INNE NEWSY

Joe Satriani o plusach i minusach bycia muzykiem w dobie Internetu

Joe Satriani udzielił ostatnio interesującego wywiadu dla Bucketlist Music Reviews.

Zapytany, czy uważa, że gitary i pozostałe instrumenty muzyczne są zagrożone odejściem w zapomnienie z uwagi na sposób, w jaki ludzie obecnie tworzą i „konsumują” muzykę, Satriani powiedział:

„Mają miejsce dwa zjawiska, które wydają się być do siebie w opozycji, ale znowu nie tak do końca – stoją ramię w ramię. Jedno z nich to fakt, że definicja ‘muzyki popularnej’ nigdy nie będzie stała – ona zawsze będzie się zmieniać.

Jeśli cofniemy się sto lat wstecz, nie jest wcale lepiej. Najpierw ludzie kochają pianistów, jednak potem uświadamiają sobie, że wolą trąbki. Jeszcze później dociera do nich, że chcą słuchać ludzkiego głosu, wokalistów – po czym się rozmyślają i szukają czegoś innego. Muzyka rockowa istnieje głównie dlatego, że zastąpiła coś innego – tak więc nie pojawiła się tak całkiem bezboleśnie. (…)

Myślę, że choć pojawienie się Internetu zdawało się być czarną chmurą nad głowami muzyków, stał się on jednak zjawiskiem ogromnie pozytywnym. Wciąż nie rozwiązaliśmy głównego problemu, którym jest wynagrodzenie muzyków; wciąż dostajemy mniej niż pensa za to, że nasze utwory są streamowane, a to zabija muzyczną ekonomię.

Z drugiej zaś strony dało to muzykom szansę na niemal natychmiastowe zdobycie fanów na całym świecie. Tak, dokładnie to mam na myśli – natychmiastowe! Jeśli opublikuję ‘What Happens Next’ o północy w poniedziałek, już minutę później wszyscy na świecie, bez względu na wiek czy lokalizację będą mogli ten utwór przesłuchać – jedyne, czego potrzebują to dostęp do komputera czy smartfona. Dla muzyków jest to coś niebywałego; możliwość zaprezentowania swojej sztuki całemu światu za pomocą kilku kliknięć. Internet przyniósł wiele dobrego, jeśli chodzi o moje trasy i znacząco zwiększył publiczność, dla której tworzę.

(…) Pomyślmy o tym w ten sposób: znamy sporo zespołów, które najpierw zasłynęły hitami, a później zabiło to ich karierę. (…) To taki dziwny obrót spraw, który może przydarzyć się w świecie popowego radia i telewizji. Dzięki Internetowi możemy zyskać wieloletnich – często wręcz na całe życie – fanów, których nie obchodzą przeboje; oni naprawdę interesują się naszą muzyką w dużo większym stopniu, staje się ona nierzadko częścią ich życia. Wiedzą, skąd jesteśmy, wiedzą też, że w końcu pojawimy się tam, gdzie żyją oni.

Dla mnie jest to dużo bardziej realityczna perspektywa dla muzyka – pomyśleć, że przez następne dwa lata mogę objechać cały świat. Pojechać do Montrealu, Mombaju, Paryża, a potem do Dallas w Texasie. Zacząć pracę nad nowym albumem – a kiedy już go wydam, każdy z moich fanów w każdym z tych miast będzie miał taką samą szansę, by go dostać. Moim zdaniem Internet to przełom w muzyce.”

Satriani wypowiedział się także na temat wagi tworzenia pełnych albumów studyjnych, zwłaszcza przez tych mniej popularnych artystów, którzy dopiero tworzą swoją publiczność.

Nieważne jak wiele razy czytasz o zespołach czy artystach wydających single zamiast albumów. Zwykle w taki sposób popularność utrzymują osoby, które ciągle widzimy w telewizji, na Twitterze czy czymś podobnym.

Jeśli chodzi o prawdziwe, długoletnie kariery, tu nadal rządzą albumy – wciąż należy tworzyć pełne wydawnictwa, by posiadać szacunek fanów i utrzymywać z nimi tę więź. (…) Powiedzmy że mamy zespół – ja i Wy, tak? Nagrywamy dwa kawałki, które oceniamy naprawdę wysoko. Wydajemy je i w efekcie każdy chce zobaczyć nasz koncert. Co do jasnej cholery zagramy, skoro mamy tylko dwa utwory? Jak źle, głupio będzie to wyglądać dla tych ludzi? Przyjdą nas zobaczyć i powiedzą ‘Ci goście to jakiś żart. Mają tylko dwa kawałki’. Tak więc jeśli wybiec wyobraźnią w przyszłość, to nie ma prawa zadziałać. Tego typu przypadki są popularne chwilą, głównie dlatego, że ludziom dobrze się o tym rozmawia. (…)

Spójrzcie na zespół Greta Van Fleet, młodą kapelę rockową. Mają przeciw sobie falę trendów działających na ich niekorzyść, bo teraz nie ma już dwustu stacji rockowych; są może cztery. Mamy erę hip-hopu, wiecie. Jedyną szansą przetrwania, jaką mają jest napisanie dziesięciu dobrych piosenek i wydawanie płyty co roku, albo i co dwa lata, a potem grać te piosenki w kółko i spotykać się z fanami na całym świecie. Będą to kluby, małe sceny, ale jeśli nie będą tak postępować… Będą i znikną. Popowy świat ich wykorzysta, przeżuje i wypluje. [śmiech] A produkcja popowa jest bardzo droga.

Wytwórnia nie może przetrwać bez artystów katalogowych. Gdyby nie było takich zespołów jak The Eagles czy Metallica w każdym gatunku. Country, jazzie – które przynoszą ciągłe zyski i zwracają się po pierwotnej inwestycji w nie, z biznesowego punktu widzenia wytwórnie byłyby na straconej pozycji. Z własnego doświadczenia mogę powiedzieć (ponieważ jeżdżę w światowe trasy i wydaję albumy dzięki Sony), że po prostu TRZEBA wydawać albumy.”

Szesnasty solowy album Joe Satriani’ego, „What Happens Next” został wydany w styczniu nakładem Sony/Legacy Recordings.

Źródło: Blabbermouth / Fot. Larry Dimarzio; Satriani.com

Podobne artykuły

Gorgoroth i Melechesh zagrają we Wrocławiu, Poznaniu i Warszawie. Wygraj z nami bilety na koncerty i płytę.

Tomasz Koza

MetalPoodle: Gene Simmons z Kiss opatentowałby powietrze

Lena Knapik

Richie Faulkner: Utwory Judas Priest z gitarowego punktu widzenia nigdy nie były super-techniczne

Agata Laszuk

Zostaw komentarz