Metallica… zaczęła się na “Kill ‘Em All” – 35-lecie wydania albumu

“Kill ‘Em All” nie jest najlepszą płytą Metalliki. Na “Kill ‘Em All” nie wykrystalizował się również styl zespołu. Nie jest także ani najważniejszą pozycją w dyskografii, ani też tą, która osiągnęła największy sukces komercyjny. Do dziś trwają też spory, czy faktycznie jest pierwszą thrash metalową płytą w dziejach, bo i w tym aspekcie pełnej zgody w środowisku nie ma. O co więc tyle zamieszania z tym “Kill ‘Em All”? Chyba o to, że w dni wydania tego albumu – 25 lipca 1983 roku, dokładnie 35 lat temu, narodziła się legenda. W końcu… Metallica zaczęła się na “Kill ‘Em All“.

Metallica – jedni z wielu.

Gdyby zbadać liczbę zespołów rockowych i metalowych na kilometr kwadratowy, miejscem i czasem, które z pewnością wyróżniałyby się gęstością takich tworów, byłaby Kalifornia pierwszej połowy lat 80. Każdy nastolatek chciał tam grać w kapeli, wielu założyło swoje bandy, kilku zagrało nawet jakieś koncerty, ale tylko nieliczni doszli do sukcesu. Metallica była więc jednym zespołem z wielu. Gdyby spytać ich wtedy, co chcą osiągnąć z pewnością w najodważniejszych marzeniach, nie przewidzieliby, tego, co ostatecznie dokonali. James i Lars, bo to oni byli głównymi sprawcami powstania Metalliki, byli wówczas zwykłymi zbuntowanymi dzieciakami w długich włosach, podartych jeansach, którzy totalnie zafiksowali się na granie metalu

Wyprzedaż w sklepie EMP Shop

Metal szybszy, ostrzejszy bardziej zadziorny.

Skład Metalliki, który miał największy wpływ na ostateczny kształt “Kill ‘Em All”, czyli Hetfield, Ulrich, Mustaine, Burton wykrystalizował się w 1982 roku. I już wtedy nie można było powiedzieć, że Metallica było po prostu kolejną kapelą. Zdobywała coraz większą, choć wciąż lokalną popularność, a jej muzyka była szybsza i ostrzejsza niż zwykło się wtedy grać. Miała w sobie dużo brudu i zadziorności, ale jednocześnie również szlachetnie metalową precyzję grania i energię. Kapela zarówno na scenie, jak i poza nią to był żywioł, a każdy z muzyków, swoją osobowością odciskał piętno na stylu.

Wycofany jeszcze wówczas Hetfield już wtedy zdradzał zadatki na najlepszego gitarzystę rytmicznego w historii – jego precyzja i tempo były po prostu szokujące Ulrich, który wybitnym muzykiem nigdy nie był, zwracał uwagę swoją ekspresją, a poza sceną stanowił prawdziwą skarbnicę wiedzy na temat muzyki. Hippis Burton zawsze żył w swoim świecie, grał na basie absolutnie w poprzek wszelkich ówczesnych kanonów i wcale nie uważał, że basista musi pokornie podbijać tylko partie gitary. No i był jeszcze Mustaine. Największy ananas z nich wszystkich. Należy mu się osobny akapit.

Dave Mustaine i jego wkład w “Kill ‘Em All”.

Dave Mustaine to piekielnie utalentowany gitarzysta – jego riffy, pomysłowość, melodie to czysta metalowa poezja. Na początku swojej kariery był może jeszcze trochę nieociosany, ale wielki dar, którym został obdarzony, słycać było od razu. Obok tego był jednak arogantem, megalomanem i egoistą. Jeśli doda się do tego słabość do używek, otrzymuje się przepis na bombę atomową instant. I taki właśnie był Dave – nieobliczalny, w swoich najlepszych momentach tworzył muzykę niepowtarzalną i wyjątkową, w swoich najgorszych – wszczynał burdy, bijatyki i zrażał do siebie wszystkich wokół.

Jego wkład w „Kill’em All” jest jednak niepodważalny. Jego nazwisko widnieje przy 4 z 10 kompozycji na tym albumie, ale prawdę mówiąc, jego wpływ był chyba większy. Słychać to, zwłaszcza w konfrontacji z debiutanckim albumem „Megadeth”. Niemniej jednak nawet lubiący ostro zabalować, pozostali członkowie Metalliki uznali, że miarka się przebrała. Okoliczności, w których Dave został posłany na zieloną trawkę trudno uznać za eleganckie. Zwolniono go dokładnie na miesiąc przed rozpoczęciem nagrywania. Nowo przyjęty do zespołu Kirk Hammett właściwie tylko odtworzył partie Mustaine’a, dodając bardzo niewiele od siebie. Dave odchodząc, miał przez zaciśnięte zęby wybełkotać tylko, że nie pozwala na użycie choćby jednego dźwięku, który napisał na potrzeby Metalliki. Pozostali oczywiście tego nie posłuchali.

Tanie płyty CD, winyle, DVD rock i metal

Nagrywanie „Kill’em All” – zespół nie miał nic do gadania.

W 1983 roku przyszedł najwyższy czas na nagranie debiutanckiego albumu Metalliki. Nie było to jednak łatwe, bo nie wszyscy wydawcy i promotorzy rozumieli muzykę, którą grała kapela i nawet jeśli byli chętni na nagranie, mniej skorzy byli do sfinansowania go. Rękę do zespołu wyciągnął Jon Zazula, właściciel sklepu z płytami na wschodnim wybrzeżu USA. Metallica tak przypadłą mu do gustu, że postanowił założyć własną wytwórnię płytową „Megaforce Records”, aby wydać ich płytę. Pieniądze na ten interes wziął… ze sprzedaży demówki Metalliki „No Life ‘Til Leather”, której kopie zespół osobiście mu wręczył. Perpetuum Mobile.

„Kill’em All” było nagrywane dokładnie 13 dni i doprowadziło niemal do bankructwa Zazuli. Koszt nagrania i miksu wyniósł bowiem aż 15 tysięcy dolarów, głównie ze względu na to, że brzmienie albumu wielokrotnie poprawiano, bo niezadowolony by z niego właściciel wytwórni. Ostateczny kształt album nabrał praktycznie bez obecności muzyków. Ich ówczesna pozycja sprawiała jednak, że jedyne co mogli zrobić, to zacisnąć zęby i zgodzić się na wszystko. Bój został stoczony również o tytuł, bo członkowie Metalliki chcieli nazwać swoją debiutancką płytę… „Metal Up Your Ass”. Z oczywistych względów wydawca, odwodził ich od tego. Ostatecznie stanęło na „Kill’em All”, które z perspektywy czasu brzmi zdecydowanie mocniej i bardziej wymownie niż gówniarska i pretensjonalna propozycja zespołu.

Długa droga do sukcesu.

Omawianie zawartości „Kill’em All” jest właściwie zbyteczne. Obecnie to absolutne abecadło metalu. Album klasyczny, którego wartości nie podważają nawet najzagorzalsi hejterzy zespołu. W swoim czasie było to najszybszy i najostrzejszy album metalowy na świecie, to wtedy zaczęto mówić też o metalu ekstremalnym. Dziś to ekstremum jest przesunięte jeszcze dalej. Sukces jednak nie przyszedł szybko, a album doceniono w pełni tak naprawdę dopiero wtedy, gdy Metallika była gwiazdą metalu. Najlepiej świadczyć o tym może sprzedaż płyty.

W 1983 roku krążek znalazł 17 tysięcy nabywców w USA, co wstydu debiutantom w żaden sposób nie przynosi, ale trudno uznać to za sukces. Kiedy jednak Metallika stała się wielkim zespołem i zaczęła zdobywać złote i platynowe płyty za album „Master of Puppets”, wznowiono debiut, który tym razem znalazł liczniejsze grono odbiorców. Obecnie szacuje się, że na świecie rozeszło się około 7 milionów kopii „Kill’em All” z czego mniej więcej połowa w Stanach Zjednoczonych. O sukcesie albumu nie powinny świadczyć jednak tylko suche liczby, ale również to, jak utwory na nim zawarte żyją i są odbierane przez fanów. Jeśli spojrzeć w taki sposób, trzeba stwierdzić, że sympatycy Metalliki po prostu kochają „Kill’em All”. Wystarczy zobaczyć ich reakcję, gdy usłyszą na koncercie pierwsze dźwięki „Motorbreath” czy „Seek And Destroy”.

KOMENTARZE

  • Dude
    26 lipca 2018 | 10:00
    Link

    Fajne są artykuły tego typu. Chcemy wincyj!

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *