Gene Hoglan o Chucku Schuldinerze: “Muzycznie to była bułka z masłem”


Pomimo tego, że Death uznawany jest od lat za jedną z najbardziej wpływowych i inspirujących dla podgatunku kapel, Chuck Schuldiner – wokalista grupy nie utożsamiał się z przypisywanym mu mianem „ojca chrzestnego death metalu”.

Z osobistej perspektywy wypowiedział się niedawno Gene Hoglan – perkusista związany z zespołem Death w latach 1993 – 1995.

„Chuck zawsze odczuwał dyskomfort, gdy ktoś nazywał go ‘ojcem chrzestnym death metalu’; starał się wtedy nakierować rozmówcę na swoich poprzedników. Nie uważał, aby zasługiwał na to miano. Ja również tak uważam, ponieważ death metal… Spójrz: rok 1984 powinien być uznawany za narodziny death metalu. W 1985 ten nurt był już martwy… Więc Chuck przyczynił się tylko do jego zmartwychwstania. Dla niektórych ‘Scream Bloody Gore’ [debiutancki album Death wydany w 1987 roku – przyp. red.] jest pierwszym death metalowym tworem. Widać nie mieli okazji zapoznać się z ‘Seven Churches” Possessed.’

„Jak dla mnie Slayer stworzył death metal. Wielu starało się naśladować wokal Toma, Tom – Cronosa z Venom. Cronos… Pewnie Lemmy’ego. Ale dla wielu ludzi i tak Chuck będzie inicjatorem death metalu, brutalności, paskudnych tekstów i tak dalej (…)”

Hoglan został też poproszony o opisanie Chucka Schuldinera pod kątem ich współpracy.

„Muzycznie to była bułka z masłem – zawsze rozumieliśmy się w tej kwestii. Chuck był złożonym człowiekiem. Miewał lepsze dni, miewał gorsze. Ale skupiał się nawet na rzeczach, które dla przeciętnej osoby mogły być poza jakimkolwiek radarem. To było częścią jego złożoności. Na co dzień był naprawdę świetnym facetem o delikatnej duszy. Dręczyło go jedno… Miał problem z wytwórniami – próbowały go zdobyć za wszelką cenę. A on wiedział, że przemysł muzyczny bywa bezwzględny; potrafi uśmiechać się, a potem wbić nóż w plecy. Starał się trzymać z dala od tego, co może uczynić go zgorzkniałym. (…) Przed zakończeniem trasy promującej ‘Symbolic’ coś się stało między nim a Roadrunner – przekroczyli jakąś granicę. I wtedy Chuck powiedział coś w stylu: ‘Wolę rzucić koktajl Mołotowa we własną karierę. Wolę zrzucić bombę na własny zespół niż kłaniać się waszym zachciankom.’

Chuck Schuldiner odszedł 13 grudnia 2001 roku po dwuletniej walce z nowotworem mózgu. Opieka medyczna, jakiej wówczas doświadczył, została sfinansowana m.in. przez fanów Death oraz takich muzyków jak Ozzy Osbourne czy Scott Ian. Przed śmiercią muzyk zdążył zarejestrować ścieżki gitar na drugi album studyjny grupy Control Denied, w której udzielał się od roku 1996.

Źródło: Blabbermouth / Fot. Facebook.com/GeneHoglanOfficialPage

KOMENTARZE

  • ServusChristi
    15 kwietnia 2018 | 17:11
    Link

    Oblicze Death Metalu w wykonaniu Chucka Schuldinera to najszlachetniejsze oblicze tego gatunku…

    Odpowiedz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *