Santo Subito! Recenzja Ghost – „Prequelle”


Ostre, heavy metalowe riffy, bezwstydnie melodyjne, „eurowizyjne” wręcz refreny, których nie powstydziłaby się ABBA. Prog rockowe, ambitne utwory instrumentalne, wypełnione klawiszami żywcem wyjętymi z lat 70-tych, solówka na saksofonie, piękna i autentycznie chwytająca za serce ballada, a wszystko to podlane charakterystycznym, „diabelskim” sosem. W przypadku wielu wykonawców, z tak pokracznej mieszanki wyszłoby mocno niestrawne danie. Nie jednak kiedy przygotowuje je Tobias Forge. Jego Ghost wydał właśnie nową płytę. Możliwe, że najlepszą w swojej historii…

Ghost obecny jest na scenie oraz w świadomości fanów od blisko ośmiu lat.

Dobrze zdążyliśmy już poznać jego oblicze. Wiemy, że z każdym kolejnym powrotem grupy i jej następnym wcieleniem „zmienia się” lider, czyli Papa Emeritus (obecnie mamy niejakiego Cardinala Copię). Wiemy też, czego możemy się spodziewać od strony muzycznej, bowiem produkcje Ghost są generalnie mocno do siebie podobne. Po takim czasie zanika już „efekt nowości”.

Mija pierwszy szok i zaciekawienie, trudno też mówić o jakimś powiewie świeżości czy nowym fenomenie. A jednak, zespół wydaje płytę za płytą, wyprzedaje koncert za koncertem, ja chwilę po premierze nowego albumu piszę jego recenzję, a wy ją czytacie. Bo kiedy przyzwyczaimy się do danej konwencji, a bluźniercza otoczka przestanie już szokować, grupa będzie musiała obronić się już tylko samą muzyką. I tu właśnie okazuje się, jak świetnym kompozytorem jest lider Ghost. Tobias Forge – mimo, iż dalej „zrzyna” na potęgę i miesza jak w piekielnym kotle style, inspiracje i różne epoki. Od popu, po metal. Tym razem, w dniu dziecka, otrzymaliśmy „Prequelle”. Wydawnictwo pozornie podobne do poprzednich, a jednak momentami różniące się diametralnie od reszty. I to zdecydowanie na plus.

Po krótkim intro, z przytupem wchodzi pierwszy singiel, znany już wcześniej „Rats”, typowy Ghostowy przebój.

Bardzo dobry, ale chyba i najbardziej konwencjonalny na nowym albumie. Po nim jednak następuje prawdziwa petarda w postaci „Faith”. Kapitalne wejście gitar, mocarne riffowanie, bardzo dobre solówki (liczba mnoga) i – tradycyjnie już – super refren. Jeden z najlepszych numerów w historii zespołu.

Chwilę później zwalniamy tempo i łagodzimy znacznie brzmienie, na szczęście jednak nic nie tracąc na jakości. „I See the Light” to jedna z ładniejszych kompozycji na „Prequelle”, zwieńczona do tego piękną solówką na syntezatorze. Jeżeli o nim już mowa, to w kolejnym na płycie, „Miasma”, daje on już prawdziwy popis. „Miasma” to jeden z najambitniejszych kawałków Ghost – pięciominutowy instrumental oparty na klawiszach, gitarach i… solówce na saksofonie. To brzmi tak, jakby artyści zrzucili na chwilę szaty i całą tę swoją otoczkę i po prostu zaczęli bawić się muzyką. Takich rzeczy na płytach Ghost jeszcze nie słyszeliśmy.

Wraz z następnym utworem powraca jednak stary dobry „Duch”. Nieco w kontrze do „Miasmy”, proponuje totalnie przebojowy, bezwstydnie taneczny wręcz hicior „Dance Macabre”. „Prequelle” to krążek, który mocno lawiruje jeżeli chodzi o nastroje i tempa. Zaraz po „Dance Macabre” pojawia się „Pro Memoria”, czyli smyki, pianino i spokojniejszy klimat, trochę jak przy „I See The Light”.

„Witch Image” to jeszcze jeden charakterystyczny Ghostowy numer (znowu świetna partia na syntezatorze), natomiast „Helvetesfonster” to drugi instrumental, który stanowi klawiszowe, momentami nieco nawet folkowe, odniesienie do „Pro Memoria”. Na koniec zostaje nam jeszcze „Life Eternal”, czyli jedna z najładniejszych piosenek jakie kiedykolwiek wyszły spod ręki Tobiasa. Uff, niby tylko 41 minut, a dzieje się naprawdę dużo…

Merch Ghost - Prequelle
Oryginalny merch Ghost w Polsce!

Kiedy usłyszałem „Rats”, a później „Dance Macabre”, byłem przekonany, że dostaniemy kolejną taką samą płytę Ghost.

Najprawdopodobniej bardzo dobrą, ale jednak w jakimś stopniu kopię „Meliory” czy „Infestissumam”. Nie ukrywam, że jestem zachwycony, że tak się nie stało. Oczywiście – nie zrozumcie mnie źle. To jest dalej ten sam zespół, nikt tutaj Ameryki nie odkrywa. Podejrzewam też, że znajdą się i tacy co powiedzą, że to wszystko i tak jest grane na jedno kopyto. Trudno jednak nie zauważyć olbrzymiej roli, jaką odgrywają tu klawisze, w wielu miejscach wysunięte są na pierwszy plan (i bardzo dobrze!). Nigdy wcześniej Ghost nie raczył nas też tak dobrymi kawałkami instrumentalnymi (nie licząc króciutkich przerywników w rodzaju „Spoksonat”). Nie sięgał tak mocno po rock progresywny.

Pod kątem muzycznym i artystycznym jest to moim zdaniem najciekawszy album Ghost.

Wraz z rozwojem brzmienia nie zmienił się jednak ich znak rozpoznawczy, czyli piekielnie dobre melodie i wpadające w ucho piosenki. Mieszanka starego („Rats”, „Dance Macabre”) z nowym („Maisma”, „Helvetesfonster”, saksofon) przyniosła znakomite rezultaty.

Potwierdziło się też coś, o czym myślałem od jakiegoś czasu. Tobias Forge musiał podpisać jakiś pakt z diabłem, a w zamian za swoją duszę otrzymał złoty przepis na pisanie hitów i bezbłędnych melodii. Pytanie, kiedy taka formuła się w końcu wyczerpie. I czy w ogóle…

Ghost - Prequelle album

Tracklista Ghost – Prequelle:

1. Ashes
2. Rats
3. Faith
4. See The Light
5. Miasma
6. Dance Macabre
7. Pro Memoria
8. Witch Image
9. Helvetesfonster
10. Life Eternal

  • 8.5/10
    Ocena autora - 8.5/10
8.5/10

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *