RECENZJE

Spójna sprzeczność i nielogiczny ład – recenzja „We Are Not Your Kind” Slipknot

Cała kariera Slipknota to jeden wielki paradoks. Grali w maskach, aby pozostać anonimowymi, ale są rozpoznawalni na całym świecie. Ich muzyka w założeniach miała być nieprzystępna i trudna w odbiorze, a pokochały ją miliony.

Ostre jak brzytwa i ciężkie riffy, nie przeszkadzają im tworzyć melodii, które na długo wbijają się w pamięć. Nie powinno być zatem zaskoczeniem, że ich najnowsza płyta, czyli „We Are Not Your Kind” jest jedną z najcięższych w całym dorobku, ale zarazem niezwykle przystępną i porywającą od pierwszego do ostatniego dźwięku. Ot, po prostu paradoks Slipknota.

Już pierwszy singiel promujący „We Are Not Your Kind” powiedział dużo o nowej płycie Slipknota

„Unsainted”, bo o nim mowa to prawdziwy rollercoaster dźwięków i emocji. Zaskakująco łagodny wstęp, z damskimi wokalizami i melodyjnym śpiewem Coreya jest mimo wszystko raczej niepokojący niż ujmujący.

Dodatkowo nerwowy rytm, który w tle wybija perkusja, zdradza, że za chwilę rozpęta się piekło. Tak też się dzieje, a ciężar dosłownie wgniata bębenki w mózg, tylko po to, żeby w refrenie znów ustąpić miejsca przebojowości i melodii. I taką sinusoidę w różnych elementach swoich kompozycji zespół będzie serwował do końca „We Are Not Your Kind”.

Takie podejście do muzyki u Slipknota nie jest w zasadzie niczym zaskakującym

Diabeł jednak tkwi w szczegółach. Weźmy na przykład „Birth of The Cruel”, do którego zespół przygotował fascynujący, choć prosty w konstrukcji teledysk. Ile to już razy słyszeliśmy w twórczości Slipknota samplowany czy elektroniczny wstęp, a nawet cały podkład. Niby nic zaskakującego, ale jednak w tym numerze udało się osiągnąć tak industrialny, metaliczny posmak, że z powodzeniem mogliby konkurować z największymi twórcami tych gatunków. Numer jest niesamowicie klimatyczny, wręcz hipnotyzujący, ale w refrenie pokazuje potężną moc.

O ile w „Birth of The Cruel” klimat buduje elektronika, o tyle w „Nero Forte” Slipknot atakuje kanonadą riffów

Wystarczyło dosłownie kilkanaście sekund, żebym nie mógł się od tego motywu uwolnić. To niesamowite, że zespół wyciąga najcięższe działa, wali nimi bez opamiętania, a mimo wszystko wychodzą im takie wpadające w ucho motywy. Jak oni to robią?! Dla mnie „Nero Forte” to kolejny utwór z bogatego katalogu Slipknota, który stanie się koncertowym hymnem, a fani go pokochają.

Zresztą podobną miarę można przyłożyć do wielu numerów na „We Are Not Your Kind”

Muzycy naprawdę nie oszczędzają naszych uszu i karków, a większość numerów poraża ciężarem i pracą gitar, ale jednocześnie żaden z nich nie jest pozbawiony jakiegoś elementu zaskoczenia, kontrastu lub smaczku, który w znaczny sposób odmieni jego odbiór. Tak jest na przykład z „Critical Darling”, którego główny motyw z powodzeniem mógłby znaleźć się na wściekłym debiucie Slipknota.

To ta sama rytmika i ten sam Corey, który to drze się wniebogłosy, to melodeklamuje, czy nawet – o zgrozo – rapuje. Ale w pewnym momencie zespół nie boi się zwolnić, a Corey przejść na bardzo melodyjny i przystępny śpiew.

Warto zwrócić też uwagę, że na „We Are Not Your Kind” nie ma ani jednej ballady

Zespół nie przygotował żadnego utworu jednoznacznie spokojnego, melancholijnego czy po prostu delikatnego. Nie oznacza to jednak, że nie daje chwili wytchnienia. Za taki z całą pewnością można uznać „A Liar’s Funeral” – ten jest zdecydowanie najbliżej slipknotowej normy, o ile coś takiego w ogóle istnieje.

Za to „Spiders” czy „My Pain” są od tej normy najdalej, jak to tylko możliwe. Pierwszy numer brzmi niczym soundtrack z horroru – napędzają go mantryczny motyw klawiszowy i pulsujący w tle bas. O ile faktycznie jest to moment oddechu od decybeli, o tyle nie ma mowy o beztrosce czy spokoju ducha.

Drugi ze wspomnianych numerów, czyli „My Pain” jest utrzymany w stylu… dark elektro. Syntetyczny, odhumanizowany podkład daje niesamowity kontrast do delikatnego śpiewu Taylora.

Dużo piszę o poszczególnych numerach, ale na „We Are Not Your Kind” Slipknot nie chciał tworzyć jednoznacznych przebojów

Tak w jednym z wywiadów mówił Jim Root, który podkreślał, że album miał być spójny i równy. Ten efekt bez najmniejszej wątpliwości został osiągnięty. Muzyk podkreślał też, że zespół jeszcze nigdy tak długo nie pracował nad płytą. Co prawda na „.5: The Gray Chapter” trzeba było czekać aż 6 lat, a na najnowszy „zaledwie” 5, to jednak sam proces twórczy zajął teraz o wiele więcej czasu.

Takie podejście do nagrywania „We Are Not Your Kind” słychać bez dwóch zdań

Utwory są niezwykle dopieszczone i dopracowane. Każdy z muzyków ma w tym swój udział – nie przypominam sobie, żeby na którejś z poprzednich płyt tak wyraźnie były uwypuklone partie wszystkich instrumentów. Żeby jednak być uczciwym, trzeba podkreślić, że błyszczy przede wszystkim Corey Taylor. Powszechnie wiadomo, że swoim wokalem potrafi ukołysać do snu, ale też zbudzić zmarłego. Jednak lekkość, z jaką przychodzi mu całkowita zmiana emocji i nastroju swojego głosu jest wprost trudna do pojęcia.

Drugim wielkim wygranym albumu jest z całą pewnością Jay Weinberg, czyli perkusista, który występuje ze Slipknotem od 2014 roku. Gdy ze składu odszedł Joey Jordison, wielu twierdziło, że nie da się go zastąpić. W mojej ocenie Weinberg swoją grą na „We Are Not Your Kind” powinien raz na zawsze zamknąć usta krytykom. Koniecznie trzeba podkreślić, że docenienie pracy wszystkich muzyków możliwe jest dzięki rewelacyjnej produkcji.

Chcę, żeby zabrzmiało to mocno – nowy album Slipknota to najlepiej wyprodukowana płyta na świecie

Brzmienie jest klarowne – bez problemu można stwierdzić, czy dany dźwięk był perkusją, czy stalową beczką, w którą ktoś właśnie przyłożył kijem. Nigdy tak dobrze na płytach Slipknota nie brzmiał bas, a całość jest niezwykle mięsista i tłusta.

Gitary brzmią ciężko i zadziornie – naprawdę aż mi jest głupio, że tak się zachwycam, ale nie umiem znaleźć niedociągnięć w tym zakresie. Nawet jeśli ktoś nie lubi muzyki Slipknota, powinien posłuchać tej płyty dla samego jej brzmienia.

„We Are Not Your Kind” to wspaniała płyta

Starzy fani Slipknota na pewno znajdą na niej agresję i wściekłość, za którą pokochali ten zespół dwie dekady wcześniej. Ci, którzy cenią bardziej melodyjne i łagodne brzmienie, zaskoczą się, jak wprawnie można je połączyć z brutalną i ostrą jak brzytwa muzyką. Ja mogę tylko napisać: Dziękuję, że dostaliśmy tak wyborny album.

Okładka płyty We Are Not Your Kind zespołu Slipknot
Slipknot – We Are Not Your Kind, 2019

Tracklista „We Are Not Your Kind”:

1. Insert Coin
2. Unsainted
3. Birth of The Cruel
4. Death Because of Death
5. Nero Forte
6. Critical Darling
7. A Liar’s Funeral
8. Red Flag
9. What’s Next
10. Spiders
11. Orphan
12. My Pain
13. Not Long For This World
14. Soloway Firth

Podobne artykuły

Recenzja: Vader – The Empire

Michał Bentyn

Recenzja: Arch Enemy – The Root Of All Evil

Kinga Parapura

Przerażająco nieludzka – recenzja „Education For Freedom” zespołu Trylion

Redakcja

9 komentarzy

Tomek 9 sierpnia 2019 at 22:54
3+

Krążek już od wieczora się kręci w odtwarzaczu. Jestem usatysfakcjonowany. Kapitalny album 🙂

Odpowiedz
Łukasz 9 sierpnia 2019 at 23:10
0

Autor recenzji chyba nie słuchał całej płyty. Ona jest nierówna jak polskie drogi. Nie ma ballad? A “My Pain” to co? Albumu mimo tych nierówności słucha się dobrze. O ile twórczości Slipknot może się dobrze słuchać.

Odpowiedz
Szymon Grzybowski
Szymon Grzybowski 9 sierpnia 2019 at 23:17
1+

Dziękuję za opinię. Od razu mogę rozwiać wątpliwość – płytę słuchałem w całości, kilkukrotnie. Co do ballad i utworu “My Pain” to poświęciłem im cały akapit. Żeby jednak doprecyzować, pisząc o braku ballad miałem na myśli utwory takie jak “Snuff” z “All Hope is Gone” czy “Vermilion pt. 2” z Vol. 3 Subliminal Verses. Absolutnie nie zgadzam się, że “My Pain” można zaklasyfikować jako balladę. Fakt, że utwór jest wolny i spokojny nie sprawa, że staje się balladą. To jednak już spór o nazewnictwo – moją opinię o “My Pain”, jak i całym albumie wyraziłem w tekście.

Odpowiedz
Łukasz 10 sierpnia 2019 at 10:26
0

Recenzje mają tę cechę, że są subiektywne. Ja się z Pana subiektywną opinią nie zgadzam i uważam, że ta płyta jest dużo słabsza niż wszystkie wcześniejsze. Ale też ja jestem wielkim fanem “.5: The Gray Chapter” , która przez większość krytyków oceniana jest nisko.

Odpowiedz
Szymon Grzybowski
Szymon Grzybowski 10 sierpnia 2019 at 11:26
0

Cieszę się, że się ze mną nie zgadzasz. Jakbyśmy wszyscy myśleli tak samo, byłoby strasznie nudno 🙂 Też bardzo lubię “.5: The Gray Chapter”, ma swój klimat i bardzo charakterystyczne brzmienie. Dzięki za opinię i pozdrawiam!

Odpowiedz
Aleksandra 11 sierpnia 2019 at 11:52
0

Nowej płyty Slipknota chciałam posłuchać w sumie tylko z sentymentu do mojej miłości z wczesnego gimnazjum ale okazało się że jest to zdecydowanie album warty posłuchania i to przynajmniej kilkukrotnego, napewno nie wystawiłabym mu 10 ale myślę że dla osób które właśnie od tego albumu zaczną swoją przygodę ze Slipknotem będzie to wspaniały wstęp w ich muzykę a kawałki takie jak np. ‘A lair’s funeral’ pozostaną w pamięci fanów na długo i nie dadzą im zapomnieć o zespole z Iowa

124 10 sierpnia 2019 at 13:29
0

Płyta przeraźliwie słaba. Brakuje w niej przede wszystkim dobrych rifow. 4/10 to max

Odpowiedz
Kamis 10 sierpnia 2019 at 15:50
0

Moja ocena 6/10(Warto posłuchać całej płyty).. A dlaczego ?
Z track listy tak naprawdę jest 11 utworów do przesłuchania, rozumiem że trójka pozostała jest wstępem do danego utworu.
Z hiciorów mamy 5 utworów(Unsainted,Birth, Nero(Hicior), Critical Darling(moja ulubiona piosenka z całej płyty),Red Flag(Ponadczasowy utwór).

Utwory takie jak Spider i Orphan jak na poziom Slipknota to takie utwory które trzymają poziom, nic ponad to, ale warto je posłuchać.

Dlaczego dałem 6/10 W porównaniu do poprzednich płyt, jest tutaj mniej hiciorów, tylko 11 utworów. Ale satysfakcjonuje mnie długość piosenek, od 4 do 6 minut. TO nie jest Korn, to nie jest Ramstein, od początku czuć bicie, walenie gitarami.
Ponadto jest to płyta różnorodna jest utwór który zupełnie jest z innego świata (RED FLAG), i coś spokojniejszego Spider, Z drugiej strony Hit(Nero) i coś co wpada w ucho Critical Darling.

W ocenie szkolnej dałbym 4 z minusem, lub 3 z plusem. Jest to płyta która ociera się o 4, ale minimalnie jej czegoś brakuje.
Z drugiej strony nie chciałbym słuchaj płyty z samymi Hitami i czymś traktowanym jako dodatek bądz zapchaj dziura np See You on the another Said-Korna.
Uważam jednak że gdybym miał wydać 58 zeta, to polecałbym kupić Slipknota ,,Why are not your KInd” zw na różnorodność, długość utworów.

Odpowiedz
Kulas 11 sierpnia 2019 at 08:06
1+

My Pain to JEST ballada, niezależnie od tego jak autor recenzji będzie zakłamywać rzeczywistość i wmawiać, że czarne jest białe. W dodatku – wyjątkowo słaba ballada, jak zresztą cała płyta, totalnie wyzuta z agresji, wściekłości i przede wszystkim – dobrych kompozycji. Rozwleczone, nudne, kompozycyjnie wyjątkowo nieudolne, ciągnące się jak gluty ładne pioseneczki – taki jest ten album. Brzmienie jest totalnie koszmarne – skrajnie wygładzone, na pierwszy plan wysunięty jest wokal, gitary schowane gdzieś w tyle – znany zabieg stosowany przez “radiowe” zespoły, robiony po to by uczynić muzykę bardziej “user friendlly”. Red Flag to jedyny dobry utwór, reszta to tak naprawdę kawałki Stone Sour, a nie żaden Slipknot. Rekapitulując zatem – najgorsza płyta Slipknot, kompletnie wyzuta z tego co najważniejsze, kompozycyjnie miałka, bezpieczna, ładniutka, banalna.

Odpowiedz

Zostaw komentarz