Rootwater wywiad
Strona główna » Wywiad: Filip “Heinrich” Hałucha (Rootwater)
WYWIADY

Wywiad: Filip “Heinrich” Hałucha (Rootwater)

 


UWAGA! Wywiad archiwalny. Data dodania (patrz wyżej) nie jest datą oryginalnej publikacji!


Grzegorz Żurek: Witam i gratuluje świetnej ostatniej płyty “Visionism”. Na początek jednak chciałbym spytać dlaczego akurat gitara basowa? Co skłoniło Cię do sięgnięcia po ten akurat instrument?

Filip “Heinrich” Hałucha: Wszystko odbyło się bardzo typowo, dołączyłem do zespołu w którym było już wszystko oprócz basu. Potem poleciało z górki i zawsze byłem postrzegany jako basista więc innej “roboty” nikt mi nie proponował…

Grzegorz Żurek: Czy pamiętasz swoją pierwszą gitarę? Długo wytrzymała?

Filip “Heinrich” Hałucha: Pierwsza gitara to był jakiś pseudo klasyczny wynalazek produkcji ZSRR potem gitara elektroakustyczna firmy “Defil” (obie nieudolnie przerabiane na bas i obie rozwaliłem rytualnie o drzewo). Pierwszym prawdziwym basem była “Jolana” model “Iris”. Grałem na niej dwa lata i sprzedałem z czasem za jakieś śmieszne pieniądze. Najbardziej żałuje case’u, który był w kształcie trumny a to był rok 95′ i o żadnych “Coffin Cases” nikt wtedy jeszcze nie słyszał.

Grzegorz Żurek: Obecnie jakiego wyposażenia używasz w studiu i na koncertach?

Filip “Heinrich” Hałucha: I w studiu i na koncertach set mam dokładnie taki sam: Gitary to mój customowy Mayones Slogan 5 i BcRich Bernardo 5. Wzmacniacze to od dawna Ampeg’i, wcześniej model B4R teraz SVT6Pro, kolumna Ampeg SVT810E classic. Cała siła w preamp’ach u mnie jest to Sansamp RBI, MXR M80 i BBE sonic maximizer 362. Spięte są tak że MXR jest przed Ampeg’iem a Sansamp i BBE w pętli efektów. Na koncertach dodatkowo używam systemu bezprzewodowego Mipro i tunera.

Grzegorz Żurek:Ile czasu w ciągu dnia poświęcasz na ćwiczenia gry na instrumencie?

Filip “Heinrich” Hałucha: (śmiech) Kiedyś potrafiłem grać bez przerwy po 5 godzin dziennie z przerwami na obiad. Potem zaczęło się życie, praca, dziewczyna, obowiązki i w efekcie teraz mam system 30 minutowy. Przez pięć minut rozgrzewam rękę a potem gram bardzo szybkie przebiegi. Nie ma to na celu rozwoju techniki a jedynie ćwiczenie mięśni żeby ręka “nie zapomniała” co już umie. Może to błąd ale jak na razie nie jestem zawodowym muzykiem i nie żyje z muzyki, dlatego też wychodzę z założenia że to co już potrafię musi mi wystarczyć… Inaczej sprawa wygląda gdy intensywnie robię z jednym z moich zespołów nowy materiał, wtedy praktycznie gram non stop.

Grzegorz Żurek: W wywiadach często podkreślacie, że pierwotny materiał przygotowany na “Visionism” trafił do kosza. Jak to jest? Całość została wyrzucona, czy jednak dawne szkice zachowały się w jakiś nutkach na nowej płycie?

Filip “Heinrich” Hałucha: “Visionism” powstawał w bardzo trudnych dla nas warunkach. Każdy z nas okupił tą płytę ciężką pracą mnóstwem wyrzeczeń i nerwów. Nie będę przybliżał szczegółów jednak pamiętam taką sytuację. Sala prób trzech gości: Maciek Seba i ja trzy miesiące do wydania płyty. Nie ma okładki, nie ma tekstów nie ma muzyki (ta co jest jest słabą kontynuacją “Limbic System”) Problemy ze składem i dużo osobistych. – i co robimy ? – dobra odcinamy wszystko co za nami i robimy wszystko od początku… W między czasie jako pierwszy na Visionism powstał kawałek “Under The Mask” którego intro było zwiastunem filmowych raportów z postępów w pracach i który przez “flirt” z elektroniką być może wyznaczył kierunek nowej płyty. Poza tym poprzedni RWR to było pięciu innych facetów, inny drive, emocje, patrzenie na muzykę i pomysł na siebie. Po tych wszystkich problemach chcieliśmy odpocząć od pieczołowicie ucieranych wcześniej schematów i zrobić coś kompletnie innego. Nic ze starego materiału nie przeszło wszystko zrobiliśmy od nowa.

Grzegorz Żurek: Jak doszło do Waszej współpracy z Ukraińcami z Haydamaky, i jak wspominasz współpracę z nimi?

Filip “Heinrich” Hałucha: Sprawę pilotował Seba i Taff jak ograniczyłem się do nagrania ich instrumentów w naszym studio. Praca z nimi to sama przyjemność. Z racji mojego bardzo konkretnego podejścia do pracy od muzyków wymagam bardzo dużo a oni zwyczajnie onieśmielili mnie swoim warsztatem, wyczuciem wiedzą muzyczną i przede wszystkim zrozumieniem zagadnienia jakim jest muzyka metalowa bo przecież oni mimo wszystko to inna bajka.

Grzegorz Żurek: Który z muzyków skomponował najwięcej materiału na “Visionism”, i ile trwały pracę nad tą płytą?

Filip “Heinrich” Hałucha: Muzyka to 50 na 50 Seba i ja z wyjątkiem ballady którą w całości przyniósł Maciek. Seba ma bardziej słowiańsko epickie pomysły i jego kawałki to np. tytułowy “Visionism”, “Haydamaka” czy “Closer” ale potrafi też industrialnie np: “The ministry”. Ja jestem bardziej konserwatywno metalowy i jest to np: “Intro/Venture”, “Living In The Cage”, “Under The Mask” czy “Steiner”. Tak czy inaczej nie można mówić że ktoś zrobił od początku do końca jakąś piosenkę. Co prawda w związku z brakiem perkusisty płyta powstała na komputerach w domu, jednak potem przynosiliśmy pomysły do studia i ładowaliśmy je do naszego głównego komputera. Tam pracowaliśmy nad nimi wspólnie i dopiero wtedy nabierały ostatecznego kształtu. Potem gdy pojawił się Paweł musieliśmy jeszcze raz zrewidować wszystko na nowo z żywym perkusistą. Proces od pomysłu do wejścia do studia trwał około 3 miesiące.

Grzegorz Żurek: Możesz przybliżyć powód odejścia Truonga z zespołu? I jak trafiliście na Gregora?

Filip “Heinrich” Hałucha: Z Michałem było tak że nie do końca rozumieliśmy się stylistycznie. My chcieliśmy zrobić mocniejszy album bardziej metalowy a Michał zawsze był bardziej “rockowy”. Aktualnie Michał gra w zespole funkowym i chyba dobrze się bawi. Na Grześka trafiliśmy klasycznie – w skutek poszukiwań perkusisty i po przesłuchaniu chyba ze 20 garowych i braku jakiejkolwiek nadziei przyszedł koleś i… zagrał. Nie jest typowym perkusistą metalowym nie gra np. blastów ale ma ogromny warsztat wiedzę muzyczną do tego idealnie wpasował się w zespół. Zaimponował nam tym że nie gadał bzdur tylko bez zbędnych ceremonii zwyczajnie usiadł za zestawem i zmasakrował nas swoimi umiejętnościami.

Grzegorz Żurek: Muzyka Rootwater jest muzyką wolną od ram stylistycznych. Czy są jednak granice, których wiecie że nigdy nie przekroczycie przy pisaniu muzyki?

Filip “Heinrich” Hałucha: Granice hmm… założyliśmy sobie na samym początku że chcemy robić coś wartościowego i nie bać się eksperymentów. Zaczęło się od folku teraz jest elektronika i nie wiadomo co przyniesie przyszłość. Na pewno z racji tego że jesteśmy bardzo świadomi technologicznie mamy swoje studio nagrań i dużo pracujemy w środowisku audio będzie to owocowało w różnego rodzaju nowości może płyta w 5.1? Co do stylistyki nigdy nie zrobimy albumu Disco lub Country. Nie znaczy że wcale – czemu nie? Lecz nie pod szyldem Rootwater.

Grzegorz Żurek: Kto wpadł na pomysł, by na “Visionism” bardziej niż z folkiem poromansować z elektroniką, samplami?

Filip “Heinrich” Hałucha: Nie pamiętam samo jakoś wyszło, jak wcześniej pisałem być może inspirował “Under The Mask”. A może dlatego że zbiegło się to z tym że bardzo mocno zaczęliśmy interesować się technologią studyjną. Instrumenty VST, Sample, preampy, odsłuchy, stoły, mikrofony i ukochany Logic pro 8 – wpadliśmy w to jak w nowe nie dostępne dla nas dotychczas rejony i chcieliśmy mieć wszystko na raz. Prowadziło to również do komicznych sytuacji powstały kawałki np. techno z kobzą ukulele, wyjące stare baby i blasty… Musieliśmy bardzo uważać bo granica między fajnym smaczkiem a kiczem jest bardzo cienka…

Grzegorz Żurek: Czemu we wkładce do “Visionism” zamiast pełnych tekstów są tylko kawałki liryków?

Filip “Heinrich” Hałucha: To pomysł Maćka i Seby w porozumieniu z Michałem Karczem który jest autorem grafik. Chodziło o to żeby zachować dużo przestrzeni czystość i przejrzystość jego prac. Zabieg ten spowodował że ludzie jeszcze bardziej się tym zainteresowali.

Grzegorz Żurek: Rootwater jest niebywałym konglomeratem wyjątkowych osobowości. Jaką muzykę lubią poszczególni członkowie grupy? W czym ostatnio zasłuchuje się Heinrich?

Filip “Heinrich” Hałucha: Jesteśmy muzykantami i fanami muzyki. Każdy słucha bardzo różnej i często skrajnej nuty. Maciek jest fanem Mike’a Pathona, folku spod znaku Hedningarna czy Kroke ale potrafi “relaksować się” przy Antigama , Seba to chodząca encyklopedia metalu, rocka, industrialnych hałasów i szumu wiatru… Gregor wniósł do zespołu trochę świeżości z za oceanu np. Disturbed. Ja zasłuchuję się w scenie francuskiej, jestem wielkim fanem Gojira a ostatnio non stop katuję Hacride. Valeo to black metalowiec lubujący się w gitarzystach klasycznych.

Grzegorz Żurek: Chodzą słuchy o trasie na późnej jesieni… Możesz przybliżyć już jakieś szczegóły?

Filip “Heinrich” Hałucha: Zagramy w kilkunastu miastach, w chwili obecnej cały czas dochodzą nowe miejsca. Kilka koncertów zagramy w roli Hedlinera a kilka rozgrzejemy. Na kilku pojawi się zespół Blidead. Co do szczegółów planujemy nową oprawę sceniczną ale jeszcze za wcześnie aby o tym pisać…

Grzegorz Żurek: Jakie masz wrażenia po pierwszych koncertach w nowym składzie?

Filip “Heinrich” Hałucha: Najważniejsze dla mnie (i dla każdego zespołu rockowego) jest mieć w składzie możliwie najlepszego perkusistę. Podczas gdy frontman zajmuję się i zawiaduje publicznością perkusista trzyma zespół w ryzach – tak jak on zagra tak zagra band. Dotychczas udawało mi się i pracowałem z świetnymi muzykami. Dlatego poszukiwania perkusisty były koszmarem i wojną nerwów. Jakie wrażenia? Pewnie źle to zabrzmi ale czuję, że Gregor bardzo szybko i bez krępacji zasiądzie na piedestale tych “najlepszych” na naszym podwórku. Na jesieni będzie to mógł udowodnić i z pewnością to zrobi… Valeo to stary wyga i niejednokrotnie udowadniał co potrafi. Jestem spokojny i pewny tych zawodników, gdy wychodzę na dechy nie muszę się oglądać czy wszystko ok i wreszcie spokojnie mogę robić swoje…

Grzegorz Żurek: Są jakieś plany uderzenia innych rynków niż tylko Polski? Powiedzmy sobie szczerze – muzyka Rootwater stoi na światowym poziomie.

Filip “Heinrich” Hałucha: Tak naprawdę nigdy wcześniej jakoś nie zależało nam żeby “podbijać świat” bo świetnie bawimy się w naszej piaskownicy. Faktem jest że przy okazji Limbic wysyłaliśmy płyty za granicę ale nie było w tym z naszej strony żadnej napinki czy nadziei na odzew. Przy Visionism było trochę więcej parcia na wysyłkę poszło tego więcej i wszystko cały czas “dojrzewa”. Co z tego wyniknie zobaczymy, jedno jest już pewne że w 2010 jedziemy w zagraniczną trasę…

Grzegorz Żurek: Będzie jakiś klip promujący “Visionism”?

Filip “Heinrich” Hałucha: Plany są ale jak na razie Rootwater więcej nas kosztuje niż dla nas zarabia tak więc musimy trochę pograć żeby było za co kręcić. Nie chcemy żeby była to budżetowa produkcja nagrana na VHS a jakość niestety kosztuje… Klip na pewno będzie.

Grzegorz Żurek: Jaki jest Heinrich prywatnie?

Filip “Heinrich” Hałucha: (śmiech) Nudny, przeraźliwie okropnie nudny…

Grzegorz Żurek: Nie mogę odpuścić tego pytania – prosto z mostu – czy dane nam będzie usłyszeć jeszcze jakiś nowy materiał Vesanii?

Filip “Heinrich” Hałucha: Cóż słyszę to pytanie średnio raz w tygodniu… Zawsze odpowiadam: – mam nadzieję…

Grzegorz Żurek: Ostatnie słowa dla fanów należą do Ciebie. Do zobaczenia na koncercie w Częstochowie i ogromne dzięki za wywiad.

Filip “Heinrich” Hałucha: Dzięki za poświęconą chwilę i co tu gadać – Fanie i Fanowie zapraszam na koncerty!

Podobne artykuły

Steve Tucker: „Gadać o „Ilud Divinum Insanus” to trochę tak, jakby gadać ze swoją dziewczyną o jej byłym…” (wywiad)

Agata Laszuk

Kaganek metalowej oświaty – wywiad z Tomaszem Barszczem, organizatorem Summer Dying Loud

Szymon Grzybowski

Wywiad: Tom “King Ov Hell” Cato Visnes (Ov Hell)

Tomasz Koza

Maciej Korczak (Drown My Day): “Większość dzisiejszych produkcji metalcore’owych jest przesłodzonych”

Bartłomiej Pasiak

Wywiad: Dariusz “Daray” Brzozowski (Dimmu Borgir)

Tomasz Koza

Geezer Butler (Black Sabbath): “Metallica czy Anthrax powołali się na nas jako na inspirację.”

Dominika Kudła

Zostaw komentarz

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!