Wywiad: Paolo Gregoletto (Trivium)


Z Paolo Gregoletto, basistą Trivium, spotkałem się na dolnym pokładzie zespołowego autokaru, zaparkowanego nieopodal warszawskiej Progresji, chwilę przed jedynym w tym roku polskim (jak się później okazało – rewelacyjnym) koncertem grupy.

Rozmawialiśmy m.in. o nowej płycie „The Sin and the Sentence”, poprzednich wizytach w Polsce oraz o presji, jaka towarzyszy młodemu muzykowi, z góry obwołanemu największą nadzieją światowego metalu.

Kiedy wszedłem do pojazdu, moim oczom ukazało się luksusowe wnętrze oraz siedzący przy stoliku na skórzanym fotelu muzyk. Z racji tego, że czasu było mało, a nad wszystkim czuwał bardzo serdeczny ale i skrupulatny tour manager, od razu zabrałem się do działania. Widać było, że Paolo to profesjonalista i bardzo doświadczony zawodnik, bowiem na pytania odpowiadał szybko oraz zwięźle i sprawiał wrażenie człowieka, którego trudno jest czymś zaskoczyć.

Zapis wywiadu z Paolo Gregoletto, basistą Trivium możecie przeczytać poniżej.


Albert: Jesteście właśnie na trasie promującej nowy album, moim zdaniem, waszą najlepszą płytę od czasów „In Waves”.

Paolo: Dziękuję bardzo!

Albert: Płytę mocniejszą, pełną growli i bardziej agresywną od „Silence in the Snow”. Skąd powrót do takiego brzmienia? Czyżbyście poczuli na nowo potrzebę krzyku?

Paolo: Rozmawialiśmy o tym między sobą już podczas poprzedniej trasy. Chcieliśmy, żeby te elementy wróciły z powrotem do naszego brzmienia. Matt uczył się na nowo techniki krzyku. Udoskonalał ją na koncertach, zaczęliśmy też ponownie myśleć o tym w kontekście pisania nowych kawałków. Chcieliśmy zabrzmieć mocniej niż większość zespołów grających melodyjną muzykę, a jednocześnie być bardziej melodyjni, niż te naprawdę ciężkie zespoły. Tak mogę opisać to, co siedziało nam w głowach.

Wiesz, tak żeby skacząc w circle pit, móc jednocześnie śpiewać. Dobrze nam się pracowało. Czterech kumpli w sali prób robiących swoje, nie kombinujących przesadnie, nie próbujących brzmieć jak jakieś inne zespoły. Tak to z grubsza wyglądało.

Albert: Macie też nowego perkusistę, Alexa Benta, który jest znakomity…

Paolo: Tak, jest fantastyczny!

Albert: Powiedz, gdzie go znaleźliście i dlaczego tak często dochodzi w zespole do rotacji na stanowisku bębniarza? Wasza trójka trzyma się cały czas razem, a perkusiści co chwila się zmieniają.

Paolo: Tak, popełniliśmy w przeszłości kilka błędów związanych z ludźmi, których wybieraliśmy. Wynikały one z tego, że decyzje podejmowaliśmy będąc w trasie, nie myśląc nad tym od podstaw. Wcześniej, Alex nie był dostępny, koncertował z Battlecross. Kiedy tylko sytuacja ta uległa zmianie, wiedzieliśmy, że będzie to odpowiednia osoba na to stanowisko. Potrzebowaliśmy kogoś, kto wykaże się zaangażowaniem, przywiązaniem do zespołu i rzetelnością, osoby stabilnej i bez problemów z narkotykami.

Trivium – The Sin and the Sentence limitowana edycja

Albert: Jak wszyscy dobrze wiemy, nie jest to wasza pierwsza wizyta w Polsce. Odwiedzacie nas praktycznie podczas każdej trasy – w zeszłym roku graliście na przykład na Woodstocku. Co najbardziej zapamiętałeś z poprzednich wizyt w naszym kraju?

Paolo: Każdy koncert w Polsce jest bardzo intensywny. Publiczność jest bardzo wierna naszemu zespołowi, widać, że generalnie Polacy kochają muzykę. Nawet gdy w początkach naszej kariery, podczas naszej pierwszej trasy, graliśmy dla 15 osób, byliśmy dobrze odbierani. Cudownie jest patrzeć jak nasza publiczność tutaj ciągle rośnie, a wraz z nią energia, jaką odbieramy od fanów.

Albert: Niektóre fragmenty waszych utworów wydają się być bardzo skomplikowane pod kątem technicznym, przynajmniej dla mnie. Które kawałki najtrudniej gra wam się na żywo?

Paolo: Hmm, weźmy na przykład „Inception of the End”, z płyty „In Waves”. Nie jest to może najtrudniejszy numer do zagrania kiedy siedzisz sobie w pokoju. Natomiast na scenie, podczas koncertu, jest to jeden z tych kawałków, przy których musisz być maksymalnie skoncentrowany. Wiesz, generalnie, musisz być bardzo dobrze przygotowany do trasy, jeżeli chcesz co wieczór grać tego typu piosenki. Dlatego cały czas ćwiczymy. Nawet najtrudniejsze utwory da się wykonać na żywo.

Występowanie przed publicznością jest czymś zupełnie innym od grania w domu. Mówiąc ogólnie, najtrudniejsze są te najszybsze numery, kluczowe w takim przypadku jest to, aby wszystko było w punkt, aby było dobrze zsynchronizowane. Robimy wszystko co możemy, żeby brzmieć perfekcyjnie każdego wieczoru.

EMP Shop

Albert: A jakie są wasze nie – metalowe muzyczne inspiracje? Jaką muzykę można na co dzień usłyszeć tutaj w tym autobusie?

Paolo: W autobusie raczej nie puszczamy muzyki, każdy korzysta głównie ze swoich słuchawek. Ja lubię różne rzeczy. Lubię posłuchać sobie hip-hopu, jestem na bieżąco z nowościami ze świata popu. Nie mam czegoś konkretnego, co napędza mnie do działania, muzyka po prostu sprawia mi przyjemność.

Mając Spotify mogę słuchać czego tylko chcę. Jak mam ochotę na przykład na muzykę klasyczną, to wybieram jedną z playlist i sprawdzam to, co tam akurat wypadnie. Oczywiście, rock i metal od zawsze był tym, co najbardziej popychało mnie do tworzenia własnej muzyki. Taki już jestem, to mi najbardziej pasuje. Ciężkie brzmienia cały czas stanowią jakieś 90% tego, co słucham na co dzień.

Albert: Na koniec, cofnijmy się na chwilę do przeszłości. Kiedy zaczynaliście, wielu fanów oraz dziennikarzy muzycznych bardzo szybko obwołało was „nową Metalliką”, następcami legend, najbardziej utalentowaną młodą grupą, itd. Z jednej strony, miało to z pewnością swoje plusy – była to chociażby świetna promocja – z drugiej jednak, musiało to nakładać na was strasznie dużą presję, i to w momencie, w którym byliście bardzo młodzi. Jak teraz, z perspektywy doświadczonego muzyka, patrzysz na tamte czasy i na cały ten zgiełk jaki wam wówczas towarzyszył?

Paolo: Tak jak mówisz, była to swojego rodzaju broń obosieczna. Faktycznie miało to swoje dobre, jak i złe strony. Ja osobiście przyjmuje to jako komplement, że ludzie pozwalali sobie na takie porównania. Patrząc na to teraz, wydaje mi się, że te wszystkie oczekiwania były od początku mocno nierealistyczne.

Nikt nie jest „drugim kimś”, będziesz tym, kim jesteś. Jeżeli cały czas myślisz przede wszystkim o takich rzeczach jak sprzedaż twojego albumu, to nie tędy droga. Musimy być sobą, musimy nagrywać własną muzykę. Jesteśmy Trivium i jeżeli nie dobijemy nigdy do wyników i osiągnięć Metalliki, to nie będzie to porażką. Próba sprostania tego typu wygórowanym oczekiwaniom na siłę nie jest dobra dla sztuki i muzyki. Nie można myśleć o sobie: „jak ja to zrobię, aby stać się wielkim, w jaki sposób mogę stać się tym jedynym?!”.

Nie ma żadnej nowej Metalliki, nie ma nowego Led Zeppelin czy nowych Beatlesów, rób swoją muzę i spraw, aby twoi fani byli zadowoleni. Kiedy zrozumiesz, że to co robisz ma sens i ludziom to się podoba, po prostu rób to dalej i próbuj być coraz lepszy. Zobaczysz, że sprawi to że poczujesz się lepiej.

Osobiście czuję, że obecnie tworzę lepszą muzykę niż kiedyś, bo nie myślę o takich głupotach. Chcę wymyślać nowe rzeczy, chcę grać taką muzykę, której Metallica już nie zagra. Wiesz, to mój ukochany zespół, ich ostatnia płyta rządzi, ale czemu miałbym chcieć być nimi? Chcę, żeby to członkowie Metalliki słuchając Trivium myśleli: „wow, to jest zajebiste! Ci kolesie potrafią pisać świetne riffy!”.

Albert: Super, dziękuję bardzo za rozmowę. Nie mogę doczekać się występu!

Paolo: Dzięki, gwarantuję ci, że się nie zawiedziesz! (nie zawiodłem – przyp. red.)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *