Strona główna » Odkrywczy XXI-wieczny metal? Slipknot! – 15 rocznica wydania „Vol. 3: (The Subliminal Verses)”
SPECJALNE

Odkrywczy XXI-wieczny metal? Slipknot! – 15 rocznica wydania „Vol. 3: (The Subliminal Verses)”




„Rock is dead”, „Metal is dead” – takie stwierdzenia w pewnym momencie zaczęły pojawiać się tak często, że przestały kogolowiek dziwić. Trudno znaleźć wywiad z jakimś muzykiem, w którym nie padnie pytanie o żywotność jednego z tych dwóch typów muzyki. Każdy ma swoje zdanie, ale wszyscy mogą przyznać, że XXI wiek nie sprzyja rozwojowi muzyki metalowej. Wpływa na to wiele czynników. Cały czas patrzymy na starych wyjadaczy, którzy albo się wypalili albo im się po prostu nie chce dalej tworzyć.

Drugim aspektem jest to, że bardzo trudno jest przebić się do „czołówki” wykonawców mocnego grania. Z roku na rok coraz mniej młodych artystów dostaje się do tego wąskiego grona, które przyciąga tysiące fanów na koncerty.

Zupełnie inna sytuacja była w momencie powstawania pierwszych grup metalowych, kiedy ludzie powoli zaczęli odchodzić od rock’n’rolla i obserwować dokonania m.in. Black Sabbath i Led Zeppelin.

Reasumując chciałbym podkreślić, że przebić się poprzez te klasyczne grupy jest niezmiernie trudno, ale pewnej grupie udało się, i do dzisiaj są w „czołówce”. Mowa tu o Slipknot, który powstało w 1995 roku.

Dzisiaj obchodzimy rocznicę wydania ich trzeciego albumu

„Vol. 3: (The Subliminal Verses)” pojawiło się na półkach sklepowych 25 maja 2004 roku. Po następcy „Slipknot” i „Iowa” dużo się spodziewano. Jednak droga do wydania tej płyty wcale nie była usłana różami. Jednym z najważniejszych problemów zespołu był poważny problem alkoholowy wokalisty, Corey’a Taylora. W swoich tekstach często wspominał o swoim uzależnieniu i próbach samobójczych.

Taylor należy do osób, które edukują innych przed tym straszliwym nałogiem. Nie boi się wypowiadać publicznie na temat najciemniejszych rozdziałów w swoim życiu. Corey często w wywiadach opowiada o tym, jak alkohol zniszczył jego losy:

Próbowałem skoczyć z ósmego piętra z Hyatt na Sunset Boulevard 14 listopada 2003 roku. Jednak powstrzymała mnie moja żona. To nie był pierwszy raz, gdy próbowałem się zabić.

Corey Taylor

Wychodzenie z nałogu również nie należało do prostych:

Pierwszy rok, w którym byłem trzeźwy był prawdopodobnie najgorszym rokiem mojego życia. Mój układ odpornościowy był skręcony i zniszczony. Całkowicie się odizolowałem. Cały czas byłem słaby. Nie wiedziałem, kim jestem. Czasami określasz siebie poprzez swoje wady, a ja byłem typem imprezowicza, który zawsze był w stanie wyjść i walnąć kilka shotów. Nagle byłem zmuszony dowiedzieć się kim jestem bez tego, co było bardzo trudne. Odepchnąłem moją żonę na chwilę, byłem naprawdę samolubny i zimny.

Corey Taylor

Slipknot ujawnia tytuł nadchodzącej płyty, okładkę, listę utworów, nowy klip i maski

Powstały obawy, czy album kiedykolwiek powstanie

Oprócz problemów prywatnych Corey’a Taylora, pojawiła się masa innych kłopotów, które stanęły na drodze ku powstaniu „Vol. 3: (The Subliminal Verses)”. A ich nazwy to: Stone Sour, To My Surprise oraz Murderdolls. Kilka osób z dziewięcioosobowego składu Slipknot postanowiło zająć się nowymi projektami. W 2000 roku Taylor reaktywował swój stary zespół – Stone Sour, z którym występuje do dziś.

Nagrywanie „Vol. 3: (The Subliminal Verses)” przypadło na okres, który był pomiędzy wydaniem debiutanckiej płyty tej grupy, a wydaniem drugiej pt. „Come What(ever) May”. Jak wiadomo taki czas jest zawsze związany z dużo większą aktywnością koncertową. W 2002 i 2003 Stone Sour zagrało w sumie ponad 100 występów.

To My Surprise było grupą, która nie zdobyła zbyt dużego rozgłosu.

Wydali tylko jeden album pt. „To My Surprise” w 2003 roku. W tym zespole występował perkusista Slipknot – Shawn „Clown” Crahan. A Joey Jordison występował wtedy w Murderdolls, czyli zespole wykonującym muzykę z pogranicza heavy metalu i horror punka.

W okresie 2002 – 2004 grupa promowała swój debiut – „Beyond the Valley of the Murderdolls”. Było to związane w częstymi koncertami, które objęły znacznie większy teren niż te w wykonaniu Stone Sour. Ci drudzy grali tylko na rodzimym amerykańskim kontynencie, a Murderdolls wystąpiło w m.in. Japonii, Australii i Wielkiej Brytanii.

Slipknot, zdjęcie promocyjne
Slipknot, zdjęcie promocyjne „Vol. 3: (The Subliminal Verses)”. Fot. MusicRadar

Maski, czyli znak rozpoznawczy Slipknot

Czy ktoś sobie wyobraża tych dziewięciu muzyków, wychodzących na scenę ubranych „zwyczajnie”? Osobiście nie posiadam aż tak rozbudowanej wyobraźni. Członkowie Slipknot od początku działalności zakrywali swoje twarze ciekawymi maskami. Rocznica wydania „Vol. 3: (The Subliminal Verses)” jest dobrą okazją, aby przypomnieć sobie maski zespołu z tego okresu.

Corey Taylor tym razem postawił na rozpuszczone włosy i maskę przedstawiającą obdartą skórę.

Bardzo to pasuje do całego przekazu płyty i okresu, który towarzyszył jej nagrywaniu. Trzecie wydawnictwo Slipknot jest bardzo intymne i w wielu miejscach odnosi się do trudnych przeżyć wokalisty. Ogólnie na albumie znajdziemy zarówno miejsca wolne i spokojne, ale zarazem głośne i szalone. Z całą pewnością jest to świadomy zabieg i ma na celu ukazanie, jak bardzo niepoukładane jest życie osoby uzależnionej.

Mick Thomson, gitarzysta Slipknot, nie poszalał.

Jego maska nie została zbytnio zmieniona. Widać lekkie poprawki, ale widać, że nie ma tutaj nic ciekawego. Od czasów debiutanckiego albumu, Thomson nosił tego typu zakrycie, ale jednocześnie je ulepszał.

Jim Root

Podobnie jak Thomson, nie zmienił zbyt wiele, ale dalej wygląda równie przerażająco, co przy okazji promocji „Iowa”. Od zawsze maski tego muzyka wydawały mi się bardzo intrygujące i tajemnicze. Nie ma jasnego wytłumaczenia, co przedstawiają, i dlaczego. Można to sobie zostawić dla własnej oceny.

Craig Jones od zawsze był moim ulubieńcem, jeśli chodzi o design maski.

Gwoździe w jego głowie trochę się wydłużyły i w 2004 roku wyglądały zdecydowanie najlepiej. Gdy pierwszy raz zobaczyłem zdjęcie członków Slipknot, to od razu w głowie pojawiło się pytanie: „Co on, do cholery, ma na głowie?”. W sumie to pytanie dręczy mnie po dziś dzień, ale jakoś z tym żyję.

Twarz Sida Wilsona była zasłaniana na różne sposoby.

Na pierwszym wydawnictwie była to zwykła maska gazowa, a później przybrała kształt czaszki. Na „Vol. 3: (The Subliminal Verses)” na głowie miał pełnoprawną twarz kościotrupa. Ten to dopiero nie lubi monotonii.

Groźny klaun, czyli Shawn Crahan, tym razem trochę ucierpiał.

Bandaże na jego facjacie to potwierdzają. W masce wyróżnia się również duży czerwony nos, którego nie sposób nie zauważyć. Muzyk w tej odsłonie wyglądał jak niebezpieczny seryjny morderca, i tak miało być.

Chris Fehn

Czyli na obecną chwilę były perkusista Slipknot, nie zmienił zbyt wiele w swojej masce. Jedyną widoczną zmianą jest nadanie jej trochę czerwonawej barwy. Nie zabrakło charakterystycznego długiego nosa i zamkniętych na zamek ust.

Paul Gray tym razem założył bardziej ludzką twarz w porównaniu do tych z poprzednich lat.

Wcześniej widywaliśmy go ze świńskim ryjem, a podczas promocji „Vol. 3: (The Subliminal Verses)” postawił na „ciuch” w stylu Hannibala Lectera. Na masce można dostrzec również dziurę po wystrzelonej kuli.

Joey Jordison wyglądał ponownie, jakby ktoś wyciągnął go z kapeli black metalowej.

Idealnie podsumował długotrwałe grania w maskach: „Bardzo trudno jest grać w maskach na scenie. Czujesz się czasami, jakbyś był w piekle.”

W 2005 roku na rynku pojawiło się specjalne wydanie tego dzieła

Na drugim dysku znalazło się 8 utworów. Fani byli bardzo zadowoleni z dwóch utworów, które wcześniej tylko ukazały się na singlach. Były to „Don’t Get Close”, które po raz pierwszy usłyszeliśmy na stronie B singla „Duality” i „Scream”, które wcześniej ukazało się na „Vermilion”. Oprócz tych dwóch piosenek, na specjalnym wydaniu znalazły się 4 wersje live utworów; dwie z „Vol. 3: (The Subliminal Verses)” oraz dwie z „Iowa”. Ponadto dostaliśmy wydłużoną wersję „Danger – Keep Away” oraz remix „Vermilion”.

Slipknot – gwiazda metalu XXI wieku

Wyróżniają się na scenie, tworzą interesującą i ciekawą muzykę, są muzycznymi geniuszami. Ten album był mocno przesiąknięty emocjami i trudno znaleźć moment, gdzie znajdziemy coś wtórnego. Pełna profeska. Często zdarza się, że mieszanie utworami mocniejszymi i wolniejszymi kończy się źle, a tutaj wszystko było poukładane jak w układance. Za każdym razem, gdy słucham tej płyty gęsia skórka od razu pojawia się. Coś niesamowitego.

Podobne artykuły

Ten magnes przyciąga czy odpycha? 10. rocznica wydania „Death Magnetic” Metalliki

Szymon Grzybowski

Konkurs dla prawdziwych wikingów, wygraj bilety na koncert Amon Amarth!

Tomasz Koza

Koniec romansu z NWoBHM – 35. rocznica wydania „Defenders of the Faith” Judas Priest

Szymon Grzybowski

10 popowych hitów w wersji rockmetal (część 1)

Paweł Kurczonek

Dobrze, że wrócił – historia Mystic Festival

Szymon Grzybowski

Czas odświeżyć kolekcję Megadeth – poznaj wznowione wydania „The World Needs a Hero” i „The System Has Failed”

Szymon Grzybowski

Zostaw komentarz