Image default
RECENZJE

Recenzja: Corrosion of Conformity – No Cross No Crown


„No Cross, No Crown” to napisany w XVII wieku traktat religijny, który stał się najważniejszym dziełem dla Kwakrów, dziś znanych jako Religijne Towarzystwo Przyjaciół. Był to dość skrajny odłam chrześcijaństwa wywodzący się z purytanizmu. W traktacie tym zawarte są najistotniejsze kwakierskie zasady wiary. Według autora najważniejszy był powrót do pierwotnego, niemal prymitywnego chrześcijaństwa, skupienie się na przeżyciach duchowych i mistycznych, a nie sformalizowanych obrządkach. W tym kontekście nadanie takiego samego tytułu wydanemu 350 lat później albumowi zespołu Corrosion of Conformity nie może być przypadkiem.

Bez wątpienia hasła powrotu do korzeni, skupienia się na emocjach, często kosztem wygładzonej i łatwej w odbiorze formy wybrzmiewają na tym albumie w każdej sekundzie jego trwania. A jeśli już jesteśmy w metaforyce biblijnej to nie można zapomnieć również o powrocie syna marnotrawnego – Peppera Keenana, który po 13 latach od wydania ostatniego wspólnego albumu znów zagościł w składzie COC.

Pierwszy kontakt z „No Cross No Crown” jest trudny.

Brzmienie jest bardzo surowe, wokale chropowate, a ciężar i brud można niemal fizycznie poczuć. Całość zaczyna klimatyczne intro z głębokim oddechem, biciem serca i dość prostą, ale niepokojącą zagrywką gitarową. Pierwszy pełnoprawny kawałek „The Luddite” nie pozostawia jednak złudzeń – na tej płycie nie będzie kompromisów. Jest ciężko, potężnie, ale jednocześnie kawałek buja, ma w sobie to coś, co sprawia, że od pierwszej chwili ma się pewność, że nie będzie to łatwa podróż, ale na pewno satysfakcjonująca i warto wziąć w niej udział.

W następnym kawałku, również znanym z singla i teledysku, „Cast The First Stone” noga mocniej naciska na pedał gazu, a chłopaki wyraźnie przyspieszają tempo, choć nadal nie jest to samochód rajdowy, a raczej załadowana po brzegi ciężarówka, która pędzie na złamanie karku przez amerykańską pustynię. Takich szybszych momentów nie ma jednak zbyt wielu, a większość kawałków utrzymanych jest w średnich bluesowych tempach, czego najlepszym przykładem może być utwór „Wolf Named Crow”, który wraz z bardzo klimatycznym intrem „No Cross” łączy się w świetną całość.

Pamiętając, że w tym oryginalnym „No Cross, No Crown” ma być nie tylko prymitywne i purytańsko, ale również mistycznie, trzeba koniecznie zwrócić uwagę na te kawałki, w których muzycy ściągają trochę ciężaru z kompozycji, ale w zamian oferują burzę emocji.

Pełen emocjonalnych kontrastów jest utwór „Nothing More To Say”, gdzie najważniejszy jest wokal Keenana. Z jednej strony serwuje nam lekko znudzony i zrezygnowany ton, który jednak w jednej chwili przeradza się we wściekły krzyk. O wiele mniejsza amplituda emocji, ale na pewno nie ich brak, jest w tytułowym „No Cross No Crown”, który można wręcz uznać za kawałek instrumentalny, gdyby nie niepojąca i posępna melodeklamacja.

Całość jest bardzo równa i trudno wskazywać jakieś fragmenty wybitnie wznoszące się ponad całość. Zdecydowanie warto jednak zwrócić na przebojowe „Liitle Man” czy „Forgive Me”, a także zaczynające się niczym rasowe Black Sabbath – „E.L.M.”.

„No Cross No Crown” jest albumem, od którego łatwo można się odbić, bo po pobieżnym przesłuchaniu wydaje się raczej kanciastym klocem, zbiorem pomysłów, który być może ma potencjał, ale wymaga jeszcze dużo pracy. Nic bardziej mylnego, to bardzo prosta, ale przemyślana i spójna płyta. Warto, a nawet trzeba dać jej szansę, wsłuchać się w nią, bo jeśli chwyci to jestem pewien, że na długo nie puści.

Recenzja płyty Corrosion of Conformity – No Cross No Crown

Tracklista “No Cross No Crown”:

  1. Novus Deus
  2. The Luddite
  3. Cast The First Stone
  4. No Cross
  5. Wolf Named Crow
  6. Little Man
  7. Matre’s Diem
  8. Forgive Me
  9. Nothing Left To Say
  10. Sacred Isolation
  11. Old Disaster
  12. E.L.M.
  13. No Cross No Crown
  14. A Quest To Believe (A Call To The Void)
  15. Son And Daughter
  • 8/10
    Ocena autora - 8/10
8/10

Podobne artykuły

Wystrychnięty na dudka – recenzja „The Heretics” Rotting Christ

Szymon Grzybowski

Recenzja: Holy Grail – Ride The Void

Tomasz Koza

Recenzja: Vedonist – A Clockwork Chaos

Tomasz Koza

Zostaw komentarz