Image default
RECENZJE

Recenzja: Ghost – Ceremony and Devotion


Ghost w ciągu ostatniej dekady wziął szturmem metalową scenę. Wyjątkowy image sceniczny, spora doza kontrowersji, obrazoburcze teksty, ale przede wszystkim obrzydliwe (w dobrym tego słowa znaczeniu) przebojowe utwory i melodie, które za nic w świecie nie chcą wyjść z głowy sprawiły, że pokochali ich fani na całym świecie. Co prawda ostatnio o zespole było raczej głośno ze względów pozamuzycznych i przepychanek o kasę, ale Papa Emeritus postanowił przypomnieć również o muzyce. Stąd dość niespodziewane, niepoprzedzone żadną większą promocją wydanie albumu koncertowego – „Ceremony and Devotion”.

Trudno jednoznacznie określić czym jest ten album.

Część powie, że jest to pełnoprawna pozycja w dyskografii – w końcu zespół w ciągu ostatniej dekady nagrał trzy dobrze przyjęte zarówno przez fanów, jak i krytyków albumy (do tego kilka mini-albumów), zagrał na najważniejszych scenach i festiwalach na świecie, więc czas najwyższy udokumentować ten okres. Inni mogą uznać to za chwyt marketingowy, który ma przypomnieć o zespole przed planowanym na wiosnę wydaniem nowego materiału. Prawda leży pewnie gdzieś po środku, ale wcale nie wpływa to negatywnie na odbiór tego wydawnictwa. Przede wszystkim dlatego, że Ghost na żywo – kto był, ten wie – wypada wprost rewelacyjnie.

Płyty studyjne zespołu wyprodukowane są dość gładko, nie czuć na nich zawsze tego ciężaru, który niosą ze sobą kompozycje.

Jednak w wersji na żywo nabierają ostrości i prawdziwie metalowego pazura, a część utworów można wręcz odkryć całkowicie na nowo. Rewelacyjnie brzmią „Per Aspera Ad Inferi”, „Elizabeth” czy „Mummy Dust”, ale tak właściwie rzucanie kolejnymi tytułami nie ma większego sensu, bo każdy utwór na płycie stał się bardziej hard’n’heavy i należy to postrzegać jako wielką zaletę. Paradoksalnie jednak przy tym całym dodawaniu „ciężaru” nie zagubiła się największa zaleta utworów Ghosta, czyli… lekkość. Nadal są to przebojowe kompozycje, które z jednej strony nadają się do solidnego headbangingu, ale z drugiej można je sobie wesoło podśpiewywać pod prysznicem bez poczucia żenady. Który inny metalowy zespół oferuje takie doznania?

Pod względem technicznym albumowi nie można nic zarzucić, brzmi bardzo dobrze, publiczność reaguje żywiołowo nie tylko na muzykę, ale również na słowa, które Papa Emeritus rzuca ze sceny. Wyraźnie słychać też, które utwory są tymi bardziej oczekiwanymi od innych. Z kronikarskiego obowiązku należy też dodać, że na „Ceremony and Devotion” znajduje się 17 kompozycji, które zostały zarejestrowane w 2017 roku podczas amerykańskiej części trasy promującej EP-kę „Popestar”.

Nie będę ukrywał, że kupuję Ghosta w całej rozciągłości – zarówno wręcz popową przebojowość, jak i całą kiczowatą otoczkę.

Wszystko dlatego, że na szeroko rozumianej scenie hard rockowej/metalowej dawno nie pojawił się zespół, który z jednej strony tam mocno czerpałby z przeszłości i twórczości innych, ale z drugiej – łączyłby to w tak odważny i ekstrawagancki sposób, że efekt końcowy jest bardzo świeży i zaskakujący. „Ceremony and Devotion” tylko mnie w tym przekonaniu utwierdza.

Recenzja: Ghost – Ceremony and Devotion
Okładka autorstwa Zbigniewa M. Bielaka

Tracklista “Ceremony and Devotion”:

  1. Square Hammer
  2. From The Pinnacle To The Pit
  3. Con Clavia Con DIO
  4. Per Aspera Ad Inferi
  5. Elizabeth
  6. Body & Blood
  7. Devil Church
  8. Cirice
  9. Ghuleh/Zombie Queen
  10. Year Zero
  11. Spoksonat
  12. He Is
  13. Mummy Dust
  14. Secular Haze
  15. Absolution
  16. Ritual
  17. Monstrance Clock
  • 8.5/10
    Ocena autora - 8.5/10
8.5/10

Podobne artykuły

Recenzja: Saltus – Opowieści z przeszłości…

Michał Bentyn

Recenzja: Trivium – Vengeance Falls

Tomasz Koza

Recenzja: Iperyt – The Patchwork Gehinnom

Michał Bentyn

Zostaw komentarz