RECENZJE

Wysokie „c”- recenzja Overkill „The Wings of War”

Po około dwuletniej przerwie z nowym albumem wraca legenda thrashu, Overkill. Grupa powstała w 1980 roku w New Yersey do tej pory wydała 18 albumów studyjnych. Ta liczba zwiększyła się 22 lutego 2019 roku do dziewiętnastu.

Muzycy powracają z nowym dziełem pt. „The Wings of War”, które ponownie wyprodukowali członkowie Overkill (D.D.Vermi i Dave Linsk).

Na tym stanowisku zmiana nie zaszła, ale w kilku innych miejscach widać nowe twarze. Największą nowością z całą pewnością jest nowy perkusista zespołu, Jason Bittner. Bębniarz zastąpił w grupie, Rona Lipnickiego, który reprezentował barwy tego amerykańskiego bandu przez 11 lat. Zastąpił go 49. letni Bittner, który w swoim dorobku ma współpracę z m.in. Toxik czy Flotsam and Jetsam. Drugą zmianą jest osoba odpowiadająca za miksy i mastering. Na „The Wings of War” za te rzeczy odpowiadał Zeuss, który jest znany z pracy z m.in. Robem Zombie, Soulfly czy Hatebreed.

Z thrash metalem im do twarzy.

Overkill można skategoryzować jako grupę, która w swojej karierze mało eksperymentowała i praktycznie cały czas używała swojego charakterystycznego stylu. Większość grup po jakimś czasie zmieniała swoje granie, ale oni dalej pozostawali sobą. Nawet drobna zmiana w 2010 roku nie zmieniła faktu, że muzycy dalej tworzą wyjątkową muzykę.

Każdy album pozwalał doznać słuchaczom wielu pozytywnych doznań. Podczas słuchania ich stricte metalowych albumów często pojawia się gęsia skórka. Dlatego grupa już prawie od 40 lat tworzy kolejne wydawnictwa, a na koncerty ściągają tłumy ludzi. Ten drugi argument potwierdzają zapełnione sale koncertowe w Gdańsku i we Wrocławiu, gdzie kilka dni temu muzycy wystąpili. Gdy Overkill ogłosił, że na początku 2019 roku pojawi się ich 19. album, od razu wiedziałem, że to właśnie na to dzieło będę czekać najbardziej w tych miesiącach.

Album „The Wings of War” promowały trzy single.

Wszystko zaczęło się z wysokiego „c” dzięki utworowi „Last Man Standing”. Oprawa muzyczna jest dosyć tajemnicza i wzbudziła we mnie chęć dowiedzenia się, co będzie dalej. Jak oni to dokończą? Czy czegoś nie zawalą? Czy tempo będzie na odpowiednim poziomie? Takie pytania rodziły się w moim umyśle. Jak się okazało, muzycy stworzyli ambitne dzieło, którego chce się słuchać.

„Last Man Standing” szybko zawitał na najwyższe miejsce mojej playlisty.

W tym utworze wszystko wypaliło. Przed pierwszym wysłuchaniem tego singla postanowiłem sobie przypomnieć ostatni album Overkill pt. „The Grinding Wheel”. Porównałem sobie utwory z tego wydawnictwa do nowego singla, i doszedłem do wniosku, że „Last Man Standing” jest o wiele szybciej zagrany. Jest bardziej energicznie. Wokal „Blitza” jest na bardzo wysokim poziomie, a solówka również może się podobać.

O wtórności nie ma mowy – „Head of a Pin”

Drugi singiel z „The Wings of War” jest bardziej stonowany, ale dalej bardzo ciekawy. Partie gitarowe szczególnie zwróciły moją uwagę, chociaż uważam, że solówka w „Last Man Standing” była lepsza. „Blitz” używa swoich zdolności wokalnych w najlepszy możliwy sposób, co pokazuje w wielu miejscach na albumie. Refren jest niezwykle chwytliwy i trzyma się długo w pamięci. Miło się słucha thrash metalu w tak przystępnej formie. W XXI wieku coraz trudniej o dobry album reprezentujący ten podgatunek.

„Welcome to the Garden State” przykładem połączenia nowego ze starym.

Wraz z ukazaniem się płyty „Ironbound” w 2010 roku przyszła drobna zmiana w stylu Overkill. Jednak muzycy nie zapomnieli, jak kiedyś tworzyli swoje piosenki. Zdarza im się stworzyć nawet utwór, który jest podsumowaniem całej ich twórczości i połączeniem stylów, jakie grupa prezentowała. Dobrym przykładem takiego zjawiska jest trzeci singiel z najnowszego albumu grupy pt. „Welcome to the Garden State”. Znowu jest szybko i melodyjnie. Przed wydaniem albumu „Blitz” mówił, że chcą się ukierunkować na klasyczny heavy metal w połączeniu z mocniejszymi elementami, ale jednocześnie chcą nawiązać do klasyki Overkill. „Welcome to the Garden State” to potwierdza.

Mocne uderzenia w postaciach „Out on the Road-Kill” i „Hole in My Soul”

Podczas słuchania „Wings of the War” czuć, że to jest prawdziwy thrash metal, a nie brzydka podróbka, z której później musieliby się tłumaczyć członkowie Overkill. Wszystko jest idealnie połączone. Warto wspomnieć o dwóch ostatnich utworach na trackliście, czyli „Out on the Road-Kill” i „Hole in My Soul”. Te utwory nie będą należeć do tych, które jakoś widocznie się wyróżniają, ale są ciężkie. Bębnienie nowego perkusisty, Bittnera jest genialne. W jednym z wywiadów, „Blitz” zapewniał, że „Ten facet jest bliski wirtuozerii, gdy uderza w bębny.”. Perkusista rzeczywiście zaprezentował się z bardzo dobrej strony na albumie.

Było o zaletach, to teraz pora na wady.

Grupa na kolejnym albumie z rzędu nie potrafi nagrać czegoś, co później będzie można nazwać wybitnym i niesamowitym. Na „The Wings of War” muzycy tylko jedną piosenkę nawiązali do takich stwierdzeń, a było to „Last Man Standing”. Można powiedzieć, że było o niebo lepiej od ich ostatniego dzieła, ale dalej muzyka nie zwala z nóg. Na następnych albumach będę liczył na coś jeszcze lepszego. Wokal „Blitza” jest na świetnym poziomie i miło się go słucha, ale w porównaniu do albumów z czasów początków grupy jest sporo do nadrobienia.

Jest mocno, jest fajnie, ale brakuje finezji i kreatywności.

Wrócę jeszcze do pochwał. Bardzo mi się podobała okładka albumu, którą zaprojektował Travis Smith, który już niejednokrotnie współpracował z amerykańską kapelą. Jest tajemnicza i zachęcająca. Pisałem wcześniej o braku eksperymentowania ze strony Overkill, być może to jest właśnie problemem muzyków. Może następnym razem pokażą się nam z zupełnie nowej strony. Wszystko przed nimi. Mam nadzieję, że za około 2 lata znów usłyszymy zapowiedź 20. Jubileuszowego albumu Overkill. „The Wings of War” nie jest do końca dopracowane, ale na złą ocenę ten longplay nie zasługuje.

Overkill - The Wings of War, 2019
Overkill – The Wings of War, 2019

Lista utworów:

01. Last Man Standing
02. Believe In The Fight
03. Head Of A Pin
04. Bat Shit Crazy
05. Distortion
06. A Mother’s Prayer
07. Welcome To The Garden State
08. Where Few Dare To Walk
09. Out On The Road-Kill
10. Hole In My Soul

Podobne artykuły

Recenzja: Mord’A’Stigmata – Hope

Michał Bentyn

Recenzja: Paradise Lost – The Plague Within

Tomasz Koza

Recenzja: Decapitated – Anticult

Michał Bentyn

Zostaw komentarz