RECENZJE

Recenzja: DragonForce – “Extreme Power Metal”, czyli Vittu perkele saatana, to jest dobre!

DragonForce jest (na szczęście dla mnie) jednym z tych zespołów, który może i zapowiada, że będzie szybciej, ciężej, że zostaną przekroczone granice, że poszukiwanie nowego brzmienia, ale koniec końców nic się nie zmienia.

Ciężko znoszę muzyczne zwroty akcji i zazwyczaj nie widzę nic dobrego w eksperymentowaniu zespołów, dlatego bardzo cenię „Extreme Power Metal” za konsekwencję w działaniu DragonForce i nienaruszenie mojej strefy komfortu.

Kicz, glam, lata ’80

Na pierwszy ogień DragonForce rzucił nam kilka miesięcy temu do internetu „Highway to Oblivion”. Epicki utwór, który okazał się również kompozycją otwierającą nowy album. Zaprezentowany teledysk dopełnia brzmienie – ukazuje jakąś futurystyczną wizję, ale nie da się oprzeć myśli, że jest to futuryzm filmów akcji lat 80 czy starych gier.

I rzeczywiście, bingo, drugi singiel udostępniony wraz z teledyskiem „Heart Demolition” utwierdza nas w tym przekonaniu, jest retro elektronika, przebija się retro brzmienie, jest kosmicznie i neonowo. Jednym słowem kiczowato, (refrenowe „victim of love” tak bardzo glam!) ale widać, że chłopaki bawią się przy tym wybornie i dalej robią przy tym świetną robotę, więc kicz ten urasta już do rozmiaru kampu.

Na pochwałę zasługuje ogólne brzmienie klawiszy na całej płycie. Nie próbują, jak to często w metalu bywa, wprowadzać wymyślną, symfoniczną atmosferę. Nic z tych rzeczy. Tutaj klawisze brzmią jak stare syntezatory i nawet nie silą się na naturalność.

Zmiany personalne w DragonForce

Na trochę specjalnych słów zasługuje “Razorblade Meltdown”, a zwłaszcza teledysk, który skradł moje serduszko. Sam utwór jest rzewną nostalgią za minionymi czasami, za młodością, za conocnymi zakrapianymi imprezami.

Podmiot liryczny rozważa to, będąc w północnych krainach (stąd fińskie przekleństwa). Klip załączony do piosenki jednak nie pozwala brać całkowicie serio tego całego smutku i straconego czasu. Otóż animowany teledysk przedstawia zmagających się między sobą o kobietę członków zespołu, którzy stosują coraz to wymyślniejsze sposoby na pozbycie się „odradzających” rywali i przejęcie pięknej pani. Ale ta, bądź co bądź, makabryczna fabuła jest tylko pretekstem do przedstawienia wielu ciekawostek związanych z zespołem.

Kilka smaczków z klipu do “Razorblade Meltdown”:

  • Epizodycznie, uderzając raz w trójkąt pojawia się Steve Terreberry, który ma zastąpić Frédérica Leclercqa
  • W epickiej solówce na klawiszach, dla której można stracić głowę, pojawił się Coen Janssen, na co dzień
  • Muzyk należący do formacji Epica, który wspomógł chłopaków po odejściu Vadima Pruzhanova
  • Nawiązanie do chrapania Gee Anzalone, które przeszkadza pozostałym członkom kapeli w czasie tras
  • Gee Anzalone „umiera” od pizzy z ananasem. Prywatnie muzyk jej nie cierpi
  • Nawiązanie do podwodnych solówek Hernana podczas festiwalu Full Metal Cruise

Muzyczne eskapady DragonForce po świecie

Nie mogę ukryć, że każdy utwór z „Extreme Power Metal” niesamowicie szybko wpadł mi w ucho, aczkolwiek mam problem jedynie z kawałkiem „The Last Dragornborn”, który pomimo świetnej melodii doprawionej azjatyckimi tonami posiada klimat, w którym niestety przebija się Sabaton. A za Sabatonem nie przepadam.

Widać, że formacja DragoForce przemierza świat w szukaniu inspiracji, które w postaci drobnych akcentów wrzuca w kolejne kompozycje. I tak było już orientalne brzmienie, fińskie przekleństwa, a dudy występujące na początku romansującego z balladą utworu „Remembrance Day” zabierają nas do Wielkiej Brytanii, kraju, w którym powstał Dragonforce.

Tytuł oznacza oczywiście Dzień Pamięci, święto obchodzone przez Wspólnotę Narodów upamiętniające zakończenie I wojny światowej. W warstwie tekstowej zespołów patetycznie oddaje cześć poległym w walkach żołnierzom.

Na końcu “Extreme Power Metal” zabiera nas na eskapadę w czasie i tutaj szybciej zabije niejedno dziewczęce serce, które w latach dziewięćdziesiątych wzdychało do Leo. Dragoni serwują nam bowiem cover Celine Dion „My Heart Will Go On”, który został użyty oczywiście w filmie „Titanic” z 1997 roku. Początek utworu stylizowany na dźwięki znane z pierwszych gier wideo idealnie zamykają klamrę stylistyczną tego albumu.

Nic nowego, czyli świetnie

Jest wszystko to, do czego przyzwyczaił nad Dragonforce. Szybkość, technicznie dobre solówki, wysokie pianie kojarzące się z nadepnięciem na lego. To ciągle ten sam, dobrze znany DragonForce, bez większych eksperymentów.

Każda piosenka z “Extreme Power Metal” mogłaby z powodzeniem znaleźć się na wcześniejszym wydawnictwie. Może i nie ma tu jakiegoś wiodącego hitu, czegoś, co by w końcu mogło przebić wałkowane „Through The Fire And Flames”, ale jest to dobry, konsekwentny i spójny album. Nie jesteśmy zaskoczeni niczym spektakularnie nowym i świeżym.

Dla mnie rewelacja.

Okładka płyty Extreme Power Metal zespołu DragonForce
DragonForce – Extreme Power Metal, 2019

Tracklista DragonForce – “Extreme Power Metal”:

1. Highway To Oblivion
2. Cosmic Power Of The Infinite Shred Machine
3. The Last Dragonborn
4. Heart Demolition
5. Troopers Of The Stars
6. Razorblade Meltdown
7. Strangers
8. In A Skyforged Dream
9. Remembrance Day
10. My Heart Will Go On

Podobne artykuły

Harmonijny chaos – recenzja „Diluvium” zespołu Obscura

Szymon Grzybowski

Recenzja: Trivium – Vengeance Falls

Tomasz Koza

Death metalowy VW Passat – recenzja Bloodbath „The Arrow of Satan is Drawn”

Szymon Grzybowski

Recenzja: Butchery – Rites of Unholy Might

Michał Bentyn

Recenzja: Eluveitie – Everything Remains As It Never Was

Kinga Parapura

Recenzja: Shining – International Blackjazz Society

Tomasz Koza

Zostaw komentarz