Image default
RECENZJE

To jeszcze konsekwencja czy już wtórność? – recenzja „And Justice for None” 5FDP


Niewiele jest zespołów, które przez lata kariery, nie zmieniając swojego stylu, nie traciły wiarygodności, spójności i siły przekazu. Wymienić można raptem kilka takich – Slayer, AC/DC czy Motörhead to chyba najjaśniejsze przykłady. Zdecydowanie więcej kapel przekraczało cienką granicę między kurczowym i konsekwentnym trzymaniem się własnego stylu, a zjadaniem własnego ogona i w konsekwencji stawaniem się autoparodią. Myśl ta naszła mnie, gdy słuchałem najnowszej, siódmej już płyty Five Finger Death Punch, czyli „And Justice for None”. Na szczęście z muzyką na najnowszym krążku 5FDP nie jest aż tak źle, ale czuć, że zespół tak bardzo chciał stworzyć płytę w swoim stylu, że chyba zabrakło luzu i autorefleksji.

Tanie płyty CD, winyle, DVD rock i metal

Five Finger Death Punch to jeden z najpopularniejszych współczesnych zespołów metalowych.

Miał dobre recenzje, odniósł duży sukces komercyjny, ale przede wszystkim wypracował swoje brzmienie. Z jednej strony było ciężko, wręcz thrashowo, z drugiej nie brakowało radiowych refrenów i zapadających w pamięć melodii oraz linii wokalnych. Nie bez znaczenia dla dobrego odbioru muzyki zespołu była tematyka utworów, która trafiała idealnie w amerykańskie gusta – hołd żołnierzom i weteranom, trauma wojenna, ale z drugiej strony również tematy bardziej osobiste – życie po swojemu, krytyka ślepego podążania za kimkolwiek i tak dalej. Tego wszystkiego nie brakuje na „And Justice for None”. Czasem jest nawet w nadmiarze.

Płytę zaczyna szybkie i ciężkie „Fake”.

Od razu słychać, że muzyka brzmi bardzo w stylu kapeli. Uwypuklone są partie perkusji, szczególnie potężnie brzmiącej „stopy”, ale całość napędza zadziorny i bujający riff. Swoją robotę robi też Ivan Moody, który znów brzmi wściekle i zajadle. W takich kawałkach zespół brzmi najlepiej, a pierwszy utwór na krążku jest zdecydowanie jednym z jego najjaśniejszych punktów. Podobnie można powiedzieć o następnym „Top of the World”.

Niestety blado na ich tle wypada singlowe „Sham Pain”.

Melodeklamowana zwrotka, refren bez mocy i monotonia, której nie ratuje nawet ciekawa solówka, sprawiają, że zaczyna wiać nudą i pop rockową papką. Nie ratuje jej tekst o tym, jak to biedny Ivan Moody (niezły ananas, swoją drogą) użala się, jak to wszyscy się na niego uwzięli, a on tylko chce żyć po swojemu. Takich numerów jest więcej. Niektóre są lepsze jak „Blue on Black” z fajnym posmakiem southern rocka i klasycznie brzmiącą solówką. Inne są niestety gorsze. Z kawałka „When the Seasons Change” dumny mógłby być może Nickelback, ale 5FDP? Nie sądzę. „I Refuse” z kolei jest tak ckliwe, że aż przyprawia o nudności.

Ogólnie proporcja kawałków balladowych i rzewnych do tych bardziej czadowych jest nieco zaburzona. I nie byłoby w tym nic złego – nie jestem zwolennikiem teorii, że musi łupnąć, żeby się dało słuchać. Jednak kawałki ostrzejsze w wykonaniu 5FDP na tej płycie mają zdecydowanie więcej charakteru niż wtórne kawałki spokojniejsze.

Nie można nie wspomnieć o coverze, czyli „Gone Away” z repertuaru The Offspring.

Nie trafia do mnie. Z dwóch powodów. Po pierwsze nie lubię wdrapywania się po cudzych plecach, a za takie coś uważam, coverowanie jednego z największych przebojów superpopularnej w swoim czasie kapeli. Po drugie nie podoba mi się forma. W wersji Offspringa był żal po stracie bliskiej osoby, był smutek, była też moc i gniew, ale jednocześnie przekazywanie tych uczuć było wyważone. W wersji 5FDP te emocje są tak podkręcone, że brzmi to sztucznie i nienaturalnie. Jeśli doda się do tego teledysk z płaczącymi rodzinami po żołnierzach, łzami weteranów z traumą i powiewającą, amerykańską flagą w tle, to ma się gotowy scenariusz na kiczowaty hollywoodzki film. Jest to szczególnie uderzające, gdy wróci się do oryginalnego teledysku – ascetycznego, wyważonego, ale przez to wcale nie mniej, a może nawet bardziej przemawiającego do emocji.

„And Justice for None” nie jest złą płytą.

Fanom może się spodobać, bo – jak już wspomniałem – uderza w te same dźwięki, co wcześniejsze. Z drugiej strony, przez to, że po raz kolejny słyszymy te same nuty oraz teksty z taką samą treścią, ich moc oddziaływania jest o wiele słabsza. Na razie jest to jeszcze zjadliwe, ale jak długo da się jeszcze ciągnąć 5FDP na tych samych patentach?

PS

Recenzja dotyczy „And Justice for None” w wersji „Standard”. Dostępna jest jeszcze wersja „Deluxe” z trzema dodatkowymi kawałkami, które zostały pierwotnie opublikowane na składance „A Decade of Destruction”. Jeśli ktoś nie posiada tego wydawnictwa, warto wybrać właśnie wersję „Deluxe”, bo dzięki utworom „Trouble”, „Bad Seed”, „Save Your Breath” najnowszy krążek Five Finger Death Punch zdecydowanie zyskuje i z czystym sumieniem mógłbym mu dać jeden punkt do oceny więcej.

Five Finger Death Punch And Justice for None

Tracklista „And Justice for None”:

1. Fake
2. Top of the world
3. Sham pain
4. Blue on black
5. Fire in the hole
6. I refuse
7. It doesn’t matter
8. When the seasons change
9. Stuck in my ways
10. Rock bottom
11. Gone away
12. Bloody
13. Will the sun ever rise

  • 5.5/10
    Ocena autora - 5.5/10
5.5/10

Podobne artykuły

Recenzja: Vader – The Empire

Michał Bentyn

Recenzja: Stone Sour – Hydrograd

Albert Markowicz

Godna uznania solidność – recenzja „Apocalypse” Primal Fear

Szymon Grzybowski

1 komentarz

terriblekonrad 20 sierpnia 2018 at 16:49

Bardzo słaba recenzja tak jak płyta. Five Finger Death Punch dawno zamieniło się w heavy metalowego Nickelback. Teksty jakby pisał 14 lat, którego gnębi się w szkole a instrumentaria w każdym utworze brzmią prawie identycznie. Widać, że się nawet nie starają.

Odpowiedz

Zostaw komentarz