Image default
WYWIADY

Powerwolf: Jesteśmy uzależnieni od Iron Maiden i tak chcemy komponować (wywiad)


Na ponad miesiąc przed premierą nowej płyty zespołu Powerwolf, czyli „Sacrament of Sin” miałem przyjemność porozmawiać z klawiszowcem, Falkiem Marią Schlagelem na temat tego wydawnictwa. Trzeba od razu powiedzieć, że jest to niesłuchanie wdzięczny temat, bo płyta może zaskoczyć fanów na przykład pierwszą w dorobku zespołu balladą, ale również odrobiną… death metalowego stylu. Jakie są oczekiwania zespołu wobec tej płyty? Jak ważny jest dla nich sukces komercyjny? Na jaką mszę zapraszają w Polsce? Zapraszam do lektury!

Klawiszowiec Powerwolf, Falk Maria Schlegel.
Klawiszowiec Powerwolf, Falk Maria Schlegel.

Przed nami premiera „Sacrament of Sin”, czyli siódmej już płyty zespołu Powerwolf. Sześć dotychczasowych nagraliście wspólnie z producentem Frederikiem Nordstromem. Teraz jednak zdecydowaliście się pracować z Jensem Bogrenem. Czy zmiana na stanowisku producenta pociągnęła ze sobą zmianę w stylu waszej muzyki?

Falk Maria Schlegel: Tak jak wspomniałeś, z Frederikiem nagraliśmy sześć płyt i zarówno ze współpracy, jak i stworzonych razem płyt jesteśmy zadowoleni. Uznaliśmy jednak, że nadszedł czas na zmianę, żeby zrobić coś nowego, dlatego postanowiliśmy zmienić nie tylko producenta, ale cały sztab ludzi, którzy pracują przy nagrywaniu. Czuliśmy po prostu, że potrzebujemy nowych bodźców do pracy. Wszyscy byliśmy fanami pracy Jensa i albumów, które nagrał, a pracował z wybitnymi zespołami, między innymi z Kreatorem czy Opeth. Potrafi wyciągnąć z zespołu bardzo charakterystyczne brzmienie. Dlatego zdecydowaliśmy się na pracę właśnie z nim.

Po przesłuchaniu waszej najnowszej, wciąż jeszcze niewydanej, płyty, miałem właśnie wrażenie, że czuć na niej zmianę w stosunku do poprzednich płyt. Nie jest to w żadnym wypadku rewolucja, ale część fanów może być z pewnością zaskoczona.

Falk: To prawda, nie nazwałbym tej płyt eksperymentalną, ale z całą pewnością jest bardziej różnorodna, odważyliśmy się umieścić na niej elementy, które wcześniej nie pojawiały się na naszych wydawnictwach. Chodzi między innymi o pierwszą w naszej historii balladę, czyli „Where The Wild Wolves Has Gone”. Jednocześnie są też kawałki, jak na przykład „Deamons Are The Girl’s Best Friend”, które są mocno zakorzenione w początkowym okresie naszej kariery. Przede wszystkim jednak album jest taki, jakim chcielibyśmy, żeby był. Jest również gruntownie przemyślany, bo pracowaliśmy nad nim dłużej niż zazwyczaj.

Ta większa różnorodność była planowana czy wyszło to spontanicznie podczas komponowania i nagrywania?

Falk: Nagranie tego album przyszło nam bardzo naturalnie. Planowanie czegokolwiek w ogóle nie jest w naszym stylu. Koncentrujemy się na pisaniu muzyki, ale nigdy nie podchodzimy do tego z góry określonym założeniem. W naszym wypadku, przy komponowaniu musi pojawić się „flow” – naturalność i lekkość, która sprawia, że dany utwór lub pomysł nam pasuje i pracujemy nad nimi dalej.

Wasze dwa poprzednie albumy, „Blessed & Possesed” oraz „Preachers of The Night” osiągnęły niebywały sukces. Miały pozytywne recenzje, zachwycali się nimi fani. Zakładam, że macie wobec nowego albumu duże oczekiwania. Czy odczuwacie również presję związaną z premierą?

Falk: Każdy nowy album to wyzwanie. Zawsze zaczyna się od pustej, białej kartki, na którą trzeba dopiero nałożyć treść. Zawsze chcemy pisać dobre utwory. Takie, które będą naznaczone znakiem firmowym „Powerwolf”. Nie ukrywam, że jest to trudne i pod tym względem odczuwamy presję, chcemy nagrać muzykę, która nam pasje. Z drugiej strony nie odczuwamy presji związanej z odbiorem naszych kompozycji. Nigdy nie zakładamy, że odniesiemy sukces, tego nie da się zaplanować – jedyne co możemy, to skomponować i nagrać jak najlepsze piosenki. Oczywiście chcielibyśmy, żeby ludziom się podobały, ale muszą się podobać przede wszystkim nam.

Wasze dwa poprzednie albumy osiągnęły też duży sukces komercyjny – w Niemczech dotarły do pierwszego i trzeciego miejsca na liście najlepiej sprzedających się płyt. Czy jest to dla was w jakiś sposób miara sukcesu?

Falk: Nie ukrywamy, że bardzo nas to cieszyło, ale o wiele ważniejsze było ogólnie dobre przyjęcie płyt i reakcje fanów. Tak jak wspominałem wcześniej – najważniejsza jest nasza satysfakcja z nagranych utworów. Wszystkie pozytywne reakcje i osiągane sukcesy są ważne dopiero w dalszej kolejności.

Porozmawiajmy teraz chwilę o muzyce na waszej nowej płycie. Miałem przywilej, że mogłem odsłuchać jej jeszcze przed premierą. Zaczyna się mocno. Kiedy słuchałem pierwszego numeru, „Fire and Forgive” uznałem, że sprawdzi się rewelacyjnie, jako „otwieracz” koncertów. Czy kiedy komponujecie, zastanawiacie się, jak dany utwór zabrzmi na koncercie czy skupiacie się tylko na efekcie na albumie?

Falk: Skupiamy się przede wszystkim na studyjnej wersji. Chcemy, żeby utwory były bogate i pełne detali, ale jednocześnie jesteśmy sobie w stanie wyobrazić, jak dana kompozycja poradzi sobie na żywo. „Fire and Forgive” jest z bez wątpienia pewniakiem do zagrania na żywo, również dlatego, że jest to utwór typowych dla Powerwolf mocy, ale i tematyce.

Na pierwszy singiel wybraliście „Demons Are The Girl’s Best Friend”. Z jednej strony, jest to dla mnie wybór oczywisty, bo utwór jest bardzo chwytliwy, ale z drugiej zastanawiam się, czy faktycznie dobrze oddaje zawartość albumu?

Falk: Trudno powiedzieć czy jest to dobra reprezentacja dla całej muzyki z albumu, ale z całą pewnością wszyscy lubimy tę piosenkę. Wybraliśmy ją również dlatego, żeby trochę zaskoczyć naszych słuchaczy. Nagraliśmy również świetny teledysk, który świetnie pokazuje., o czym jest ten utwór. Jego tematyką jest niewinność i uwodzenie. To zdecydowanie nie jest nasza typowa piosenka, ani też typowy teledysk, dlatego sami jesteśmy bardzo ciekawi reakcji.


Odnoszę jednak wrażenie, że pisanie chwytliwych, przebojowych utworów to jedna z najważniejszych cech muzyki Powerwolf. Na „Sacrament of Sin” nie brakuje potencjalnych hitów i singli.

Falk: Dziękuję, to dla nas bardzo ważne. Bardzo zależy nam na tym, aby nasze utwory właśnie takie były. Wszyscy w zespole, szczególnie ja, jesteśmy uzależnieni od Iron Maiden. Oni też grają utwory melodyjne oraz przebojowe i stosują do tego bardzo wiele środków wyrazu – czasem jest to linia basu, innym razem melodia riffu. Dla przykładu „Fear of the Dark” to numer, który można śpiewać czy nucić i dzieje się tak od pierwszego przesłuchania. Bardzo lubimy takie podejście i tak też staramy się tworzyć własną muzykę.

Na „Sacrament of Sin” pojawia się również pierwsza w dorobku Powerwolf ballada, czyli „Where the Wild Wolves has Gone”. Moją uwagę zwrócił przede wszystkim śpiew Atillii – jest potężny i pełen emocji zarazem.

Falk: Taki styl śpiewania jest zdeterminowany przez tematykę utworu, która dotyka zagadnienia życia po śmierci. O tęsknocie za tymi, którzy odeszli, ale również o pojednaniu z nimi – w sercu lub duszy. Tam, gdzie podziały się dzikie wilki, oznacza miejsce, gdzie wszyscy się kiedyś spotkamy. Utwór jest pełen emocji, tak jest też zaśpiewany. Nigdy wcześniej nie nagraliśmy ballady, więc uznaliśmy – czemu nie teraz. Znów jednak muszę podkreślić – nic nie było planowane. Tak po prostu wyszło.

Z jednej strony jest ballada, z drugiej chyba najcięższy utwór w historii Powerwolf, czyli „Nightside of Syberia”. Kiedy usłyszałem ten riff, pomyślałem, że brzmi to bardziej, jak szwedzki death metal, a nie Powerwolf.

Falk: Zdecydowanie to najagresywniejszy utwór, jaki kiedykolwiek napisaliśmy. Do nagrania go obniżyliśmy strojenie gitar i faktycznie, jest to brzmienie podobne trochę do death metalu w bardziej melodyjnym wydaniu. Taka muzyka pasowała nam jednak do historii, którą chcieliśmy opowiedzieć tą piosenką. Dotyczy seryjnego mordercy w Rosji, który zabił chyba 80 osób i dostał pseudonim „Wilkołak z Syberii”. Nie zgadzamy się z takim nazwaniem tego człowieka, żaden wilk, ani wilkołak nie zabijałby dla czystej przyjemności. Uznaliśmy, że dla takiej historii, musimy nagrać naprawdę ciężką muzykę.

Powerwolf - The Sacrament of Sin okładka

Na koniec muszę zapytać jeszcze o wizualny aspekt waszej nowej płyty. Zawsze przykładacie dużo uwagi do okładek i grafik. Nie inaczej jest tym razem. Demon walczy z kaznodzieją, ale za wszystkie sznurki pociąga… wilkołak. Nie uważacie, że to lekko prowokacyjna okładka?

Falk: W tekstach na nowym albumie często poruszaliśmy takie kwestie jak grzech i wybaczenie, dobro i zło, czerń i biel. Okładka również pokazuje taką złożoność rzeczy. Jest dobro, ale jest ono jedną stroną monety, na której po drugiej stronie jest zło. To konstrukcja, gdzie jedno nie może istnieć bez drugiego. Nie chcemy tego oceniać, tak po prostu jest. Na końcu jednak coś stoi za jednym i drugim. Czy okładka jest prowokująca? Może trochę, ale muszę powiedzieć, że bardzo ją lubię, jest pełna detali i smaczków.

Dziękuję bardzo za rozmowę. Życzę wszystkiego najlepszego w związku z wydanie nowej płyty i do zobaczenia jesienią w Warszawie!

Falk: Zgadza się! W Dzień Wszystkich Świętych! Wiele osób mówiło, że to najgorszy dzień na koncert, ale zapraszamy wszystkich na naszą metalową mszę!

Fot. Materiały promocyjne; Oficjalna strona zespołu

Podobne artykuły

Wywiad: Petri Lindroos (Ensiferum)

Tomasz Koza

Wywiad: Necrosodom (Anima Damnata)

Michał Bentyn

Trevor Peres (Obituary): “Nasza muzyka jest jak film z gatunku horror”

Dominika Kudła

Zostaw komentarz