Jondrensen Bajki Robotów
Strona główna » Recenzja: „Bajki robotów” – Jon Jondrensen
RECENZJE

Recenzja: „Bajki robotów” – Jon Jondrensen

Wszyscy, którzy choćby słyszeli o zespole Nasty Crue i jego wokaliście Jonie Jondrensenie pewnie grubo zdziwili się, gdy ten zapowiedział, że zamierza wydać progmetalową płytę inspirowaną muzycznie między innymi Dream Theater, a tekstowo literaturą science-fiction. Jak glamowy wokalista chce się odnaleźć w takiej stylistyce? Czy nie wystarczą mu kawałki o piciu, imprezowaniu i ukraińskich prostytutkach? Czy nie jest to tylko prowokacja lub zgrywa? Okazało się, że nie, a album „Bajki Robotów” ukazał się na początku 2020 roku. Czy Jonowi Jondrensenowi udała się ta metamorfoza, czy może lepiej jak najszybciej o niej zapomnieć?

Jon Jondrensen gra progresywny metal? Poniekąd…

Ok, zacznijmy od pewnego doprecyzowania stylistycznego. Jeśli ktoś spodziewa się na „Bajkach robotów” wielowątkowych, bardzo rozbudowanych kompozycji, kilkunastominutowych suit zawiedzie się, bo tego tu nie ma. Czy oznacza to jednak, że z tym progresywnym metalem to pic na wodę? Nie do końca, bo pomimo tego, że utwory utrzymane są raczej w „radiowej” długości (3-5 minut) to nie brakuje w nich połamanych rytmów, nieoczywistych riffów, czy ciekawych popisów solowych zarówno na gitarze, jak i klawiszach.

Co zaskakujące, odwołania do twórczości Dream Theater są jak najbardziej trafne. Owszem, „Bajki robotów”, nie mają startu do jakiejkolwiek płyty amerykańskiej legendy pod względem złożoności kompozycji czy wirtuozerii, ale takie samo już podejście do nie zawsze oczywistych melodii i dobrze rozumianej przebojowości jest już jak najbardziej wyczuwalne.

Już pierwszy numer na płycie „Natchnienie z Gór” uderza fajnym poszarpanym riffem, ale jego refren jest już bardzo przebojowy – do tego stopnia, że wcale bym się nie zdziwił usłyszeć go nawet w radiu i to niekoniecznie o rockowym zabarwieniu.

Nie jest jednak tak, że cała płyta utrzymana jest w dość łagodnym charakterze. Bo obok takich numerów znaleźć można również takie, które nie budzą żadnej wątpliwości, co do metalowego rodowodu. Najlepszym przykładem może być pogmatwany rytmicznie i uzbrojony w naprawdę zadziorne, a niekiedy wręcz wściekłe riffy kawałek „Wstrząs”.

Jon Jondrensen
Jon Jondrensen, fot. materiały promocyjne

W radiowym stylu – tak śpiewa Jondrensen

Unosząca się nad całą płytą przebojowość to jednak zasługa nie tylko samej muzyki, ale również (a może nawet przede wszystkim?) stylu wokalnego Jondrensena. Słuchacze, którzy pamiętają go z występów w Nasty Crue, mogą poczuć się naprawdę zaskoczeni, bo na „Bajkach robotów” Jondrensen przeszedł dość znaczącą metamorfozę – nie tylko wokalną.

Przede wszystkim śpiewa zdecydowanie niżej, nie stara się wchodzić w „piejące” rejestry, które być może pasowały do glamowego stylu, ale tu na pewno gryzłyby się z muzyką na „Bajkach robotów”. Zresztą cały image muzyka znacząco się zmienił, co widać zwłaszcza w teledysku.

Taki styl śpiewu sprawia, że głos Jondrensena brzmi ciepło i przyjemnie – nawet w ostrzejszych i bardziej narowistych numerach. Tak jest między innymi w singlowym utworze „Kwaśne łzy”. Ten warto wyróżnić przede wszystkim za bardzo fajną solówkę na klawiszach, zagraną przez samego Jona.

W żadnym razie nie chcę powiedzieć, że takie śpiewanie brzmi źle. Wręcz przeciwnie w głosie Jondrensena słychać moc, ale na pewno dla wielu słuchaczy nastawionych przede wszystkim na metalowe doświadczenie może być zbyt łagodnie i za bardzo w radiowym stylu.

O czym są „Bajki robotów” Jona Jondrensena?

Jak już zapewne każdy się domyślił, teksty na „Bajkach robotów” są napisane i zaśpiewane w języku polskim. Dla mnie to wielka zaleta tego wydawnictwa z dwóch powodów. Po pierwsze dlatego, że brakuje rockowego czy metalowego śpiewania po polsku. Po drugie i zdecydowanie ważniejsze – wokalista chce w swoich tekstach o czymś faktycznie opowiedzieć.

Są to zarówno utwory o problemach współczesnego świata, jak konsumpcyjne podejście do życia i jego konsekwencje („Kwaśne łzy”), jak i również nieco bardziej filozoficzne, pytające o istotę człowieczeństwa („Metal nic nie czuje” – kolejna świetna solówka, tym razem na gitarze!). Jedyna ballada na płycie dotyczy z kolei rodzicielstwa („Choć jeszcze cię nie ma”). Sam tytuł płyty, czyli „Bajki robotów” nie bez przyczyny nawiązują do zbioru opowiadań Stanisława Lema. Osoby, które lubią polską literaturę science-fiction z całą pewnością znajdą kilka odniesień do polskich pisarzy z tego nurtu.

„Bajki robotów” – dobrze się tego słucha!

Bez zarzutu jest produkcja płyty – klarowna, selektywna, choć nieco sterylna. Najlepiej słychać to, gdy porówna się dwie wersje utworu „Metal nic nie czuje”. Pierwsza wersja ukazała się już w 2018 roku i niosła ze sobą zdecydowanie więcej brudu. Na „Bajkach robotów” wszystko wypolerowano, co w odniesieniu do stylistyki, w której porusza się obecnie Jondrensen jest zdecydowanie dobrym posunięciem. We fragmentach bardziej metalowych brzmienie gitar przywodzi mi nieco na myśl industrialne klimaty.

Okładka natomiast nieco rozczarowuje – w zasadzie na jej podstawie absolutnie nie można stwierdzić, z czym mamy do czynienia. I wcale nie chodzi o aurę tajemniczości, a raczej nijakości. Równie dobrze mogłaby to być okładka płyty popowej wokalistki, instumentalnej muzyki elektronicznej, a czy artysty quasi prog-metalowego też? Sam nie wiem…

„Bajki robotów” Jondrensena – jaki werdykt?

Mam bardzo dużą trudność w ocenie tej płyty. Z jednej strony bardzo doceniam odwagę artysty, który zdecydował się opuścić dobrze znaną stylistykę i rzucił się na naprawdę głęboką wodę. Nie utonął, udało mu się napisać kilka niezłych numerów i tekstów.

Z drugiej strony jednak, oceniając płytę pod kątem „metalowości” i polecenia „Bajek robotów” takim odbiorcom, mam dużą wątpliwość, czy mogę zrobić to z czystym sumieniem. Bardzo dużo tu łagodnych, wręcz popowych brzmień. Na pewno nie można nazwać muzyki na tym albumie progresywnym metalem w pełnym tego słowa znaczeniu. Ba! Dla wielu to w ogóle nie będzie metal! Ja aż tak radykalny bym nie był, ale pewną wstrzemięźliwość w ocenie muszę zachować.

Przydatne linki
Facebook | Spotify | YouTube

Okładka płyty Bajki Robotów
Jondrensen – Bajki Robotów, 2020; Autor okładki: Monika Krzemińska-Hernik

Tracklista Jon Jondrensen – Bajki Robotów:

1. Natchnienie z gór (4:36)
2. Powrót z gwiazd (3:38)
3. Kwaśne łzy (4:12)
4. Po drugiej stronie zera (3:32)
5. Kolejny dzień kolejny rok (3:49)
6. Wstrząs (4:10)
7. Metal nic nie czuje (3:52)
8. Choć jeszcze Cię nie ma (4:52)

Artykuł sponsorowany

Podobne artykuły

Recenzja: Zenek – Płachta Na Byka

Albert Markowicz

Recenzja: Anima Damnata – Nefarious Seed Grows to Bring Forth Supremacy of the Beast

Michał Bentyn

Recenzja: Thy Disease – „Transhumanism”, czyli nawet roboty nie pomogły

Bartłomiej Pasiak

Godsmack pozostaje w swojej strefie komfortu – recenzja „When Legends Rise”

Recenzja: Archspire – Relentless Mutation

Redakcja

Recenzja: Trivium – In Waves

Redakcja

Zostaw komentarz

Do NOT follow this link or you will be banned from the site!