w sekcji gastronomicznej sprzedawano “normalne ” piwo z nalewka – Tyskie 5,5% i Kozel ciemny i jasny (Kozel zdecydowanie smaczniejszy). Na samym koncercie nie można sprzedawać piwa więcej niż 3,5% – ze względu na przepisy o imprezach masowych. Wie to każdy koncertowicz. Wiec jeśli miało się ochotę na zwykłe piwo za 12 zl wystarczyło iść do strefy gastronomicznej przed sceną parkową. 🙂 pozdrawiam

Odpowiedz
Sebastian 3 lipca 2019 at 13:21

Ps. można było mieć własne butelki z filtrem lub bez filtra i nalewać sobie wodę z kranu w obiekcie – do czego zachęcał nawet sam organizator przed koncertem 🙂 Cena wody oczywiście przegięta – chociaż ja piłem z kranu 🙂

Odpowiedz

Zostaw komentarz