WYWIADY

“Nie podoba mi się ingerowanie w wolność artystycznego wyrazu” – wywiad z Robertem Zembrzyckim (Vane)

Cześć. Na początku chciałbym podziękować za poświęcony czas.

Robert Zembrzycki: Cześć. Również wielkie dzięki.

Zacznijmy od festiwali, na których wystąpicie. Pierwszym z trzech jest (rozmowa przeprowadzona przed wspomnianymi w wywiadzie festiwalami – dop. red.) Festiwal Uwolnić Muzykę. Oprócz Vane podczas niego wystąpią m.in. Vader, Jarun, Moyra, Spatial oraz Rotting Christ. Właśnie z powodu występu tego ostatniego powstało najwięcej kontrowersji. Została utworzona nawet petycja, w której mieszkańcy chcieli odwołać całą imprezę. Pytanie brzmi: co sądzisz na temat takiego ingerowania w wydarzenia muzyczne czy ogólnie – szeroko rozumianą kulturę i wolność wypowiedzi?

Robert Zembrzycki: Nie podoba mi się ingerowanie w wolność artystycznego wyrazu i wypowiedzi. Uważam, że to bardzo złe zjawisko, ponieważ sztuka powinna być weryfikowana tylko i wyłącznie na podstawie jakby estetycznej, to znaczy tego, czy się komuś podoba czy nie, i czy porusza w kimś jakieś uczucia. Sztuka po to jest, żeby powodować uczucie dyskomfortu i zmuszać do myślenia, i do zadawania pytań, do kwestionowania pewnych rzeczy, a wszelkie próby powstrzymywania tego to zwykła cenzura, która absolutnie nie powinna mieć miejsca. Siłą rzeczy nie zapatruję się na to pozytywnie.

A osobiście lubisz Rotting Christ?

Robert Zembrzycki: Lubię. Zdecydowanie bardziej te ostatnie płyty niż to dawne, starsze wcielenie Rotting Christ, które było troszeczkę bardziej brutalne i agresywne.

Zespół Vane na żywo
Zespół Vane na żywo, fot. Agnieszka Skotarek

Ostatniego dnia lipca zagracie na słynnym Wacken Open Air. Wtedy również odbędzie się finał Wacken Metal Battle, na którym Was nie zabraknie. Jakie to dla Was przeżycie? Możemy spodziewać się niespodzianki w postaci premierowego materiału?

Robert Zembrzycki: Przeżycie jest zdecydowanie ogromne. Premierowego materiału nie zagramy, ponieważ skupiamy się na tym, aby doszlifować to, co w tej chwili gramy i w tej chwili mamy w repertuarze. Lepiej wyjść i zagrać to, co znamy bardzo dobrze niż na siłę szykować coś nowego. Natomiast mogę powiedzieć, że nasz materiał jest w Polsce znany, ale za granicą będzie to nasz pierwszy koncert, więc myślę, że to nie ma aż tak wielkiego znaczenia w tym momencie.

Powróćmy na polskie podwórko. W tym roku zawitacie na Pol’and’Rock, gdzie zagracie na Scenie Lecha. Występ pełen będzie niespodzianek. Już dowiedzieliśmy się, że jednym z Waszych gości (zarówno na Pol’and’Rock, jak i na FUM) będzie Ewa Pitura z Percival Schuttenbach, którą słyszymy w kawałku „Spilling Guts”. Jak wypadła ta współpraca i czy myślicie, że może ona znaleźć swoją kontynuację?

Robert Zembrzycki: Współpraca z Ewą to było fantastyczne doświadczenie, które dużo nas nauczyło, jeśli chodzi o pracę w studiu z profesjonalnymi muzykami. Było bardzo sympatycznie, bo Ewa to bardzo fajna dziewczyna i zdolny muzyk. Dużo włożyła od siebie również w ten numer. Uważnie słuchała tego, co mamy do powiedzenia na temat naszego numeru. Współpraca układała się bardzo fajnie. Na próbie, kiedy przegrywaliśmy ten numer z Ewą, przygotowując się do nadchodzących festiwali, to również była pełna profeska i wysoki poziom wykonawczy. Przy współpracy z Ewą mogę wskazać same superlatywy.

Odnośnie Pitury, chciałbym zapytać, czy podczas obydwu występów zagracie z nią jakieś inne kawałki oprócz „Spilling Guts”?

Robert Zembrzycki: Nie, nie. Zagramy tylko „Spiling Guts”, ponieważ to jest jedyny numer Vane, w którym jest miejsce na jeszcze inny wokal niż głos Marcina. Natomiast gramy też jeszcze dwa covery na tym koncercie tzn. na Pol’and’Rock, ale one nie przewidują udziału kobiety, więc nie. Ewa wystąpi tylko w jednym numerze.

Wspominaliście, że zagracie jakieś covery podczas występu na Pol’and’Rock. Możesz uchylić rąbka tajemnicy jakie?

Robert Zembrzycki: Jeden niech pozostanie niespodzianką, ale mogę zdradzić, że do naszego setu powróci grany już przez nas wielokrotnie wcześniej utwór pt. „Sail” grupy Awolnation.

Zespół Vane na żywo
Zespół Vane na żywo, fot. Agnieszka Skotarek

Drugim z ogłoszonych gości jest dwunastoletni gitarzysta Krzysiek Śniadecki, który „już teraz wymiata na gitarze jak zawodowiec” jak napisaliście w zapowiedzi jego występu. Młody muzyk zagościł już na Waszej próbie. W jakich okolicznościach wpadliście na pomysł, aby zaprosić Krzyśka na scenę podczas Pol’and’Rock?

Robert Zembrzycki: Poznaliśmy Krzysia i jego rodziców przy okazji koncertu w Sandomierzu, kiedy dzieliliśmy deski sceny z Virgin Snatch. Okazali się nie tylko sympatycznymi rozmówcami, ale do tego jeszcze Krzysiu okazał się być naprawdę zdolnym gitarzystą, który w krótkim czasie po tym koncercie zaprezentował na Facebooku swoje wykonanie naszego kawałka „Mutiny”. To spowodowało, że zaświtał nam w głowie pomysł, żeby zaprosić Krzysia do wspólnego grania. Pomysł doszedł do skutku, kiedy planowaliśmy nasz występ na Pol’and’Rock. Stwierdziliśmy, że na pewno będzie to dużo ciekawsze, niż po prostu wyjście i odegranie tego numeru. Zaprosimy fajnego i naprawdę dobrze grającego młodego człowieka, żeby wystąpił z nami na scenie. Przy okazji sprawimy tym ogromną frajdę Krzysiowi, bo w tym wieku występ na takim festiwalu to naprawdę duża nobilitacja, i dla Krzysia jak najbardziej zasłużona, jest naprawdę zdolnym muzykiem i zapowiada się, że będzie świetnym gitarzystą.

Czy chcielibyście, aby w przyszłości młodociany wioślarz towarzyszył Wam gościnnie na scenie lub w studiu?

Robert Zembrzycki: Nie wykluczamy takiej możliwości, jak będzie jeszcze okazja i będzie to miało sens, to zaprosimy Krzysia jeszcze raz na scenę.

To będą dla Was dni pełne wyzwań oraz dużego wysiłku. W ciągu kilku dni wystąpicie na trzech różnych scenach na trzech dużych festiwalach. Czy po całym tym zamieszaniu zamierzacie sobie odpocząć podczas imprezy w Kostrzynie nad Odrą?

Robert Zembrzycki: Część z nas zostanie w Kostrzynie, ale część z nas wraca na Wacken, ponieważ w piątek, czyli w dzień po naszym koncercie na Pol’and’Rock jest ogłoszenie wyników festiwalu tzn. Wacken Metal Battle, w którym bierzemy udział. Wypada, żeby przynajmniej część reprezentacji zespołu się tam pojawiła oraz oczywiście po to, żeby zobaczyć kilka zespołów na Wacken. Trzeba również wykorzystać ten ogromny potencjał, jaki drzemie w możliwości porozmawiania i spotkania się ze wszystkimi muzykami i osobami, które tworzą scenę metalową w Europie i na świecie, bo oni wszyscy na backstage’u będą.

Tegoroczny line-up wygląda bardzo ciekawie (m.in. Prophets of Rage, Testament czy Decapitated). Czy będziemy mogli Was spotkać w pogo pod sceną lub scenami?

Robert Zembrzycki: Myślę, że ci z nas, którzy zostaną na Pol’and’Rock na pewno pojawią się na przynajmniej kilku z tych koncertów, a myślę, że jeszcze ci z nas, którzy jadą na Wacken na pewno zaraz po naszym występie wybiorą się zobaczyć koncert zespołu Avatar na Pol’and’Rock, bo zapowiada się ciekawe wydarzenie.

Vane - Black Vengeance, 2018
Vane – Black Vengeance, 2018

W zeszłym roku na rynku pojawił się Wasz debiutancki album pt. „Black Vengeance”. Od tego momentu wydaliście też singiel „The Ritual”. Zgromadziliście już całkiem duże grono fanów, którzy z pewnością czekają na kolejne wydawnictwa. Jakie są Wasze plany zarówno na najbliższą, jak i trochę dalszą przyszłość?

Robert Zembrzycki: Nasze plany wydawnicze są takie, że na razie ich nie ma (śmiech). Wiemy tylko, że będziemy chcieli wydać jeszcze jednego singla, co najmniej jednego zanim zabierzemy się za pracę nad następcą „Black Vengeance”, ponieważ tak jak powiedziałeś „Blach Vengeance” ujrzało światło dzienne troszeczkę ponad pół roku temu i to trochę za wcześnie, żeby już robić drugi album. Myślę że jest ogromny potencjał promocyjny w „Black Vengeance” jeśli wesprzemy to jeszcze „The Ritual” i jego następcą, czyli następnym singlem z fajnym wideo. Jeszcze trochę wypadałoby to promować.

A masz pomysły na jakiś nowy materiał, masz coś napisanego lub stworzonego?

Robert Zembrzycki: Jeszcze nie, na razie skupiliśmy się na pracy nad naszymi występami scenicznymi, ponieważ jak sam zauważyłeś jesteśmy zespołem młodym, co prawda złożonym z doświadczonych muzyków, ale mimo wszystko młodym i musimy się jeszcze trochę otrzaskać ze sceną. Im więcej zagranych koncertów tym lepiej – każda próba, każdy koncert powoduje, że lepiej się muzycznie rozumiemy, lepiej się dogadujemy, bardziej się wszystko zgadza. W tej chwili nasze wysiłki skupiają się na tym żeby po prostu być na scenie maszyną do zabijania, a dopiero w następnej kolejności jest gdzieś pisanie nowych numerów. Teraz wszystkie prace i wszystkie wysiłki skupiają się na koncertach i festiwalach.

Do „The Ritual” powstał również bardzo ciekawy teledysk, który został wyreżyserowany przez Ciebie oraz przez Marka Mosińskiego. W klipie widzimy tytułowy rytuał. Czym lub kim inspirowałeś się przy przygotowywaniu wideo do tego utworu?

Robert Zembrzycki: Wiesz co to wideo podobnie jak w ogóle wszystkie teksty, cała muzyka naszego zespołu jest osadzona w stworzonym przez nas uniwersum, które oparte jest w 90% na autentycznej i faktycznej historii piratów z okresu złotej ery piractwa. Staramy się nie wykraczać za bardzo poza ramy historyczne tego co się tam działo, ale opisujemy to wszystko i skupiamy się nie na tym, co się faktycznie wydarzyło, bo wtedy zamienia się to w nudny podręcznik historii, tylko raczej na motywacjach i emocjach jakie mogły kierować ludźmi i targać nimi w tych sytuacjach, które znamy z kart historii. Pozwalamy sobie czasami oczywiście na drobną Licentia poetica, czyli na dopisanie odrobinkę od siebie po to, żeby ta historia była ciekawsza i jeszcze bardziej zainteresować słuchacza. „The Ritual” właśnie to jest takie delikatne odstępstwo od historii i jednocześnie trochę niespodziewany krok, gdzie zanurzamy się delikatnie w realizm magiczny i w świat religii Voodoo. Teledysk ten pokazuje losy koleżanki za pieniążki, która głównego bohatera płyty „Black Vengeance” zdradza na tej płycie, to właśnie dzieje się wszystko w numerze „Spilling Guts” i następnym, a tutaj widzimy jak los ją spotyka za takie właśnie zasługi. Tutaj nie było żadnej zewnętrznej inspiracji. Raczej była po prostu chęć opowiedzenia w trochę bardziej wyraźny sposób tej historii, która gdzieś tam cały czas jest na tej płycie opowiadana, która buduje właśnie to nasze uniwersum.

Skąd wzięło się to zainteresowanie u Was życiem piratów, ich odczuciami?

Robert Zembrzycki: To jest tak, że zespół nie może to być po prostu zespół, który wychodzi i gra. Musi być jakiś przekaz. My postanowiliśmy, że będzie piracki. Długo się zastanawialiśmy nad tym, ale tak stwierdziliśmy. Wiemy, że brzmi to trochę infantylnie i zdaję sobie z tego sprawę, ale tak jest dlatego, że wszyscy piratów kojarzą głównie z filmów typu „Piraci z Karaibów”, a muzycznie kojarzy się to wszystkim z zespołami typu Alestorm czy Lagerstein itd. To kapele, które robią to wszystko na wesoło i na śmiesznie. Podeszliśmy do tego całkiem inaczej, dużo bardziej na poważnie, w dużo mroczniejszy sposób. Dlatego, że tak dotąd nikt nie zrobił. Chcieliśmy zrobić to po swojemu, inaczej niż wszyscy. Natomiast jeśli pytasz skąd zainteresowanie ich emocjami, to raczej nie chodzi o kwestię zainteresowanie, ale o sposób opowiadania historii. Chcieliśmy zrobić to inaczej. Numery, które opisują jakieś tam wydarzenia historyczne znamy od dawna. Takie kawałki jak np. „Alexander The Great” Iron Maiden czy np. cała epka Iced Earth pt. „Gettysburg”, która opowiada historie z wojny secesyjnej. To wszystko jest nic innego jak lekcja historii. My chcieliśmy to przekazać trochę inaczej. Chcieliśmy, żeby to była wciągająca jak książka beletrystyczna opowieść, którą słuchacz po przesłuchaniu płyty będzie chciał lepiej poznać i jeszcze lepiej zgłębić. Stąd taki kierunek artystyczny.

W jednym z wywiadów podkreśliłeś, że cyt. „obieramy na starcie szersze pole działania. Czy się to uda, czas pokaże, ale jak nie spróbujemy to się nie dowiemy”. Wygrane polskie kwalifikacje do finału Wacken Metal Battle na pewno w osiągnięciu tego celu Wam pomagają. Jakie będą Wasze dalsze działania, aby bardziej zaprezentować swoją twórczość za granicą? Macie jakieś plany na szerszą promocję lub trasę?

Robert Zembrzycki: Mamy plany na szerszą promocję. Jesteśmy właśnie na etapie przygotowywania wiosennej trasy na 2020 rok. Zbyt wiele zdradzić nie mogę, bo wszystko jeszcze jest w bardzo wczesnych etapach planowania i organizowania, ale mogę powiedzieć tyle że na pewno wyjedziemy przy okazji tej trasy poza granice Polski i na pewno będzie to zarówno na zachód jak i na południe.

Zespół Vane na żywo, fot. Agnieszka Skotarek

Wcześniej występowałeś w m.in. Acid Drinkers i Corruption. Dziś jednak całą uwagę poświęcasz Vane. Nowa grupa prezentuje całkiem inny styl od wcześniejszych, w których grałeś. „Kwasożłopy” grają głównie thrash, a Corruption stoner. Vane gra podgatunek określany jako melodic death metal, ale także sięgacie po groove. W jakim podgatunku metalu czujesz się najpewniej, i który z nich lubisz słuchać najbardziej? Czy jest coś wspólnego w twórczości zespołów, w których miałeś przyjemność grać?

Robert Zembrzycki: Chyba czuję się w każdym z nich równie pewnie, aczkolwiek technicznie Vane jest o wiele bardziej wymagającym zespołem niż zarówno Acid Drinkers jak i Corruption. Najbardziej lubię słuchać, trudno odpowiedzieć, bo mój gust jest bardzo eklektyczny. Słucham naprawdę wszystkiego, pod warunkiem, że muzyka jest dobra. Lubię stare popowe kawałki z lat 80’ i wszelkie warianty gitarowego grania od rocka lat 60’ i 70’ przez wirtuozerskie granie w latach 80’ Eddiego Van Halena czy takich gości jak Steve Vai, Joe Satriani. Również naprawdę ciężkie granie: Gorguts, nowoczesne zespoły. Nie stawiam sobie ograniczeń, że to jest ten gatunek i tylko ten słucham. Jeśli muza jest dobra, to słucham. Jeśli mi się podoba, jeśli wzbudza emocje, to słucham. Nie stronię od muzyki folkowej, której lubię czasami posłuchać. Więc też folk metal. Wszystko, słucham praktycznie wszystkiego. W zależności na co mam ochotę i jaki mam humor. Nie szufladkuję tego, bo zubożyłbym siebie i swój tzw. listening experience.

Czy jest coś wspólnego w zespołach, w których miałeś przyjemność grać?

Robert Zembrzycki: Wszędzie jest to mocno gitarowe granie, i dlatego w tych zespołach grałem, bo lubię muzykę opartą na dobrym riffie.

Ostatnio na Waszym fanpage’u na Facebooku pojawiły się Wasze przerobione zdjęcia za pomocą aplikacji FaceApp, na których jesteście przedstawieni jako staruszkowie. Jak wyobrażasz sobie swoją muzyczną przyszłość za kilkadziesiąt lat? Co uznasz za swój sukces, który pozwoli spokojnie odwiesić gitarę?

Robert Zembrzycki: (śmiech) Jak bujam w chmurach, to wyobrażam sobie, że jesteśmy drugą Metalliką, a jak schodzę na ziemię, to albo wyobrażam sobie Vane jako w miarę dobrze funkcjonujący zespół, który stał się marką albo widzę siebie z gitarą grającego w domu dla relaksu. Jeśli z Vane nie wypali, to raczej odwieszę gitarę na kołek, i skupię się wtedy na zarabianiu pieniędzy. Na muzyce się nie zarabia (śmiech), przynajmniej na takim etapie, na jakim obecnie jesteśmy.

Dzięki wielkie za wywiad.

Robert Zembrzycki: Nie ma sprawy. Również bardzo dziękuję.

Zdjęcie zespołu – materiały prasowe; Vane

Podobne artykuły

Wywiad: Ben Weinman (The Dillinger Escape Plan) – 11.02.2017

Albert Markowicz

Maciej Korczak (Drown My Day): “Większość dzisiejszych produkcji metalcore’owych jest przesłodzonych”

Bartłomiej Pasiak

Nocny Kochanek: moda, która nigdy nie przeminie (wywiad)

Tomasz Koza

Zostaw komentarz