Zespół Samael
Strona główna » Wywiad: Michael “Vorph” Locher i Alexandre “Xy” Locher (Samael) – 22.04.2017
WYWIADY

Wywiad: Michael “Vorph” Locher i Alexandre “Xy” Locher (Samael) – 22.04.2017

To najdłuższa przerwa pomiędzy waszymi albumami – 6 lat. Dlaczego fani musieli czekać tak długo? Mieliście jakieś przeszkody, inne projekty?

Vorph: Tak, było kilka rzeczy. Xy zrobił sobie prawie roczną przerwę, żeby pracować nad pewnym projektem muzyki klasycznej dla naszego miasta. Mieliśmy w tamtym momencie już praktycznie gotowy materiał na nowy album, ale ta przerwa zrobiła nam tylko przysługę, bo mieliśmy sporo czasu żeby nad nim dłużej posiedzieć, przeanalizować, upewnić się, że to jest na pewno to, co chcielibyśmy na nowej płycie umieścić. To był jeden z powodów. Mieliśmy też zmiany w składzie. Może nie był to powód opóźnienia, ale zawsze musi być ten czas żeby złapać tą więź z nowymi muzykami, osiągnąć dostateczny poziom wzajemnego zrozumienia.

Właśnie podpisaliście kontrakt z Napalm Records – jakie macie oczekiwania względem nowego wydawcy? Co w przeszłości sprawiało, że decydowaliście się na ich zmiany?

Vorph: Nie chcę wspominać żadnych nieprzyjemnych sytuacji związanych z firmami, z jakimi współpracowaliśmy. Po prostu czasem coś przestaje grać i decydujesz się odejść. Całkiem dobrze działało nam się z Nuclear Blast, ale to ogromna firma i ciężko było otrzymać od nich dostatecznie dużo uwagi, przynajmniej tyle ile chcielibyśmy jej otrzymać. Wiedzieliśmy, że Napalm od dłuższego czasu interesuje się Samaelem, więc stwierdziliśmy, że może to jest właśnie ten odpowiedni moment.

Zdradzisz coś na temat stylu, jakiego możemy się spodziewać na nowym albumie? Każdy poprzedni album Samael był w pewnym sensie inny – na Lux Mundi słychać było wyraźnie industrial, poprzedni – Above był niemal czystym black metalem. Zaskoczycie nas znów kolejną zmianą kierunku?

Vorph: Nie, niekoniecznie. Wzięliśmy to, co najlepsze na Lux Mundi i na tej bazie skomponowaliśmy kolejne utwory najlepiej jak potrafimy. Z resztą dzisiaj wieczorem zagramy dwa nowe kawałki, więc będziecie mieli okazję sprawdzić czego mniej więcej można się spodziewać po nowej płycie. Oczywiście ciężko po usłyszeniu dwóch numerów na żywo wyrobić sobie jakieś konkretne zdanie o całym krążku, ale na tą chwilę i tak zdradzi to więcej niż jakiekolwiek moje słowa.

Pamiętamy czasy, kiedy używanie syntezatorów w zespole metalowym było swojego rodzaju herezją, zdradą. Od początku zgadzałeś się z Xy kiedy zrezygnował z perkusji na rzecz automatów i klawiatur?

Vorph: Ja się musiałem zgodzić (śmiech)

Xy: Dla mnie to było po prostu odświeżenie starej formuły, wprowadzenie nowych elementów. Nie czuję się z tego powodu ojcem chrzestnym wprowadzania elektroniki do metalu.

Vorph: Długo na ten temat rozmawialiśmy, zawsze starając się znaleźć wspólną drogę. Nie tylko kiedyś było tak, że keyboardy były nieakceptowane, do dziś dla niektórych automat perkusyjny to samo zło i chcą żebyśmy z jakiegoś powodu wrócili do „organicznej” perkusji. Już przeszło 20 lat gramy w ten sposób i nie ma żadnego racjonalnego powodu, dla którego mielibyśmy to zmieniać. Dla mnie zawsze metal opierał się głównie na gitarach. Jasne, potrzebujesz też masywnego beatu, ale możesz to zrobić równie dobrze na automacie.

Obchodzicie teraz wielki jubileusz, 30 lecie działalności. Muszę zapytać o wasze początki – inspiracje, muzykę, której słuchaliście będąc nastolatkami zaczynającymi przygodę z tworzeniem muzyki. No i nazwa – Samael – mieliście jakieś inne pomysły na nazwę zespołu?

Vorph: Ja wymyśliłem tą nazwę, to było coś na zasadzie miłości od pierwszego wejrzenia. Czytałem wtedy jakąś okultystyczną książkę i to słowo po prostu się pojawiło i wryło mi się momentalnie w głowę. Co do inspiracji – cóż, byliśmy po prostu młodocianymi metalami, w sumie odkąd pamiętam. Kiedy mieliśmy po 10 i 14 lat byliśmy na koncercie Iron Maiden, pierwszym na jakim byliśmy w ogóle. To na pewno miało wielki wpływ. Później naturalnie potoczyliśmy się w kierunku bardziej ekstremalnych dźwięków. Byłem, nadal w sumie jestem, wielkim fanem Venom, Celtic Frost, Bathory, wiesz, ciema strona mocy. Ale to wszystko wzięło się właśnie od tego tradycyjnego metalu, Judas Priest, Iron Maiden czy nawet AC/DC. To była więc tylko kwestia czasu, kiedy postanowimy spróbować tego sami.

Będąc na scenie od 30 lat na pewno macie jakieś spostrzeżenia na temat muzycznego biznesu teraz i kiedyś. Co się waszym zdaniem zmieniło na lepsze, co na gorsze? Zarówno pod względem samego biznesu jak i w kwestiach technicznych, nagrywania, realizacji dźwięku?

Xy: Od strony technicznej zmieniło się niemal wszystko. Dzisiaj każdy może tworzyć muzykę z domowym studio, możemy zrobić sami znacznie więcej niż było to możliwe lata temu.

Vorph: A od strony biznesowej ciężko powiedzieć. Było źle wtedy, jest źle teraz. Tylko źle inaczej. (śmiech)

Xy: Na pewno internet jest fantastycznym narzędziem, które pojawiło się gdzieś w międzyczasie. Możliwość natychmiastowego dzielenia się muzyką z całym światem jest czymś fascynującym i niewyobrażalnym kiedy zaczynaliśmy, jednak oczywistym minusem jest oczywiście piractwo i możliwość zdobywania muzyki z nielegalnych źródeł. Nie oceniam tego, to prostu fakt, że przemysł muzyczny sporo traci na nielegalnie pobieranych plikach. I tak w metalu chyba największy odsetek fanów kupuje albumy legalnie, więc nie mamy tak najgorzej.

Nie uważacie, że teraz, gdy niemal cały proces nagrywania opiera się na komputerach, specjalistycznym oprogramowaniu, wtyczkach VST, interfejsach i tak dalej, bardzo łatwo jest stworzyć coś, co brzmi po prostu sztucznie i plastikowo? Nie jest trudno tworzyć muzykę brzmiącą autentycznie? Jaki macie patent na to, żeby nadal było czuć w muzyce duszę?

Vorph: W pewnym sensie działamy odwrotnie niż można by się spodziewać. Wiadomo, że praktycznie każdy zespół nagrywający perkusję używa metronomu, a później jeszcze tną te ścieżki, przesuwają, żeby wszystko było idealnie równo. My tego nie mamy, grając z automatem, co jest raczej zrozumiałe. Robimy coś znacznie innego – po zarejestrowaniu zaprogramowanych bębnów potrafimy przesunąć niektóre uderzenia o maleńki ułamek sekundy, żeby nadać im bardziej „ludzkiego” feelingu. Wiadomo, że nie każde, bo by się strasznie porozjeżdżało, ale tam gdzie uznamy, że dobrze będzie tak zadziałać – robimy to.

Na pewno robienie muzyki całkowicie po swojemu daje dużo radości. Czy bycie swojego rodzaju outsiderami ze Szwajcarskiego miasteczka w tym pomaga, czy to raczej przekleństwo, które przeszkadza w robieniu kariery?

Vorph: Ma to masę plusów, ale z drugiej strony życie w Szwajcarii jest bardzo drogie i utrzymanie się z muzyki jest zdecydowanie cięższe niż choćby w Grecji czy Portugalii, gdzie życie jest sporo tańsze i możesz przetrwać z takim niewielkim dochodem, u nas to znacznie trudniejsze. Z drugiej strony bycie odizolowanym od sceny to coś, co bardzo doceniamy. Nigdy nie staraliśmy się być częścią czegokolwiek. Jasne, chcieliśmy grać metal, ale to w bardziej ogólnym sensie, nie będąc „zapisanymi” do jakiegoś elitarnego stowarzyszenia, w którym ktoś będzie nam mówił co wolno, a czego nie wolno nam robić.

Xy: I jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało to właśnie nasze pochodzenie nam na pewno pomogło, zespół blackmetalowy ze Szwajcarii to nie było coś powszechnego. Jasne, było Hellhammer, Celtic Frost, ale to nadal za mało żeby można było mówić o jakimś wielkim ruchu tego rodzaju muzyki w naszych stronach.

Gracie na Metalmanii szósty raz, pierwszy miał miejsce dawno temu, jeszcze w 1994. Jak możecie porównać wasz pierwszy raz w Spodku i obecny? Można odnieść wrażenie, że lubicie tu grać i lubicie polskich fanów.

Vorph: Jasne, polscy fani zawszą są bardzo oddani i wspierający. Polska zawsze była miejscem, gdzie Samael cieszył się ogromnym wsparciem. Pierwszy raz graliśmy u was w 1989 i było naprawdę wspaniale. Można powiedzieć, że właśnie w Polsce nasz zespół zaczął być rozpoznawalny na szeroką skalę, nawet szybciej niż na naszej lokalnej, szwajcarskiej scenie. Nie graliśmy zbyt wielu koncertów przed tym w Polsce, ludzie u nas nie byli na początku szczególnie zainteresowani, tak samo w Niemczech czy Francji, ale tutaj było inaczej, to było coś naprawdę dużego. Później już się potoczyło z górki, ale bez żadnych wątpliwości można powiedzieć, że nasza kariera eksplodowała właśnie po występie w Polsce.


Podobne artykuły

Mike Portnoy: „Od zawsze byłem typem frontmana za bębnami”

Dominika Kudła

Ozzy: „Mam jakieś siedem kawałków na nową płytę”

Agata Laszuk

“Obecnie metal zdaje się stanowić naszą drugą naturę” – wywiad z Oscarem Dronjakem (Hammerfall)

Dominika Kudła

Biznes i pasja – wywiad z Tomaszem Ochabem (Frontside, Knock Out Productions, Mystic Festival)

Szymon Grzybowski

Wywiad: Silenoz i Shagrath (Dimmu Borgir)

Agnieszka Typiak

Samael: Vorph na temat „Hegemony” (wywiad)

Agata Laszuk

Zostaw komentarz

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!