Recenzja: Phil Campbell and the Bastard Sons – The Age of Absurdity


Czy grając przez ponad 30 lat w Motörhead, jednej z najważniejszych kapel hard rockowych na świecie trzeba coś jeszcze udowadniać? Czy trzeba zaskakiwać, robić zwroty stylistyczne i poszukiwać nowych brzmień? Wydaje się, że przed nagraniem płyty „The Age of Absurdity” zespołu Phil Campbell and the Bastard Sons jej lider na wszystkie powyższe pytania odpowiedział przecząco. Debiutancki album jest bowiem mocno osadzony w brzmieniach klasycznego hard rocka, który królował trzy-cztery dekady temu, ale również dziś nie brakuje jego miłośników. Na pewno jednak krzywdzące byłoby stwierdzenie, że jest to tylko odcinanie kuponów i żerowanie na sentymencie, bo zespół ma trochę do zaoferowania.

Chyba żadna inna nazwa zespołu tak trafnie nie charakteryzuje jego składu.

Oprócz Phila Campbella, gra w nim bowiem… jego trzech synów, czyli Todd, Dane i Tyla. Wokalista – Neil Starr – trochę psuje tę kompozycję, bo nie jest spokrewniony z rodziną Campbellów. Nadal jednak jest to o niebo lepsza nazwa niż ta, pod którą zespół zaczął funkcjonować, czyli Phil Campbell’s All Starr Band.

Na koniec kwestii organizacyjnych warto jeszcze wspomnieć, że „The Age of Absurdity” jest debiutem zespołu, ale wcześniej intensywnie koncertował, wydał EP-kę i odwiedził wiele ważnych scen i festiwali na całym świecie. Setlisty często składały się niemal wyłącznie z coverów – jak łatwo się domyślić głównie Motörhead, ale również Black Sabbath, Ramones, ZZ Top, a nawet Davida Bowiego.


„The Age of Absurdity” jest zbiorem całkowicie nowych i autorskich kompozycji.

Zdecydowana większość z nich to szybkie i ostre petardy, które od razu wpadają w ucho. W końcu nie od wczoraj wiadomo, że Phil Campbell ma rękę do pisania przebojowych riffów. Słychać również, że to on dowodzi całym składem i gra pierwsze skrzypce. I bardzo dobrze, bo jego gitara, riffy, solówki są najjaśniejszymi punktami całego albumu.

Całość zaczyna „Ringleader”, który spokojnie mógłby się znaleźć na każdej płycie Motörhead i na żadnej nie byłby wypełniaczem. Jest ostro, ale również – zwłaszcza gdy wchodzi podwójna stopa – ciężko. Bardziej metalowo robi się również w utworze „Skin and Bones”, który jest tylko trochę wolniejszy od większości kompozycji na płycie, ale to wystarczy, żeby określić go mianem walca (nie tańca, a ciężkiego sprzętu – doprecyzowując). Dużo rock’n’rollowego luzu można za to usłyszeć we „Freak Show”. Problemem tego utworu jest jednak to, że riff brzmi bardzo znajomo. Dla mnie inspiracja (celowa czy przypadkowa – nie wiem) AC/DC i ich „Girls Got Rythm” jest zbyt wyraźna.

Kurtki dla fanów rocka i metalu!
Oryginalne kurtki dla fanów rocka i metalu.

„The Age of Absurdity” jest dość jednowymiarową płytą, nie zmienia nastrojów, nie dawkuje emocji.

Gaz wciśnięty w podłogę na samym początku podróży, pozostaje w takiej pozycji niemal do końca albumu. Dobrze więc, że zespół choć na chwilę zapuścił się w trochę inne rejony i umieścił na krążku „Dark Days”. To czysty blues z amerykańskiego południa, który zaczyna się czystą gitarą, harmonijką ustną w tle i jest bardzo dobrym przerywnikiem od czadu, choć tego również nie brakuje w tym utworze. Refren ma już odpowiednie ostrość i ciężar, a całość wieńczy bardzo fajna solówka.

Drugim elementem z jednej strony z trochę innej bajki, ale z drugiej w jakiś sposób pasujący do tej układanki to cover „Into The Dark” z repertuaru Hawkwind. To najdłuższy, najbardziej rozbudowany i bez wątpienia udany utwór. W sumie na płycie jest 11 kawałków, które trwają zaledwie 41 minut i należy to postrzegać jako zaletę. Muzyka, którą serwuje Phil Campbell and The Bastard Sons jest bowiem bardzo smaczna, ale przyjmowana w nadmiarze może stać się mdła i ciężkostrawna.

Na koniec dwa słowa warto powiedzieć o wokaliście, który jest drugim, po gitarze Phila, punktem charakterystycznym albumu.

Neil Starr to jeden z tych wokalistów rockowych, który może się podobać, ale raczej nie przyprawi o gęsią skórkę. Ot, solidne rockowe śpiewanie z lekką chrypką, które sprawdzi się być przy pop-rockowym pitoleniu, ale czy przy cięższej muzyce poradzi sobie równie dobrze? Tak sobie. Moim zdaniem jest, co najwyżej, poprawny.

„The Age of Absurdity” nie jest płytą, która zmieni obliczę rocka, nie jest również w żaden sposób awangardowa, ani inspirująca. Phil Campbell na pewno nie wyszedł ze swojej strefy komfortu podczas nagrywania tego albumu, ale tak naprawdę nikt tego od niego nie oczekiwał. Każdy, kto chciał usłyszeć jeszcze raz „legendarną gitarę Motörhead”, otrzymał taką szansę. Paradoksalnie – to dużo i mało jednocześnie.

Recenzja płyty Phil Campbell and the Bastard Sons - The Age of Absurdity

Tracklista “The Age of Absurdity”:

  1. Ringleader
  2. Freak Show
  3. Skin and Bones
  4. Gypsy Kiss
  5. Welcome to Hell
  6. Dark Days
  7. Dropping The Needle
  8. Step into The Fire
  9. Get on Your Knees
  10. High Rule
  11. Into The Dark
  • 6.5/10
    Ocena autora - 6.5/10
6.5/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *