RECENZJE

Plastik fantastik – recenzja “Resist” Within Temptation

Moją przygodę z Within Temptation zakończyłem po płycie “Mother Earth”. Kolejna wydała mi się strasznie nadęta, a po dalsze nawet nie sięgnąłem. Pojedyncze utwory, które gdzieś tam w międzyczasie słyszałem wydały mi się, podobnie, jak nowsze dzieła Nightwish, straszliwie męczące w swoim napompowaniu, a histeryczna maniera Sharon den Adel skutecznie mnie od zespołu odpychała. Tak więc, do najnowszej propozycji holenderskiej grupy podszedłem bez przekonania.

Okładka “Resist”.

Im dłużej przyglądam się temu obrazowi, tym bardziej chce mi się śmiać. Takie połączenie ostatniego rebelianta z Batmanem (uszka mu odpadły, temu Batmanu!) pasowałoby bardziej do nowej płyty Fear Factory, na której człowiek toczy nierówną i skazaną na niepowodzenie walkę z inteligentnymi maszynami. Sztampa, ale przynajmniej w konwencji. Obrazek z całą pewnością nie pasuje do cukierkowej i mdłej zawartości “Resist”. Co prawda okładka najnowszej płyty Within Temptation nie jest tak kiczowata, jak potworek “zdobiący” płytę “The Unforgiving”, ale mam wrażenie, że zespół najpierw wymyślił sobie tytuł płyty i potem koniecznie musiał znaleźć grafikę, która będzie do tego tytułu pasowała.

Czas posłuchać nowej płyty Within Temptation.

Na podstawową edycję “Resist” składa się 10 kompozycji trwających łącznie 47 minut. To pierwsze, pozytywne zaskoczenie. W czasach, gdy mnóstwo wykonawców za punkt honoru obiera sobie zapchanie płyty kompaktowej do granic możliwości, trwający trzy kwadranse album zachęca do odsłuchu. Zwłaszcza, że pojawiające się pierwsze recenzje “Resist” są raczej pozytywne. No to słucham.

Płytę otwiera banalna melodyjka zagrana jednym palcem na klawiszu, a ja zaczynam się zastanawiać, czy serwis streamingowy nie zrobił mi psikusa i pod hasłem “within temptation” nie umieścił przypadkiem płyty Miley Cyrus. Aaa, nie! Jest OK. To singlowy “The Reckoning”. Dla niepoznaki podlany ciężkimi gitarami. Ale takimi niezbyt brutalnymi, żeby przypadkiem nie okazało się, że w radiu nie puszczą. Do tego komputerowe mieszanie wokali, dubstepowy automat perkusyjny pod koniec utworu i mamy kompletny obrazek całego albumu.

A im dalej, tym gorzej.

W “Endless War” automat perkusyjny cyka od samego początku. Refren, zapewne w założeniu “bondowski” (gdzieś tam kojarzy się ze “Skyfall”), w jakiś sposób nawet się broni, ale utwór kończy się, zanim zdąży się na dobre rozkręcić. A szkoda, bo potencjał na bardziej rozbudowaną, monumentalną kompozycję, o dziwo jest. I z dwojga złego wolałbym nightwishowy patos i nadęcie, niż smętny pop serwowany przez zespół na “Resist”.

Dalej mamy “Raise Your Banner”, czyli nieco przyprószoną chórem, bezczelną zrzynkę z “Ich Tu Dir Weh” Rammsteina, podaną z tekstem o tym, że masz podnieść sztandar, bo bogowie upadają, jesteś zdany wyłącznie na siebie, masz iść do boju, walczyć o coś tam, ple, ple, ple, a wolność wymaga krwi. Kojarzy mi się z naiwnym tekstem “Where’s The Revolution” Depeche Mode, w którym Gahan ze swojego apartamentu w Nowym Jorku śpiewał, że ludzie go rozczarowali, bo choć byli uciskani i pomiatano nimi wystarczająco długo, to jakoś nie kwapią się do wzniecania buntu. Ehhhh…

No dobra, niech będzie, przyznaję, jakoś ta okładka się tu broni. Tak, czy inaczej, w tym miejscu po raz pierwszy mam ochotę wyłączyć “Resist”, a poczucie marnowania czasu będzie mi towarzyszyć już do końca płyty.

Popelina w najgorszym wydaniu.

“Supernova” z powodzeniem mogłaby trafić na płytę Spice Girls czy innej Britney Spears. Elektroniczna melodyjka kradziona od Daft Punk i banalne, niby-balladowe zwrotki tworzą zdecydowanie najgorszy utwór na płycie. Naiwny, sztampowy, do bólu popowy.

W “Holy Ground” znowu dostajemy dubstepowy automat perkusyjny i komputerową zabawę z wokalami. A do końca płyty jeszcze daleka droga…

Pisałem, że “Supernova” to najgorszy utwór na płycie? To źle pisałem. Najgorsza jest drętwa balladka “Firelight” do pokiwania się “na dwa” na dysko w lśniących “najeczkach” i białym garniturze z trzema paskami. To utwór, który może z powodzeniem konkurować z “Wrecking My Balls” (czy jak tam nazywał się ten kawałek, w którym panienka lizała młotek) o palmę pierwszeństwa w konkursie na najbardziej mdłą i nijaką kompozycję, jaka kiedykolwiek powstała.

Płyta “Resist” do samego końca trzyma określony kierunek.

I tak sobie słucham, słucham i zastanawiam się, czym Within Temptation A.D. 2019 różni się od Britney Spears? No cóż, ta druga przynajmniej nie udaje, że gra coś innego, niż naiwny, cukierkowy pop dla odbiorcy o niezbyt wyszukanym guście.

Uwaga, będę chwalił!

Zanim przejdę do podsumowania, muszę wspomnieć o produkcji płyty. Co tu dużo mówić, płyta brzmi rewelacyjnie, całość jest wypieszczona i wycyzelowana do granic możliwości. W zasadzie nie ma się do czego przyczepić. Ale to było do przewidzenia. Jeżeli zespół przesuwa premierę płyty z powodu “trudności produkcyjnych” to efekt finalny po prostu musi być doskonały. Pod tym względem, “Resist” to produkt idealny. I to słowo chyba najlepiej opisuje siódmą płytę Within Temptation.

Produkt. Ładnie opakowany, starannie podany, plastikowy i sztuczny produkt obliczony bezczelnie na szybki zysk. Ładny, radiowy, popowy, lukrowany, ale mocny, jak jasna cholera, żeby dwunastolatki mogły się pochwalić, jakiej to ciężkiej muzyki słuchają. Bo przecież Within Temptation to zespół metalowy, prawda? Nie! Nie prawda!

Goście, goście na “Resist”.

To będzie chyba najkrótszy akapit, jaki kiedykolwiek znalazł się na portalu. Goście na “Resist”. Kropka. Nie wnoszą do płyty absolutnie nic.

No dobra, jakoś dobrnąłem do końca.

Instrumentalnych wersji utworów, które trafiły na wersję “deluxe” płyty, słuchać nie będę. Lekarz mi zabronił. A przy podsumowaniu nasuwają się dwa wnioski. Po pierwsze zbyt mało Within Temptation w Within Temptation. Na “Resist” jest mnóstwo nawiązań, dużo zapożyczeń, dużo podglądania innych, a bardzo mało pomysłu na siebie. Ktoś powie, że przecież zespół ma prawo inspirować się innymi. Ano ma, ale fajnie by było gdyby przy okazji nie tracił sam siebie. A po drugie i przede wszystkim za mało metalu w zespole, który mieni się grupą metalową. Nie ma pazura, nie ma mocy, nie ma choć odrobiny wysiłku, czy chęci, by zagrać ciężej.

Within Temptation - Resist, 2019
Within Temptation – Resist, 2019

Lista utworów:

01. The Reckoning (feat. Jacoby Shaddix)
02. Endless War
03. Raise Your Banner (feat. Anders Friden)
04. Supernova
05. Holy Ground
06. In Vain
07. Firelight (feat. Jasper Steverlinck)
08. Mad World
09. Mercy Mirror
10. Trophy Hunter

Podobne artykuły

Recenzja: Paradise Lost – The Plague Within

Tomasz Koza

Kiedyś to były czasy, teraz nie ma czasów… Recenzja „Rainier Fog” Alice in Chains

Szymon Grzybowski

Recenzja: Paradise Lost – Medusa

Hubert Onisk

1 komentarz

Metalnews fan 15 lutego 2019 at 14:09

Jesli jest to pop recenzja nie powinna byc umieszczona na tym portalu. Z zalozenia traktowanie o zespole kwalifikuje go lub nie. Chyba ze autor wrzuci zaraz recenzje marzi gagioli i siostr goldewskich a nazwe zmieni na pop gniot news.
Z czescia komentarzy sie zgodze, jednak przebrniecie przez cała recenzje byli meczace. Coraz wiecej recenzentow zaczelo pisac jakby przynajmniej raz w zyciu chcieli uzyc slowa ktorego znaczenia nie rozumieja bez google a na codzien nie zawiera sie w slowniku, a tylko poto by podnies rating. Mozna przeciez merytorycznie i zwiezle a nie harlekinowo.

Odpowiedz

Zostaw komentarz