RECENZJE

Emocjonalna podróż do wnętrza Człowieka – recenzja Cereus “Dystonia”

Od przypadku do zauroczenia. Tak mogę jednym zdaniem opisać moją przygodę ze stołeczną grupą Cereus. Jakiś czas temu polecono mi, bym posłuchał debiutu Frontal Cortex. Gdy zainteresowałem się bardziej zespołem, znalazłem informację, że ma w planach serię koncertów u boku katowickiej formacji Here On Earth i warszawiaków z Cereus. Zapoznanie się z muzyką tych dwóch zespołów było naturalną koleją rzeczy.

A cóż to ten Cereus?

To kaktus. Tak, taka kłująca roślina. To także gatunek ukwiału. Po łacinie słowo oznacza również świecę. I te wszystkie pojęcia wokalista grupy, Michał Dąbrowski, określa, jako kluczowe w zrozumieniu muzyki zespołu, która raz płonie, raz kłuje, a raz buja się swobodnie, zgodnie z pływami morza.

Grupa powstała w 2012r. z inicjatywy gitarzysty Pawła Sikory i grającego na basie Konrada Pawłowskiego. Część utworów, jakie trafiły w 2018r. na album “Dystonia” można było usłyszeć już wcześniej na wydanej w 2013r. EP-ce pt. “Light Under The Blue Wave”. Dyskografię grupy uzupełnia singel “Cassiopeia”.

Człowiek uwikłany, czyli o okładce płyty “Dystonia”

Grafika przedstawia nagą kobietę, w pełnej ekspresji pozie. Ale to nie jest zwyczajny, banalny akt. Postać jest podtrzymywana, związana, uwiązana, ograniczana (niepotrzebne skreślić wedle uznania) przez liczne sznury. Czy chce się uwolnić? Czy chce dać się prowadzić tym sznurom? Może tak jest łatwiej. Może walczy, a może się poddała, stając się bezwolną, bezbronną, nagą i kruchą marionetką w rękach Losu.

Motyw uwikłania, spętania, ograniczeń, konfliktów i sprzecznych emocji w Człowieku, będzie się w kolejnych utworach powtarzał wciąż i wciąż na nowo.

“Cogito ergo sum”

By zrozumieć tematykę płyty należy poświęcić chwilę na przypomnienie sobie myśli filozoficznej Kartezjusza. Ten wybitny uczony, wychodząc z zasadniczego zwątpienia we wszystko, co nazywamy poznaniem, doszedł do stwierdzenia, że uświadomienie sobie zwątpienia jest jedynym pewnikiem.

Idąc dalej tym torem, Kartezjusz określił wątpienie, jako akt myśli. A sam fakt myślenia jest zdaniem uczonego oczywisty, jest jasną i wyraźną ideą, nie wymagającą dalszego uzasadnienia. Jednocześnie, według Kartezjusza, z faktu myślenia wynika istnienie myślącego podmiotu. A kartezjańskie “myślę, więc jestem” stanowi ideę fundamentalną i podstawową do wydawania kolejnych sądów dotyczących otaczającego świata.

Opowieści o chorobie

Kolejnym elementem, na który należy zwrócić uwagę jest tytuł płyty. Dystonia to choroba polegająca na występowaniu mimowolnych skurczy mięśni, mimowolnych ruchów, powodujących skręcanie i wyginanie różnych części ciała. Początkowo te ruchy dotyczą jednej kończyny, górnej albo dolnej, a z czasem obejmują pozostałe kończyny i tułów. W efekcie chory przybiera bardzo nienaturalną postawę.

A choroba, na którą cierpi Człowiek według Cereusa to nic innego, jak… życie. Czy faktycznie jesteśmy tak bardzo ubezwłasnowolnieni? Czy idziemy przez życie prowadzeni na sznurkach niewidzialną ręką? Czy faktycznie życie, z całym jego bagażem, jest chorobą?

Wątpię, więc jestem

Wróćmy jeszcze do Kartezjusza. Ja, opisując muzykę zespołu, przekułbym nieco myśl francuskiego uczonego. Myślę, że albumowi “Dystonia” bliższe byłoby sformułowanie “wątpię, więc jestem”, czy wręcz “cierpię, więc jestem”. Na “Dystonii” cierpi Ikar, lecący ku niebu, by zaznać szczęścia, cierpi człowiek kryjący swoje emocje za domalowanym uśmiechem. Cierpi walczący król, który poza wojną nic innego nie zna. I cały ten ból, całe te cierpienie zostało zamknięte w niepokojących, niespokojnych, ale bardzo pięknych dźwiękach.

A Człowiek od samego początku zadaje pytania

W rozpoczynającym płytę utworze “Cogito”, Człowiek chce wiedzieć, ba, MUSI wiedzieć, w jakim celu znalazł się w tym, a nie innym miejscu. Szuka sensu, przyczyny. Szuka również celu swojej podróży, jak w przepięknej, bardzo emocjonalnej kompozycji “Icarus”. Utwór mami słuchacza lekko orientalną, transową linią basu. A antyczny mit o niepokornym młodzieńcu został tu opowiedziany nieco inaczej, niż w szkolnych lekturach. Ikar doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że lecąc wyżej i wyżej skazuje się na bolesny upadek. Mimo to, decyduje się na pierwszy, wymarzony, a równocześnie ostatni i rozpaczliwy lot ku chwilowemu szczęściu.

Kim jest Kasjopeja?

W mitologii greckiej – żoną Cefeusza, króla Etiopii. Kobietą równie piękną, co zarozumiałą i próżną. Nereidy, piękne nimfy poprosiły Posejdona, by ten ukarał pełną pychy królową. Bóg mórz zesłał na kraj Kasjopei Ketosa, morskiego potwora. A ona sama, po śmierci została przemieniona w gwiazdozbiór nieba północnego.

Kim jest w utworze Cereusa? Może drogowskazem? Może czymś bardziej ulotnym i niedoścignionym? Wyimaginowanym ideałem? Mrzonką, czy jednak marzeniem, za którym goni się na kraniec świata, aż za horyzont? Może zaledwie gwiazdozbiorem? A może wszystkim tym po trochu.

“Mój domalowany uśmiech”

Michał Dąbrowski utwór pt. “Abyss” opisał, jako swoistą skargę kukiełki, marionetki do swego stwórcy. Niby ta marionetka została uformowana na podobieństwo tegoż stwórcy, ale ciągle pozostaje na sznurkach, jest niesłuchana, niedostrzegana i nie dostaje możliwości by w pełni decydować o sobie i swojej przyszłości. W tej “Modlitwie Pinokia”, jak nazywa utwór wokalista Cereusa, Człowiek kryje się za domalowanym uśmiechem, krzyczy w pustkę, lecz nikt go nie słyszy, nikt go nie słucha. Czy nasi Bogowie również nas nie słuchają? Czy również jesteśmy kukiełkami sterowanymi przy pomocy kilku sznurków? Smutna refleksja…

Dużo uwagi poświęcam tekstom i emocjom, ale muzyka również zasługuje na uwagę

Bo kompozycje, choć zostały utrzymane w charakterystycznym, prog-rockowym stylu, są bardzo zróżnicowane i ambitne. Przy tym nie męczą, nie są przekombinowane i trudne w odbiorze. A płyta, pomimo czasu trwania przekraczającego godzinę, nie nudzi, ani przez chwilę. To ogromna sztuka! To również zaleta bardzo dobrej, czytelnej produkcji. Dzięki przejrzystemu brzmieniu, słuchaczowi nie umknie żaden detal, żaden smaczek. A jest w czym smakować!

Nieposkromiony żywioł

Najbardziej niespokojnym utworem na płycie jest zdecydowanie “Ocean”. Rozpoczyna się niespiesznie tajemniczym wstępem, jednak ocean według Cereusa to nie ładny, sztampowy obrazek, to nie beztroskie spoglądanie na zachód słońca z dziewczyną u boku. To ponury i groźny żywioł, a jednocześnie szansa i bezkres możliwości. Może za horyzontem kryje się spełnienie marzeń, może przygoda, może zagłada, a może coś zupełnie innego… I ta wielowymiarowość potężnego żywiołu została zamknięta w niezwykłej kompozycji, początkowo cichej, niemal sennej, a później wybuchającej potęgą i majestatem. Zupełnie, jak ocean.

Chwilę odpoczynku po przeprawie przez wzburzony ocean dostajemy w bardzo przestrzennym “Ergo”

Przepiękne klawiszowe ozdobniki nadają utworowi dodatkowej swobody i lekkości. Choć dla mnie niedoścignionym mistrzem malowania klawiszowych pejzaży pozostanie chyba na zawsze Richard Wright, to uważam, że Patryk Woźniak na “Dystonii” radzi sobie bardzo sprawnie. Jego klawisze nie dominują nad muzyką, są bardzo subtelne i wyważone.

Wspominana już przeze mnie „Cassiopeia” to bodaj najbardziej tajemniczy i najbardziej niejednoznaczny utwór na „Dystonii”. Moim zdaniem również najlepszy. W pierwszych sekundach tej trwającej blisko osiem i pół minuty kompozycji słychać czyjś głos, który w moich uszach brzmi, jak transmisja ze statku, być może kosmicznego. Cały utwór rozwija się powoli, dźwięki są rozciągnięte, nieco senne, a nawet mocniejsze fragmenty brzmią, jakby dobiegały z ogromnej odległości.

Odrobina optymizmu

Z kolei w “Kraken King” przez krótki moment słychać bardziej optymistyczne nuty, jednak nie nazwałbym tego utworu pozytywnym. W refrenie słyszymy, że “wojna to wszystko co znam, wszystko, co kiedykolwiek miałem, jedyna rzecz, którą kocham”.

Na samym końcu płyty pobrzmiewają dalekie echa albumu “Disintegration” The Cure. “Outro (Ghost)” jest utrzymany w podobnym, nostalgicznym tonie.

A co mi się nie podoba na płycie “Dystonia”?

“Outro”. Nie, nie utwór, bo stanowi bardzo trafne, nostalgiczne zamknięcie płyty. Słychać w nim, że cereusowy Człowiek pogodził się wreszcie ze swoim losem. Przeszkadza mi ten pozbawiony pomysłu tytuł. Wiem, że czepiam się dupereli, ale moim zdaniem wręcz nie wypada, by coś tak wyświechtanego trafiło na tak dopracowany i staranny album.

Osobny akapit muszę poświęcić wokalom!

Barwa głosu Michała Dąbrowskiego kojarzy mi się nieco z Blazem Bayleyem. Uważam, że wokalista Cereus ma bardzo stary głos. I to w żadnym wypadku nie jest zarzut, wręcz przeciwnie. Głos Michała brzmi bardzo dojrzale, jednocześnie frontman Cereusa operuje swoim głosem z ogromną swobodą, chwilami śpiewając spokojniej, chwilami mocniej, chwilami wchodząc w bardzo wysokie rejestry. Doceniam również niebywałą zdolność do interpretacji tekstu, cały czas w głosie Michała słychać ogromny pokład emocji.

Korzystne porównanie

Pisałem wcześniej, że część utworów z płyty znalazła się na wydanej kilka lat wcześniej EP-ce. Myślę, że warto sięgnąć po “Light Under The Blue Wave”, głównie po to, by przekonać się, jak ogromny skok jakościowy dokonał się w brzmieniu zespołu.

Nowe wersje utworów umieszczone na “Dystonia” zostały dopracowane, ciekawiej zaaranżowane, zespół wydobył z nich ogromny ładunek emocjonalny, brzmienie jest mniej chropawe, głębsze i pełniejsze. Nie odkryję tu żadnej Ameryki na nowo, ale podkreślę, że te porównanie jest najlepszym dowodem na to, że warto dać czas muzyce, warto pozwolić, by dojrzała, by nabrała mocy i charakteru.

Odkrywam „Dystonię” wciąż i wciąż na nowo

Za każdym razem, gdy słucham tej płyty odkrywam w niej coś nowego. “Dystonia” to album, który prędko się nie znudzi. Jest pełen, detali i szczegółów, które chce się wciąż i wciąż odkrywać, a których wprost nie da się wszystkich na raz wychwycić. Nie będę odbierał Wam przyjemności odkrywania „Dystonii” samodzielnie, więc w tym miejscu zakończę zagłębianie się w szczegóły albumu i wracam do słuchania. I proszę o więcej takich płyt!

Człowiek doświadczony życiem

“Dystonia” to nie jest optymistyczna płyta, a podróż do wnętrza skonfliktowanego, poharatanego przez życie Człowieka nie jest łatwa. Człowiek jest kruchy, ułomny, wątpi i pyta, czekając próżno na odpowiedzi. Album zostawia słuchacza z ciężkim, przytłaczającym bagażem emocji, od których nie się uciec. Dlaczego? Dlatego, że w każdym z nas toczą się takie same konflikty. Każdy z nas jest w taki lub inny sposób uszkodzony przez życie. I właśnie dlatego album “Dystonia” uważam za bardzo szczery, bardzo prawdziwy, bo naładowany emocjami, jakich każdy z nas kiedyś, gdzieś doświadczył.

Cereus - Dystonia, 2018
Cereus – Dystonia, 2018

Tracklista “Dystonia”:

1. Cogito
2. Icarus
3. Abyss
4. Ocean
5. Ergo
6. Kraken King
7. Cassiopeia
8. Requiem
9. Sum
10. Outro (Ghost)

Podobne artykuły

Recenzja: Devildriver – Trust No One

Tomasz Koza

Bezpieczne schematy – recenzja “Hexed” Children Of Bodom

Paweł Kurczonek

Death metalowy VW Passat – recenzja Bloodbath „The Arrow of Satan is Drawn”

Szymon Grzybowski

Recenzja: Katatonia – The Fall of Hearts

Michał Bentyn

Metal w kowbojskim kapeluszu. „Outlaws ‘til The End: Vol. 1” DevilDriver

Szymon Grzybowski

Recenzja: Stone Sour – Hydrograd

Albert Markowicz

Zostaw komentarz