RECENZJE

Ni ziębi, ni parzy – recenzja „The End of Chaos” Flotsam and Jetsam

Flotsam and Jetsam to zespół z grubo ponad 30-letnią historią, ale tak naprawdę jedynym krążkiem, który wzbudził powszechne zainteresowanie, był wydany w 1986 roku debiut – „Doomsday for the Deciver”. Wszystko, co nagrane później było co najwyżej wobec niego wtórne i najczęściej – ogólnie stwierdzając – mniej interesujące. Nie inaczej jest z nowym albumem, czyli „The End of Chaos”. Nie jest to w żadnym wypadku zła muzyka, z całą pewnością znajdą się i tacy, którzy się nim zachwycą. Ale w mojej ocenie – i tu uprzedzam fakty – jest to raczej średniak.

W początkowym okresie działalności Flotsam and Jetsam zaliczany był do rosnącego w siłę w owym czasie thrash metalu.

To przecież z tej kapeli do Metalliki trafił Jason Newsted (thx cpt obvious!), ale dziś muzyka, którą serwuje zespół, jest odległa od tamtej stylistyki. Tempa na nowym krążku bywają zawrotne, podwójna stopa pracuje w tempie CKM-u, ale całości brakuje ciężaru i zadziorności thrashu. Bliżej temu do klasycznego heavy, a momentami nawet power metalu. Efekt potęguje szlachetny i czysty wokal jedynego oryginalnego członka składu, czyli Erica Knutsona.


Muzyka na „The End of Chaos” z pierwszego do ostatniego dźwięku jest szybka i agresywna.

Artyści nie bawią się w dawkowanie emocji czy tworzenie wielowątkowych czy progresywnych kompozycji. Pedał gazu wciśnięty jest do dechy od pierwszego do ostatniego dźwięku. Wielu z pewnością to doceni, ale dla mnie płyta okazywała się przez to trudna do przełknięcia na raz, a nawet męcząca. I wcale nie chodzi mi o to, że potrzebuję ballady, chwili wytchnienia czy wielkiej różnorodności. Uwielbiam płyty, które od początku do końca poniewierają mnie jak szmacianą lalkę, ale na „The End of Chaos” wyraźnie brakuje mi jakości.

Żeby jednak nie być zbyt krytycznym, muszę podkreślić, że kilka utworów faktycznie lekko przyspiesza mi tętno. Pierwszy numer na płycie – „Prisoner of Time” – jest zdecydowanie jednym z nich. Utrzymany jest w średnio-szybkim tempie, zaczyna się ciekawym wstępem basowym, a później wchodzi fajny szarpany riff, całości dopełnia odpowiednio przebojowy refren, który – nie powiem – lekko wyrył mi się w pamięci. Utwór okraszony jest też fajną solówką. Gdy pierwszy raz odpaliłem ten krążek i usłyszałem ten kawałek, pomyślałem, że jeśli uda się utrzymać taki poziom, mamy prawdziwą petardę. Dalej jest jednak różnie.

Uwagę zwracają też „Prepare for the Chaos” z fajny, motorycznym riffem, czy „Architects of Hate”, który w refrenie przeradza się w prawdziwy walec, którego ciężar potęguję moc wokalu. Riff z „The End” brzmi z kolei, jakby napisał go Dave Mustaine z Megadeth – jest szybki, szalony i pełen metalowego chaosu, ale refren wyraźnie zwalnia, staje się podniosły i bardzo zmienia charakter utworu.

Z drugiej strony jest kilka numerów mniej udanych.

„Control” podkręca tempo do maksimum, ale riff, który napędza utwór, jest koślawy i raczej nie zapada w pamięci. Utwór jest monotonny i przewidywalny. Takich jest jeszcze kilka – jak „Slowly Insane” czy „Unwelcome Surprise”. Nie są to złe kawałki. Ogólnie widać, że muzycy są kompetentni, potrafią korzystać ze swoich instrumentów, ale brakuje im tego czegoś, co sprawia, że do muzyki chce się wracać. Na „The End of Chaos” nie mam takiego uczucia.

Plusem na pewno jest produkcja – płyta brzmi nowocześnie, klarownie i selektywnie.

Nie podoba mi się natomiast okładka – wygląda tak, jakby przygotował ją stażysta na jakimś darmowym programie do grafiki 3D. Nie wpływa to rzecz jasna na odbiór muzyki, ale trochę psuje odbiór całości.

Jestem przekonany, że „The End of Chaos” znajdzie swoich amatorów.

To krążek dla słuchaczy spragnionych bezkompromisowego grania, które od początku do końca leci na bardzo wysokim poziomie intensywności. Jeśli tego właśnie szukasz, sprawdź nowy krążek Flotsam and Jetsam. Jeśli jednak chcesz czegoś więcej niż 50 minut ostrej jazdy, ale na oślep, poszukaj czegoś innego.

Flotsam and Jetsam - The End of Chaos, 2019
Flotsam and Jetsam – The End of Chaos, 2019

Lista utworów:

1. Prisoner of Time
2. Control
3. Recover
4. Prepare for Chaos
5. Slowly Insane
6. Architects of Hate
7. Demolition Man
8. Unwelcome Surprise
9. Snake Eye
10. Survive
11. Good or Bad
12. The End

4 komentarze

Dominik 2 lutego 2019 at 23:32

Tak na marginesie, Michael Gilbert jest drugim członkiem oryginalnego składu … Pozdrawiam a wg. mnie płyta 8/10 … Jedną z lepszych w ich dorobku. Aaaaaa i jeszcze jedno, “No place…” to także klasyk ??. Pozdro!

Odpowiedz
Szymon Grzybowski
Szymon Grzybowski 3 lutego 2019 at 10:41

Hej! Dzięki za komentarz.

Co do Gilberta uważam, że nie był członkiem oryginalnego składu, bo do zespołu dołączył w okolicach 1984 roku, a historia Flotsam and Jetsam sięga 1981-82 roku i wtedy w składzie byli: Kelly David-Smith (perkusja), Mark Vasquez (gitara), Kevin Horton (gitara), Jason Newsted (bas), na końcu dołączył do nich Knutson.

Hortona w 1983 roku zastąpił inny wieloletni gitarzysta, czyli Ed Carlson, a Vasquez odszedł z zespołu dopiero w 1984 roku – zastąpił go wspomniany wcześniej Gilbert. Są nawet nagrania, gdzie Vasquez gra utwory z “Doomsday for the Deceiver”. Na specjalną wersję płyty przygotowaną na 20. rocznicę wydania, dodano DVD z nagraniami z pierwszej połowy lat 80 i tam Vasquez gra jedną z wczesnych wersji “Iron Tears”.

Żeby była jasność – kapela nazywała się wtedy “Paradox” (później jeszcze “Dreadlox” oraz “Dogz”) ale Flotsam and Jetsam nie było nowym zespołem, tylko starym ze zmienioną nazwą. Jeśli jednak spojrzeć na dyskografię, faktycznie, Gilbert jest gitarzystą na pierwszych demach z 1985 roku, więc w tym kontekście można uznać go za członka oryginalnego składu.

Odpowiedz
Dominik 3 lutego 2019 at 17:44

Ja za oryginalny skład uważam ten z “Doomsday…” , pierwszej płyty jaką wydali … Idąc tym tropem za pierwszego basistę Metallicy uważam Burtona a nie McGovneya … Taki mam pogląd na te sprawy 😉 Pozdro!

Odpowiedz
Szymon Grzybowski
Szymon Grzybowski 3 lutego 2019 at 17:50

Spoko, rozumiem Twój tok myślenia i wcale nie twierdzę, że mój jest lepszy – uzasadniłem po prostu dlaczego w tekście napisałem tak, jak napisałem 🙂 Z metalowym pozdrowieniem! 😉

Odpowiedz

Zostaw komentarz