Image default
RECENZJE

Wszystko zostało powiedziane – recenzja Uriah Heep “Living the Dream”


Zostali założeni w 1969 roku, wydali ponad 20 albumów, skład ich załogi niejednokrotnie był zmieniany, ale oni wciąż zachwycają nas swoim bezprecendensowym graniem. Uriah Heep, bo o nich mowa, zbliżają się do obchodów swoich 50. lat na scenie, ale pedał gazu u nich jest wciąż wciśnięty.

Zespół pod przewodnictwem Micka Boxa nie daje o sobie zapomnieć i wydaje kolejną już płytę pt.”Living the Dream”. Gdy udostępniono pierwszy singiel “Grazed by Heaven” już było wiadomo, że o grupie znów będzie głośno w rockowym świecie. 14 września na półkach sklepowych pojawił się 25. studyjny album Uriah Heep “Living the Dream”.

Całkowicie świeże spojrzenie.

Zatrudniając Jaya Rustona jako producenta, Mick Box chciał, aby Uriah Heep pokazało swoje nowe oblicze. Pragnął, aby zespół nie był tylko nostalgią i powtarzaniem starych hitów, których grupie nie brakuje, ale również nową i świeżą częścią światowej sceny z pogranicza nurtu hard n’heavy. Członkowie Uriah Heep są bardzo doświadczonymi muzykami, ale jednocześnie chcą wyciągnąć ze swojego grania tą nutkę niepewności i odkrywać nowe muzyczne horyzonty. Dalej czarują nas swoimi melodycznymi refrenami i rockowymi zwrotkami.

Po dobrze przyjętych poprzednich albumach, zespół wraca z nowym materiałem, który znowu pozwala powiedzieć, że Uriah Heep to żywa legenda rocka. Oni dalej żyją, tworzą i koncertują. Nikt ich nie zatrzyma. Możemy się spodziewać, że koniec grupy nie przyjdzie zbyt prędko. Miejmy nadzieję, że zespół dalej będzie nas uszczęśliwiał wydawaniem takich albumów jak “Living the Dream”. Muzycy mieli swoje wzloty i upadki, ale zawsze potrafili się pozbierać i wrócić “na salony”. Poprzez trwającą prawie 50 lat karierę Uriah Heep nagrali zarówno albumy, które przeszły do historii mocnego grania oraz te, których mogliby się powstydzić. Do najlepszych albumów grupy należą m.in. “Sea of Light”, “Demons and Wizards” czy “Into The Wild”.

5 czerwca zespół udostępnił teledysk do “Grazed By Heaven”. Była to mocna zapowiedź “Living the Dream”.

Zaczęli od świetnego wejścia Russella Gilbrooka, który swoją genialną grą na perkusji dał znać o swojej obecności w zespole. Wspólne odśpiewanie refrenu przez członków Uriah Heep, tym bardziej mówi o tym, że są jednością, a nie jak niektóre zespoły bandą indywidualistów. Solówka Micka Boxa również na wysokim poziomie. Ogólnie utwór jest bardzo żywiołowy i można powiedzieć, że misja została wykonana. Chcieli brzmieć młodo i energicznie i udało im się. Dla brytyjskich muzyków nie był przeszkodą wiek, ponieważ dalej mają w umysłach nowe pomysły na miarę XXI wieku.

Drugim utworem na wydawnictwie jest tytułowy utwór, którego założenie było bardzo proste.

Miało być skocznie i elastycznie. Trzeba pochwalić grę Phila Lanzona na instrumentach klawiszowych, ponieważ dodały utworowi tła, które było mu potrzebne. Później na tym longplayu słyszymy piosenkę “Take Away My Soul”. Wszystko rozpoczyna się świetnym riffem, który gdyby powstał kilkanaście lat temu na pewno byłby nazywany jednym z najlepszych w historii. W “Take Away My Soul” można pochwalić także przerywniki między zwrotkami zagrane przez Lanzona. Brzmią trochę niczym muzyka The Doors, ale jednak dalej mają posmak Uriah Heep. Wszystkie trzy utwory wpadają w ucho i zapadają w pamięć.

“Knocking at My Door” przedstawia się nam jak trochę spokojniejszy, ale wciąż posiadający moc utwór.

Wokal Berniego Shawa wykorzystany w najlepszy sposób na tle “Grazed by Heaven”, “Take Away My Soul” oraz ” Living the Dream”. Z całą pewnością wyróżnia się na całym longplayu. Bardzo ciekawy tekst oraz zachwycające partie wokalne Shawa. Tempo dalej jest utrzymane na tym bardzo energicznym biegu. “Rocks in the Road” łączy zarazem szybkie tempo całej płyty oraz bardzo opanowane partie. Droga na całym wydawnictwie zawiera bardzo ważne miejsce. Znajduje się ona na okładce “Living the Dream” oraz w większości utworów są mniej lub bardziej zauważalne odniesienia do niej.

“Waters Flovin” to bardziej folkowy utwór.

Gdy słuchamy tej piosenki, to odczuwamy chęć długiej przechadzki po olbrzymiej łące. Wstęp jest bardzo spokojny i odprężający, a później mamy zręczne przejście do tej mocniejszej części kompozycji. Podczas refrenu ręce same chcą klaskać w rytm śpiewanych przez członków grupy sylab: “na na na”. Wszystko zostało powiedziane. Zespół zaprezentował wszystko, co ma najlepsze i utworem “It’s All Been Said” to potwierdza. Jest niczym ballada rockowa, a jednak energiczni i młodzi duchem muzycy zrobili z tego utworu bardzo ruchliwą i żywą piosenkę.


Muzycy Uriah Heep nie są już młodzi, ale wciąż grają młodo.

Znajdą się tacy, którzy powiedzą, że młoda muzyka to tylko taka, która jest popularna i nagrana w rytmach popu. Zespół zamyka takim ludziom usta. Rockandrollowa płyta “Living the Dream” miała wyjść energicznie i żywo. Brytyjscy muzycy udowodnili, że nie są jedynie muzyczną ciekawostką, ale również poważnym zespołem grającym swoją własną odmianę rocka. Utwory są podobne do siebie, ale jednak każdy ma coś innego do przekazania. Moim zdaniem zepsuli niektóre spokojniejsze części albumu poprzez dodawanie do nich na siłę szybszych partii.

Muzyce rockowej potrzebna była taka płyta!

Wspólnie odśpiewywane refreny, dobre solówki oraz genialny wokal Berniego Shawa to kwintesencja “Living the Dream”. Wszyscy członkowie pochwalili się swoim wysokim poziomem. Miejmy nadzieję, że zespół będzie dalej tworzył w taki wspaniały sposób.

Uriah Heep wystąpi na naszych polskich ziemiach cztery razy już w lutym przyszłego roku. Trzymajmy kciuki, aby zagrali większość utworów z ich 25. albumu studyjnego. Reasumując, płyta jest unikalna i wyjątkowa.

Uriah Heep - "Living The Dream", 2018
Uriah Heep – “Living The Dream”, 2018

Tracklista:

1. Grazed by Heaven
2. Living The Dream
3. Take Away My Soul
4. Knocking at My Door
5. Rocks in The Road
6. Waters Flowin’
7. It’s All Been Said
8. Goodbye to Innocence
9. Falling Under Your Spell
10. Dreams of Yeasteryear

Ocena autora:
8/10
Sending
User Review
8.5/10 (1 vote)

Podobne artykuły

Recenzja: Rob Zombie – Venomous Rat Regeneration Vendor

Tomasz Koza

Recenzja: Children of Bodom – Relentless, Reckless Forever

Kinga Parapura

N.Y.H.C. żyje i ma się świetnie. Recenzja „For the Cause” zespołu Madball

Szymon Grzybowski

Zostaw komentarz