Strona główna » Wywiad: Simen „ICS Vortex” Hestnæs (Arcturus) – 22.04.2017
WYWIADY

Wywiad: Simen „ICS Vortex” Hestnæs (Arcturus) – 22.04.2017

 

Michał: Świeżo po koncercie muszę przyznać, że zrobił na mnie duże, pozytywne wrażenie.

Simen: Dzięki, też uważam że wyszło nam całkiem przyzwoicie, jestem zadowolony, reszta składu na pewno też.

Michał: Masz jakieś spostrzeżenia na temat samego festiwalu? Graliście już tutaj z Arcturus przed kilkoma laty. Coś pozytywnie się zmieniło, albo może coś in minus?

Simen: Ciężko powiedzieć, poprzedni raz w Polsce na Metalmanii graliśmy już dość długi czas temu i jeśli nic specjalnie mi z kwestii organizacyjnych od tamtego czasu nie zapadło w pamięć, znaczy że nic specjalnie negatywnego wtedy się nie wydarzyło. Chyba że to, że na poprzedni koncert w Polsce zaspałem z pół godziny bo przedłużyła mi się drzemka (śmiech). Jedynie co wydawało mi się teraz na koncercie dość nietypowe to publiczność, sprawiała wrażenie raczej dość zrelaksowanej niż zaangażowanej w muzykę, wtedy było chyba znacznie bardziej żywo. Może to kwestia godziny naszego występu, a może po prostu dziś nasza muzyka ich nie porwała. Nie wiem.

Michał: A może ludzie, którzy jeszcze nie słyszeli waszego ostatniego albumu nie do końca spodziewali się takiej awangardy i całkowitego zerwania z jakimkolwiek nawiązaniem do black metalu? Swoją drogą, to był celowy zabieg, czy po prostu naturalna ewolucja w procesie tworzenia muzyki?

Simen: To nie ma nic do rzeczy ze zrywaniem z czymkolwiek, a na pewno nie celowo. Wiesz, jako muzycy cały czas się rozwijamy, to naturalny proces, taka trochę ewolucja. Ona po prostu następuje gdy cały czas, całe swoje życie grasz muzykę, komponujesz. Nie możesz całe życie tworzyć tego samego, to by nie dość że męczyło, to jeszcze całkiem zabiłoby przyjemność tworzenia. Co do samego black metalu – Arcturus nigdy nie był stricte blackową kapelą, no może na początku. Jasne, na kolejnych albumach elementy tego gatunku się pojawiały, raz mniej raz więcej, ale to już było zupełnie inne granie. Sam fakt, że każdy z nas wywodzi się z norweskiej sceny BM nie czyni z automatu Arcturusa kapelą „drugofalową”. Lubimy mieszać, lubimy eksperymentować. Nie dostajemy alergii na myśl o użyciu elektroniki, czy nagrania kawałka, który mógłby się komuś skojarzyć choćby z indie rockiem. To coś innego, coś naszego, czego – mam nadzieję – nie da się zbyt łatwo zaszufladkować.

Zrób zakupy za min. 220 zł i wykorzystaj kod rabatowy 12%: METALNEWS01

Michał: Jesteście swojego rodzaju supergrupą. Nie dość, że ty sam masz jeszcze Borknagar, przez lata byłeś filarem Dimmu Borgir, a w międzyczasie reaktywowałeś Lamented Souls i jeszcze nagrałeś solowy album. Hellhammer tak samo choćby jest ostoją Mayhem. Do tego dochodzi normalna etatowa praca. Jak to wszystko pogodzić i jeszcze przy okazji mieć rodzinę?

Simen: Tu cię może zaskoczę, Hellhammer właśnie niedawno zrezygnował ze swojej stałej pracy właśnie po to żeby całkowicie poświęcić się muzyce. Ja w sumie nie narzekam. Fakt, kiedy jedziesz w trasie nie zawsze masz możliwość zabrania kogoś bliskiego ze sobą. Mam mocno wyrozumiałą żonę (śmiech). Z tymi wszystkimi projektami też nie jest tak, że ciągniesz je wszystkie na raz. Kiedy robiliśmy płytę Lamented Souls nie zajmowałem się solowym albumem i tak dalej. Takie robienie przeróżnej muzyki od blacku, przez doom do awangardy sprawia mi wielką radochę, spełniam się na różnych polach i w różnych stylach.

Michał: No właśnie – robisz muzykę bardzo różną, przede wszystkim różną wokalnie. Jaki masz przepis na bycie dobrym zarówno w growlu, screamie, czystym śpiewie i wszelkich pośrednich?

Simen: Nie ma żadnego magicznego przepisu. Pochodzę z muzykalnej rodziny, moi rodzice i dziadkowie grali na instrumentach, ja też od zawsze chciałem. Śpiew doszedł do tego naturalnie, nie było żadnego przełomowego dnia i decyzji – od dziś śpiewam! I odkąd pamiętam słuchałem też heavy metalu, rocka. To wszystko poszło później bardzo szybko w stronę ciężkiego metalu. Nie mam też żadnych tajnych technik ćwiczeń, nic z tych rzeczy, po prostu śpiewam. Gramy próbę – śpiewam, biorę prysznic – śpiewam. To tylko i aż tyle.



Michał: Nie wiem czy doszły do ciebie takie opinie, ale przynajmniej w Polskich mediach metalowych można było zaobserwować opinie (przy okazji premiery Arcturian) na temat waszego dość groteskowo-teatralnego wizerunku, że to co 20 lat temu było świeże i oryginalne teraz już mocno trąci myszką i jest nieco autoparodią.

Simen: Żartujesz? My zawsze uważaliśmy że mamy fantastyczny image. I nie ironizuję teraz, mówię całkiem serio. No cóż, każdy ma prawo mieć swoją opinię. Może rzeczywiście w Waszym kraju chodzi taka opinia, mam wrażenie że cały czas związana z błędnym łączeniem nas bezpośrednio ze sceną BM. Wiem, że teraz black metal w Polsce jest bardzo popularny, macie wiele młodych, zdolnych kapel o mocno surowych wizerunkach – co z resztą widać choćby dziś na tym festiwalu – a to może się przekładać na archetyp muzyka blackmetalowego. Mogę powiedzieć tylko, że każdemu nie dogodzimy i nawet nie o to chodzi żeby próbować podobać się wszystkim.


Podobne artykuły

Trevor Peres (Obituary): “Nasza muzyka jest jak film z gatunku horror”

Dominika Kudła

Wywiad: Petri Lindroos (Ensiferum)

Tomasz Koza

Wywiad: Krzysztof Sokołowski (Nocny Kochanek)

Albert Markowicz

Wywiad: Marek Pająk (Vader) – 13.04.2017

Michał Bentyn

Steve Tucker: „Gadać o „Ilud Divinum Insanus” to trochę tak, jakby gadać ze swoją dziewczyną o jej byłym…” (wywiad)

Agata Laszuk

Samael: Vorph na temat „Hegemony” (wywiad)

Agata Laszuk

Zostaw komentarz

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!